Miesiąc: Kwiecień 2013

GTD w Łazienkach

Ciepłe, wiosenne słońce delikatnie pieściło moje przymknięte powieki i malowało na nich żółto-czerwone, abstrakcyjne wzory.

Gdzieś w górze ptaki dobierały się w pary i omawiały szczegóły architektoniczne oraz wyposażenie gniazd, które zamierzały w tym roku zbudować.

Po stawie majestatycznie dryfowały białe łabędzie.

TesTeq? – zapytał znienacka głos znikąd.

Powoli otworzyłem oczy i ujrzałem postać, która wydawała się pasować do głosu. Postać zgrabną, odzianą w wiosenną sukienkę, patrzącą na mnie wzrokiem zaciekawionym, acz przyprawionym szczyptą zawstydzenia.

Tak, tu i ówdzie tak mnie nazywają. Skąd mnie znasz? – odpowiedziałem z uśmiechem.

Czytam BIZNES BEZ STRESU. Było tam kilka twoich zdjęć, więc cię rozpoznałam! – postać zaszczebiotała nieśmiało.

Siadaj. To dobry moment, żeby złapać trochę słoneczka – zaprosiłem ją do wspólnego relaksowania się.

Nie wiem, czy powinnam. Mam tyle rzeczy na głowie! Swoją drogą to dziwne, że guru GTD w Polsce może tak sobie po prostu siedzieć w parku na ławce i nic nie robić. Czy to nic-nie-robienie miałeś zapisane na swojej liście Najbliższych Działań? – zapytała ze zdumieniem.

Nie, po prostu przechodziłem tędy i uznałem, że wszystkie inne sprawy mogą poczekać, kiedy nadarzają się tak optymistyczne okoliczności przyrody – wyjaśniłem przymykając oczy.

Ja to bym tak nie mogła. Już się denerwuję, że siedząc tu, zawalam coś ważnego i nawet sama nie wiem co! Jak ty to robisz, że cię to nie stresuje?

Moimi sprawami opiekują się teraz moje listy Projektów i Najbliższych Działań. A ja tymczasem mogę sobie spokojnie z tobą gawędzić.

Jak to? Zawsze bałam się, że jak spiszę wszystko, co mam do zrobienia, to mnie to tak zdołuje, że popadnę w czarną rozpacz i nigdy się z niej nie wygrzebię. Że lepiej jest już nie wiedzieć i się tym stresować, niż wiedzieć i czuć obowiązek wzięcia się za wszystko naraz – przedstawiła mi swoją filozofię.

I w tym tkwi nieporozumienie dotyczące metody Getting Things Done Davida Allena. Listy Projektów i Najbliższych Działań są po to, żeby uwolnić nas od stresu pamiętania. Oprócz tego pokazują jak na dłoni, co musimy, a czego nie musimy robić w danej chwili. To dzięki nim wiem, że mogę teraz bezpiecznie zatopić się w cudownym spokoju Łazienek Królewskich i poświęcić całą swoją uwagę naszej rozmowie.

O, kurczę! To ja zupełnie nie zrozumiałam, że choć listy muszą zawierać wszystko, ja nie muszę tego natychmiast robić! Powinnam tylko je okresowo przeglądać, żeby mój zdrowy rozsądek mógł podpowiadać mi, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie! – wyrzuciła z siebie podniecona.

Mój zdrowy rozsądek podpowiada mi, że dziś wieczorem powinniśmy spotkać się na kolacji i dogłębniej omówić kwestię zainstalowania GTD w twoim życiu. Co ty na to?

Oj… nie wiem… mam tyle do zrobienia… ale… masz rację. Muszę sobie to wszystko spisać i wtedy nie będzie mnie to tak krępowało. Zgoda! – odpowiedziała, uśmiechając się zalotnie.

Co było dalej, jako profesjonalista, nie mogę wam opowiedzieć, ale pamiętajcie:

Spisanie wszystkiego, przemyślenie i sporządzenie list GTD nie ogranicza spontanu. Wręcz przeciwnie, zapewnia ciągłą gotowość na różne niespodzianki i okazje, które niestrudzenie podsuwa nam los.

Tęcza Zbawiciela

Tęcza Zbawiciela 1

Przechadzając się po warszawskim Placu Zbawiciela, dostrzegłem trudną walkę, jaką toczy sama ze sobą stolica naszego kraju. Walkę o własny wizerunek i tożsamość.

Ustawiona tam tęczowa instalacja artystyczna ciągnie miasto w kierunku roześmianej, cieszącej się życiem „tu i teraz” Europy. Powiedzmy sobie szczerze: jest wytatuowanym na ciele miasta symbolem zadowolonych z siebie lemingów.

