Miesiąc: Marzec 2013

Jak szybko stracić?

Australijscy uczeni odkryli najefektywniejszy reżim ćwiczeń wysiłkowych, umożliwiający szybką utratę zbędnych kilogramów przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu czasowym. Badania przeprowadzone na australijskich grubasach przez zespół profesora Steve’a Boutchera z University of New South Wales wykazały, że podczas 12-tygodniowego cyklu ćwiczeń uczestnicy eksperymentu pozbyli się średnio 2 kilogramów tłuszczu, a ich masa mięśniowa wzrosła o kilogram z haczykiem. Wynik ten nie wygląda co prawda na rekord świata w szybkości odchudzania, ale jeśli oznacza trwałą tendencję, jest godny uznania.

Na czym polega ten nowy sposób męczenia się, który sprawia, że 60 minut wysiłku tygodniowo (3 sesje po 20 minut) jest równoważne pięciu-siedmiu godzinom biegania?

Chodzi o mikrointerwały. Przez 20 minut należy 60 razy powtórzyć cykl:

  • 8 sekund sprintu na maksa (puls 80-90%)
  • 12 sekund w tempie odpoczynkowym

Wysiłkiem może być bieganie, jazda na rowerze, wiosłowanie itp. Ja postanowiłem wypróbować mikrointerwały na moim rowerku eliptycznym:

Winter Sport 1

Do precyzyjnego odmierzania cykli zaprzągłem mojego iPada Mini. W tym celu przeszukałem sklep z aplikacjami i znalazłem znakomity, darmowy odmierzacz sportowych interwałów „Seconds”. Jego wersja płatna pozwala definiować więcej niż jeden harmonogram ćwiczeń, ale natenczas nie jest mi to potrzebne.

SECONDS

Zaprogramowałem 5 minut rozgrzewki w wolnym tempie, 60 cykli właściwego ćwiczenia (8 sekund/12 sekund) i 5 minut schłodzenia, znów w wolnym tempie.

Włączyłem iPoda Shuffle z podcastem „Security Now!” i zacząłem rozgrzewkę. To standardowy element mojego treningu na rowerku eliptycznym. Potem przeszedłem do mikrointerwałów. Sprint, odpoczynek, sprint, odpoczynek, sprint, odpoczynek… Zmęczenie fizyczne powoli narastało, ale po pewnym czasie ustabilizowało się na znośnym poziomie. Gorzej z psychiką. Po 30 powtórzeniach nie wytrzymałem i przez pięć minut bojkotowałem polecenia iPada, pedałując niespiesznie i kierując się „do wyjścia”. Ale okazało się, że tymczasem moja głowa odpoczęła i odnalazłem nową motywację do dalszej walki. Z powodzeniem wykonałem jeszcze 15 pozostałych mikrointerwałów, a końcowe schładzanie było już tylko czystą rozkoszą.

Zaletą australijskiej metody jest brak zakwasów. Podczas krótkich sprintów kwas mlekowy nie zdąża się wydzielić. To mogę z pełnym przekonaniem potwierdzić. Wydzielają się natomiast katecholaminy (cokolwiek by to było), które powodują uwalnianie się zgromadzonego w organizmie tłuszczu i udostępnianie go do spalania przez pracujące mięśnie.

Po tej pierwszej próbie zastanawiam się, czy nie wydłużyć nieco mikrointerwałów, bo takie szarpanie mnie wykańcza. Psychicznie, bo z wydolnością organizmu nie mam żadnych problemów. Następnym razem spróbuję 40 powtórzeń cyklu:

  • 12 sekund sprintu na maksa (puls 80-90%)
  • 18 sekund w tempie odpoczynkowym

Mam nadzieję, że kombinacja ta będzie równie skuteczna jak schemat profesora Boutchera.

FEAR

FEAR to angielskie słowo oznaczające STRACH.

Jestem zwolennikiem teorii, że większość ludzkich zachowań, nawet tych z pozoru przepełnionych odwagą, napędzanych jest przez strach.

Czasami rzeczywiście jest się czego bać, jednak w większości przypadków strach ma przysłowiowe „wielkie oczy”.

Dobrze oddaje to angielskie rozszyfrowanie słowa FEAR jako skrótu:

FEAR – False Expectations Appearing Real

czyli

„fałszywe oczekiwania wydające się rzeczywistością”.

Zbyt często masz wrażenie, że jakaś sytuacja, uwarunkowania czy działania innych ludzi zagrażają twojemu życiu i zdrowiu. Tymczasem, jeśli nie jesteś idiotą nagminnie przebiegającym przez jezdnię na czerwonym świetle, masz na co dzień nikłe szanse spotkać się z realnym zagrożeniem. To wyobraźnia płata ci złośliwe figle, podsuwając setki niepomyślnych scenariuszy, które nigdy nie staną się rzeczywistością.

Pamiętaj: jeżeli sam nie będziesz sobie strzelał w stopę, robiąc ewidentne głupoty lub powtarzając wielokrotnie ten sam błąd, świat nie zrobi ci krzywdy. Wręcz przeciwnie, podsunie ci wiele okazji do pożytecznego działania, które pomoże tobie i otaczającym cię ludziom zrealizować wasze zamierzenia.

Zatem… Nie bój nic, większość twoich obaw to tylko iluzja!

Był

Zadzwoniłem do niego w poniedziałek.

Nie odebrał służbowej komórki.

Chciałem, żeby jego firma odesłała nam wypożyczony sprzęt.

