Miesiąc: Wrzesień 2013

Dieta-cud? Nie, SPŻ!

„Przez dwa tygodnie byłam na diecie i jedyne, co straciłam, to dwa tygodnie.” – powiedziała kiedyś moja znajoma.

Nie wierzę w skuteczność diet, które narzucają nienormalny tryb żywienia przez kilka lub kilkanaście tygodni. Dieta się kończy i po pewnym czasie znów jesteś w punkcie wyjścia. Albo jeszcze dalej od upragnionego, godnego pokazania na plaży, celu.

Wierzę natomiast w zasady. Trwałe, życiowe zasady, które James Bond nazywa Standardowymi Procedurami Operacyjnymi.

Oto moje Standardowe Procedury Żywieniowe, czyli SPŻ:

  1. Jedz powoli. Nie na chybcika. Nie pędzikiem. Niespiesznie smakuj każdy kęs rozgryzając go na miazgę. W ten sposób szybciej poczujesz się najedzony.
  2. Jedz przez pół doby. Nie, nie chodzi o siedzenie przy stole przez 12 godzin. Codziennie zjedz pięć posiłków w równych odstępach co trzy godziny, a przez następne 12 godzin daj żołądkowi odpocząć od roboty. Na przykład:
    • 06:00 – śniadanie
    • 09:00 – drugie śniadanie
    • 12:00 – lunch
    • 15:00 – przekąska
    • 18:00 – kolacja
  3. Jedz za swoje. Unikaj poczęstunków, promocji, podkradania smakołyków z lodówki teściowej i wszelkiej darmowej wyżerki. Jeśli nie wypada inaczej, skosztuj odrobinę, skomplementuj talenty kulinarne autora lub hojność fundatora wyżerki, a potem, wymawiając się zaleceniami lekarza, zakończ konsumpcję. Pamiętaj: darmowe i kradzione tuczy jak diabli!

I tyle. Żadna dieta-cud, tylko moje Standardowe Procedury Żywieniowe, które, wraz z przebiegniętymi kilometrami, skutecznie stabilizują moją wagę na odpowiednim poziomie.

ChiRunning

ChiRunning

Popatrz na czerwoną linię trendu.

Kto by się spodziewał takiego nagłego postępu po latach biegania?

Niebieskie, pionowe sztachety na powyższym wykresie to moje wyniki na 8 kilometrów (mój podstawowy dystans biegowy) osiągane w ciągu lipca, sierpnia i września.

Wyraźnie widać skok mojej formy około 10 sierpnia. Od tego momentu większość przebieżek ukończyłem w czasie poniżej 44 minut, niekiedy zbliżając się do 41 minut!

I to bez bólu, bez stresu i bez zadyszki!

Cud?

Nie, to ChiRunning.

Specyficzna technika biegu wykorzystująca prawidłową, zrównoważoną postawę ciała i siłę grawitacji, a nie siłę mięśni. Mięśnie w dużej mierze pozostają rozluźnione, a ciebie napędza energia chi. Metodę tę opracowali i opisali w książce „ChiRunning: A Revolutionary Approach to Effortless, Injury-Free Running” Danny Dreyer i Katherine Dreyer. W Polsce pozycja ta ukazała się pod tytułem „Bieganie bez wysiłku” nakładem wydawnictwa Buk Rower.

Polecam!

Niech energia chi będzie z tobą!

Nie krzycz na kelnera!

Tak, wiem, masz rację. Skoro twój ulubiony schabowy jest w menu, kelner powinien po prostu przyjąć zamówienie, a nie udawać skruchę, mówiąc, że akurat dziś restaurację odwiedziła wycieczka Duńczyków i wyżarła całe zapasy tego tradycyjnego, polskiego przysmaku.

Masz też rację, gdy urzędnik w wydziale obsługi mieszkańców znienacka każe ci wypełnić jakiś głupi, długi jak rolka papieru toaletowego formularz, o którym wcześniej cię nie poinformowano.

W obu tych sytuacjach masz moralne prawo do uniesienia się, walnięcia pięścią w stół i nakrzyczenia na posłańca, który przyniósł ci niepomyślne wiadomości. W obecnych czasach zabijanie posłańca jest niestety karalne, więc pozostaje ci tylko krzyk.

Czy rzeczywiście?

Co osiągniesz, mieszając z błotem bogu ducha winną osobę? Przecież to nie kelner zjadł te wszystkie schabowe i zapewne to nie ten urzędnik złośliwie wymyślił dodatkowy formularz.