Widać jednak, że zmagania wciąż trwają – tęcza zaczyna się kolorowo, ale kończy szarym, spopielonym kwieciem.

A w tle… W tle stoi kamienica z wyjściami na balkony zabitymi deskami. Balkony zostały usunięte, ponieważ odłamki cegieł spadały przechodniom na głowy.

Tęcza Zbawiciela 2

Dokąd idziesz Warszawo?

Chcesz być jedną z kolorowych stolic Europy czy dziurą zabitą dechami?

Ale… Czy to na pewno jest pytanie do Warszawy?

Może jednak dotyczy ono każdego z nas?

Wszak o charakterze miasta, miejscowości, osiedla i wsi nie decydują ulice i domy. To mieszkańcy – uśmiechnięci albo ponurzy, otwarci albo zamknięci, życzliwi albo złośliwi – stanowią duszę miejsca zdolną przekształcać nawet najohydniejsze zaułki w tętniące życiem oazy. I na odwrót…

Magiczne buty

Magiczne Buty

Z nadejściem wiosny wymieniłem opony w samochodzie i buty biegowe na moich nogach. Nowe obuwie jest wygodne, choć nieco ciężkie i chyba zbyt ciepłe. Oprócz tego, jest też niewątpliwie bezpieczne. Prawdopodobnie kibice na mecie biegu będą w stanie dostrzec, kiedy przekraczam linię startu. :-)

Najważniejszą jednak cechą tych szybkobiegów jest to, że umożliwiają osiąganie znacznie lepszych rezultatów!

Podczas treningów dokonałem wielu sprawdzeń i mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że statystyka nie kłamie: jest lepiej. Oto szczegóły:

92.6% dziewczyn, które mijam, patrzy mi głęboko w oczy. W przypadku poprzedniego obuwia odsetek ten nie przekraczał 26,9%.

A przecież, jak mówi stara zasada biznesowa, liczy się pierwsze rażenie.

Te buty je zapewniają.

Na ulicy.

Czy działają również w cyberprzestrzeni, okaże się po liczbie komentarzy pod tym wpisem.

Zatem czas na test:

Droga czytelniczko!

Czy po spojrzeniu na mój magiczny but masz ochotę zgłębić toń moich oczu?

Trujące nowiny

Rolf Dobelli to ciekawa postać – warto do niego zajrzeć.

Właśnie publikowane jest angielskie tłumaczenie jego książki „The Art of Thinking Clearly” („Sztuka jasnego myślenia”), a z amerykańskiego Amazona można za darmo ściągnąć „Five Ways of Thinking Clearly: An extract from The Art of Thinking Clearly” („Pięć sposobów jasnego myślenia: Wyciąg ze ‚Sztuki jasnego myślenia'”).

Jeszcze bardziej za darmo, w brytyjskim Guardianie można przeczytać jego artykuł pod tytułem „News is bad for you – and giving up reading it will make you happier”[guardian.co.uk] („Nowiny są szkodliwe – powstrzymanie się od ich czytania uczyni cię szczęśliwszym”).

Oto lista zidentyfikowanych przez autora toksyn, którymi rozpowszechniane przez media nowiny zatruwają twój umysł:

  1. Nowiny wprowadzają cię w błąd poprzez niewłaściwe rozkładanie akcentów.
  2. Nowiny są nieistotne. Znakomita większość z nich nie ma żadnego wpływu na twoje życie.
  3. Nowiny niewiele ci wyjaśniają. Ich ilość nie zamienia się w jakość rozumienia świata.
  4. Nowiny zatruwają ci ciało stale pobudzając twój układ limbiczny.
  5. Nowiny zwiększają liczbę błędów poznawczych, podsuwając ci zniekształcony obraz rzeczywistości.
  6. Nowiny blokują twoje myślenie, skutecznie rozpraszając umysł.
  7. Nowiny uzależniają jak narkotyki.
  8. Nowiny pożerają twój czas.
  9. Nowiny redukują motywację do działania.
  10. Nowiny zabijają kreatywność.

„Mieć” czy „być”? A może „stawać się”?

Każdy myślący człowiek w pewnym momencie swojego życia zaczyna rozumieć zasadność pytania:

„Mieć” czy „być”?

„Mieć” trzeba. Ale tylko tyle, ile wystarczy. Nie warto walczyć o więcej, marnować życia na zdobywanie kolejnych, niepotrzebnych rzeczy, ponieważ nie ma wtedy czasu na to, żeby „być”. Żeby przeżyć coś wartego zapamiętania. Trudno przecież nazwać „byciem” nadgodziny poświęcone na zdobycie kolejnego tysiąca złotych.