Oddzwonił po kilku godzinach i szarym jak mgła głosem powiedział: „Załatwię to”.

Ponieważ od początku roku nie było okazji ani spotkać się, ani nawet porozmawiać telefonicznie, rzuciłem zdawkowe, acz serdeczne: „Zdrowego i dobrego roku!”.

Podziękował i wzajemnie życzył mi tego samego.

Sprzęt przyjechał w piątek – dzień po tym, jak postanowił odejść z tego świata.

Nawet nie wiedziałem, że w sobotę był jego pogrzeb.

Zapewne miał swoje powody.

Zawsze będę go wspominał jako miłego, ciepłego i uczynnego człowieka.

Takiego, jakim sam chciałbym kiedyś być wspominany…

Róbta dzieci?

Gdzie się nie obejrzę, widzę i słyszę „autorytety” wieszczące zagrażającą nam (Polsce, Europie, całej naszej planecie) katastrofę demograficzną.

– Róbta dzieci! – krzyczą nagłówki gazet.

– Bo kto, jak nie one, zarobi na wasze emerytury? – pytają profesorowie.

Już nawet nie chodzi mi o instrumentalne traktowanie naszego potomstwa. Jesteśmy karmieni najidiotyczniejszym i najbezczelniejszym nadużyciem logicznym w historii, będącym podstawą tej demograficznej manipulacji. Otóż:

Spłodzenie i wychowanie dziecka nie jest warunkiem wystarczającym zapewnienia sobie godziwej emerytury!

Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przeobrażenia cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami, doprowadzą do gruntownej przebudowy i zmiany charakteru rynku pracy oraz struktur społecznych.

Komentując wpis „Wykształcona kobieta na wysypisku śmieci w Nairobi” u Torlina [torlin.wordpress.com] (a właściwie wieńczące ten wpis stwierdzenie: „Ale nasuwa się przy tym końcowa myśl, musi się coś na świecie zmienić, aby wykształcona kobieta nie musiała pracować na wysypisku. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, no ale bez przesady.”) napisałem:

Będzie wręcz przeciwnie. Nawoływania do rodzenia i kształcenia dzieci, żeby zarobiły na nasze emerytury, są idiotyzmem. Przetrwają najbogatsi, którzy wynajmą najzdolniejszych, żeby zrobotyzowali cały proces wytwarzania dóbr. Dla reszty pozostaną proste usługi, takie jak supermarketowe kasjerstwo, śmieciarstwo, pielęgniarstwo w domach starców i prostytucja. Dlatego obrazek przedstawiający czytelniczkę na wysypisku śmieci jest precyzyjną, alegoryczną wizją przyszłości.

Moje proroctwo spełni się w każdym kraju, który będzie kultywował durną politykę rozwoju opartego na przyroście pogłowia ludności. A droga prowadząca do sukcesu w XXI wieku jest zupełnie inna! Polega ona na skupieniu całego wysiłku na kształceniu tych „najzdolniejszych, którzy zrobotyzują cały proces wytwarzania dóbr”. I nie, nie chodzi tu o nieludzką, wzorowaną na tradycji spartańskiej, selekcję nowo narodzonych dzieci pod względem ich zdolności. Chodzi o coś znacznie lepszego i mądrzejszego – o przebudowę systemu edukacyjnego tak, aby rozniecał, a nie tłumił dziecięcą kreatywność.

Marzenia…

Znacznie łatwiej jest grać na emocjach przyszłych matek i podsycać ich pragnienie posiadania dziecka pseudoracjonalnymi uzasadnieniami demograficznymi, obietnicami „becikowego” (kto nie chciałby dostać paru złotych ekstra) i wydłużonych urlopów (kto nie chciałby odpocząć od nużącej, rutynowej roboty na rzecz unikalnego zadania, jakim jest ukształtowanie nowego człowieka?).

Znacznie trudniej jest dostosować system edukacji do nowej przyszłości, która gdzieniegdzie jest już obecna.

Gdzie?

Przykładowy argument potwierdzający moją diagnozę społeczną podpowiedział mi sam Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Na stronie Białego Domu [whitehouse.gov] czytamy :

„Remarks by the President at the Daimler Detroit Diesel Plant, Redford, MI”
(…)
Today, Daimler is announcing a new $120 million investment into this plant, creating 115 good, new union jobs building transmissions and turbochargers right here in Redford — (applause) — 115 good new jobs right here in this plant, making things happen.
(…)

Prezydent USA uznał za warte swojej obecności i płomiennego przemówienia utworzenie przez koncern Daimler 115 nowych miejsc pracy w fabryce, która pokryje zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na samochodowe skrzynie biegów i turbosprężarki! Taka jest skala popytu na siłę roboczą w przemyśle wytwórczym! Apple też przenosi produkcję do USA. Politycy mówią, że „wracają miejsca pracy”, ale to nieprawda! Wraca produkcja, zautomatyzowana produkcja, a nie miejsca pracy.

Jaki stąd wniosek?

Chcesz mieć dzieci? Proszę bardzo, to wspaniała sprawa! Ale niech powodem powoływania nowego człowieka na świat nie będą dla ciebie zachęty rządu, kościoła czy kogokolwiek. To twoja decyzja i to ty musisz wziąć odpowiedzialność za przyszłość swoich potomków. Inni są tylko kibicami w tej rozgrywce lub konkurentami – sami walczą o to, żeby to ich dzieci, a nie twoje, zajęły najlepsze miejscówki w ekspresie odjeżdżającym w przyszłość.