Co osiągniesz, wyżywając się na kimś, kto dysponuje dźwignią, za pomocą której może rozpogodzić lub zachmurzyć następne minuty, godziny czy dni twojego życia?

Dźwignią?

Tak! Kotleta i tak nie dostaniesz, a obrażony kelner skutecznie zepsuje ci humor, ruszając się jak mucha w smole, przynosząc brudne sztućce i serwując zimną zupę, do której, być może, nasikał jego kolega. Jesteś na przegranej pozycji, więc nie warto z tak błahego powodu stawiać świata na krawędzi konfliktu nuklearnego.

Zrugany urzędnik może poczuć się na tyle dotknięty, że twoje podanie na długie tygodnie zawieruszy się w niewłaściwej szufladzie i zamiast załatwionej sprawy będziesz toczył nierówną i w gruncie rzeczy niepotrzebną walkę z biurokratyczną machiną, która przestała cię lubić.

Czy to oznacza, że namawiam cię do konformizmu i zgody na wszelkie zło świata, które nas otacza?

Nie, nie o to chodzi!

Są rzeczy ważne, na które nie możemy patrzeć przez palce i których nie wolno nam lekceważyć. Ale są też sprawy bolesne przez chwilę, lecz nieistotne z dalszej perspektywy – sprawy, które właściwie przez nas potraktowane mogą uczynić nasz świat przyjemniejszym. Nawet mimo braku satysfakcji ze „słusznego ukarania winowajcy”.

Ciekawi cię zapewne, co ja robię w takich restauracyjnych lub urzędowych sytuacjach?

Kelnera proszę o polecenie mi innej potrawy, która, jego zdaniem, wynagrodzi mi zawód, jaki spotkał mnie w wyniku niecnego ataku żarłocznych Duńczyków. W ten sposób daję mu możliwość zdystansowania się od problemu i wzięcia odpowiedzialności za moją kulinarną satysfakcję. I zwykle nie spotyka mnie rozczarowanie.

Z urzędnikiem przez chwilę wspólnie narzekamy na rozrastającą się biurokrację i coraz większą liczbę formularzy wymaganych przez „tych z góry”, a potem z radością przyjmuję jego pomoc w sprawnym wypełnieniu rubryczek oraz oświadczenie, że teraz to już moja sprawa będzie na pewno załatwiona do końca tygodnia. I rzeczywiście jest załatwiona (w 99% przypadków).

Dlaczego to działa?

Dlatego, że przeszłości i tak nie jestem w stanie zmienić, a przyszłość przekazuję w ręce osoby, która może uczynić ją lepszą lub gorszą, dając wyraźnie do zrozumienia, że interesuje mnie leżąca w jej kompetencjach opcja pozytywna.

Pomyłki się zdarzają

Każdy czasem się myli. Nikt nie jest doskonały.

I to cię denerwuje – zarówno czyjeś błędy, jak i twoje.

Oto trzy refleksje na temat pomyłek, które pozwolą ci zredukować związany z nimi stres:

  1. Pomyłki się zdarzają. Takie jest życie. Zawsze coś może pójść nie tak. Ale pamiętaj, że znakomita większość ludzi nie wstaje rano z myślą, żeby zrobić ci na złość. Ty, mam nadzieję, też nie budzisz się codziennie z takimi intencjami.
  2. Ludzie mylą się, choć chcą dobrze. Robią to, co w danym kontekście wydaje im się sensowne, ale niestety nie zawsze ich ocena sytuacji jest prawidłowa. Zasługują więc na domniemanie niewinności. Trudno oczywiście wiecznie rozgrzeszać zatwardziałych recydywistów, ale każdy ma prawo do błędu w nowych dla niego okolicznościach.
  3. Nawet geniusze popełniają błędy. A ludzie przeciętni potrafią dokonywać niezwykłych czynów. Nikt nie jest doskonały, ale i nikt nie jest beznadziejny przez całe życie. Nie wyciągaj uogólnionych wniosków na podstawie jednego pozytywnego lub negatywnego zdarzenia.

Co w związku z tym powinieneś zrobić, gdy padniesz ofiarą pomyłki?

Spróbuj spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

Może w skali całokształtu twoich działań ta pomyłka nie jest wcale tak wielkim problemem?

Uśmiechnij się, zwracając uwagę zmartwionemu winowajcy.

Zajmij się rozwiązaniem problemu, a nie rozpamiętywaniem tego, co się już zdarzyło i pompowaniem czyjegoś (lub swojego) poczucia winy.