„Bycie” jest szlachetniejsze i daje większą satysfakcję. Zapewnia poczucie pełniejszego wykorzystywania czasu danego nam do dyspozycji przez geny i okoliczności przyrody. Pozwala uniknąć na łożu śmierci uzasadnionego żalu, że życie przeciekło nam przez palce.

Ale jest jeszcze inna, możliwość – najwyższy stopień wtajemniczenia:

„Mieć” tyle, ile wystarczy, „być” tak, żeby nie żałować i… „stawać się”.

„Stawanie się” rządzi!

Dlaczego?

Ponieważ stanowi niezbity dowód na to, że nie jesteś kamieniem. Polny kamień „ma” kawałek pola, na którym leży i „jest” – wygrzewa się w słońcu, kąpie w deszczu i zamarza pod śniegiem. Natomiast sam z siebie nie może „stać się” czymś innym. Ktoś może go przemienić w rzeźbę, element płotu lub drogi albo… namiastkę piłki kopanej. Ale on sam takiej zdolności nie ma.

Drzewo dysponuje podstawową umiejętnością „stawania się” – potrafi rosnąć i dawać nowe życie, ale nie robi tego świadomie.

A ty?

Czy podejmujesz wysiłek, żeby „stawać się”?

Kimś lepszym?

Mądrzejszym?

Uważniejszym?

Żelazne Prawo Biurokracji

Znany pisarz science-fiction i publicysta komputerowy Jerry E. Pournelle sformułował następujące, niezwykle trafne prawo opisujące zjawisko biurokracji. Oto ono w pełnym brzmieniu:

Żelazne Prawo Biurokracji Pournelle’a stanowi, że w każdej biurokratycznej organizacji można znaleźć dwa rodzaje ludzi: tych, którzy działają na rzecz faktycznych celów organizacji, i tych, którzy działają na rzecz samej organizacji. W szkolnictwie przykładem tych pierwszych są nauczyciele pracujący i poświęcający się, żeby wyedukować dzieci, a przykładem tych drugich – działacze związkowi, którzy wyznaczyli sobie rolę obrońców nauczycielskich posad bez względu na kompetencje konkretnego nauczyciela. Żelazne Prawo Biurokracji polega na tym, iż we wszystkich przypadkach, prędzej czy później władzę w organizacji przejmuje ten drugi typ ludzi i zaczyna określać zasady jej działania.

Zmiana codzienna

Leo Babauta opublikował niedawno ciekawy wpis „How to Change Your Life: A User’s Guide” [zenhabits.net] („Jak zmienić swoje życie. Podręcznik użytkownika”). We wpisie tym zwrócił uwagę na jedną bardzo ważną sprawę: wprowadzenie zmiany w życiu oznacza wprowadzenie jej na co dzień. Jeśli nie jesteś na to gotowy, to znaczy, że tak bardzo ci nie zależy.

Najlepiej jednak, jeśli oddam głos samemu autorowi, przytaczając początkowy fragment jego wpisu:


„Nigdy nie zmienisz swojego życia, dopóki nie zmienisz czegoś, co robisz codziennie.” – Mike Murdock

Zacznij od prostego pytania: „Kim chciałbym być?”.

Masz nadzieję kiedyś zostać pisarzem, muzykiem, projektantem, poliglotą, stolarzem, mangaką (rysownikiem mangi), przedsiębiorcą czy ekspertem w jakiejś dziedzinie?

Jak to zrobisz? Zapiszesz swój zamiar na kartce papieru, włożysz do butelki i wrzucisz do morza, wierząc, że się spełni? Nie. Wszechświat tego nie sprawi. Tylko ty możesz to zrobić.

Wyznaczysz sobie cel do zrealizowania do końca roku albo w ciągu najbliższych trzech miesięcy? Oczywiście, ale to nie załatwi sprawy. W rzeczywistości, jeśli przeanalizujesz swoje poprzednie dokonania, okaże się, że wyznaczanie długoterminowych celów bardzo często w ogóle nie działa. Ile razy taka strategia okazała się skuteczna w twoim przypadku?

Zamierzam, na bazie wielu, wielu eksperymentów, które przeprowadziłem w ciągu ostatnich 7 lat, ustanowić tu i teraz następujące prawo: nic się nie zmieni, dopóki nie wdrożysz zmiany codziennej.

Próbowałem tygodniowych planów działania, rzeczy robionych co drugi dzień, wielkich, odważnych celów miesięcznych i wielu innych tego typu kombinacji. Nic nie zadziałało oprócz zmian codziennych.

Jeśli nie masz ochoty uczynić czegoś zmianą codzienną, tak naprawdę nie chcesz zmienić swojego życia. Być może podoba ci się pomysł nauki rysowania, mówienia po japońsku, grania na gitarze, programowania w PHP itp., ale w rzeczywistości nie chcesz tego dokonać.