Miesiąc: Czerwiec 2012

Mit charyzmy

W poprzednim wpisie wspomniałem, że przeczytałem ostatnio książkę „The Charisma Myth: How Anyone Can Master the Art and Science of Personal Magnetism” Olivii Fox Cabane. Jest to typowy, podnoszący na duchu i zachęcający do pobierania nauk u autorki, amerykański manifest o tym, że każdy może, jeśli tylko chce.

Chcieć należy, ale moim zdaniem gwarancji sukcesu nie ma. Bardzo nie ma, o czym świadczy przypadek prof. Leszka Balcerowicza, którego nieudane próby nauczenia się charyzmy dowodzą, że nawet z najmądrzejszego, ale pustego, żaden coach, Piotr Tymochowicz ani Olivia Fox Cabane nie naleje.

Poniżej przytaczam szereg wybranych z tej książki cytatów.


Kiedy spotykamy kogoś po raz pierwszy, instynktownie oceniamy, czy jest to potencjalny przyjaciel, czy wróg oraz czy jest w stanie urzeczywistniać swoje zamiary. Staramy się oszacować jego siłę i intencje. „Czy mógłbyś dla mnie przenosić góry? I czy chciałbyś to zrobić?” Odpowiedź na pierwsze pytanie to ocena możliwości, którymi dysponuje nieznajomy, a na drugie – jego stosunku do nas. Kiedy spotykamy osobę obdarzoną charyzmą, odnosimy wrażenie, że dysponuje ona olbrzymimi możliwościami oraz że nas bardzo lubi.

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 131)


Kiedy przebywasz w pobliżu takiego mistrza charyzmy jak na przykład Bill Clinton, czujesz nie tylko jego moc i ciepłe zaangażowanie, ale i całkowitą obecność tu i teraz, z tobą, w tej niepowtarzalnej chwili.

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 140)


Podczas gorącego londyńskiego lata 1886 roku William Gladstone walczył z Benjaminem Disraeli o stanowisko premiera Zjednoczonego Królestwa, które w czasach wiktoriańskich dawało władzę nad połową świata. W ostatnim tygodniu przed wyborami obydwaj mieli okazję spożyć kolację w towarzystwie tej samej młodej damy. Oczywiście wścibska prasa natychmiast poprosiła ją o wrażenia z tych spotkań, a ona odpowiedziała: „Po kolacji z panem Gladstonem pomyślałam, że jest on najmądrzejszym człowiekiem w całej Anglii. Ale po spotkaniu z panem Disraeli miałam wrażenie, że to ja jestem najmądrzejszą osobą w tym kraju.”

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 167)


Oto trzy szybkie zwiększacze charyzmy do zastosowania podczas rozmowy:
– obniżaj głos kończąc zdania;
– zmniejsz szybkość i częstotliwość skinięć głową;
– stosuj dwusekundową pauzę przed rozpoczęciem każdej swojej wypowiedzi.

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 192)


Nasze mózgi są przystosowane do zwracania uwagi na nowe bodźce: wzrokowe, węchowe, dźwiękowe. Jesteśmy nastawieni na bycie rozpraszanymi, na zawłaszczanie naszej uwagi przez otoczenie: „To może być ważne! To może nas zjeść!”. Ta skłonność była kluczem do przeżycia naszych przodków. Wyobraź sobie dwóch pierwotnych myśliwych polujących na równinach na antylopy. Coś migocze w oddali. Ten myśliwy, który nie zwrócił na to uwagi, z pewnością nie jest naszym przodkiem.

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 269)


Język ciała ma zdecydowanie większe znaczenie dla charyzmy od wypowiadanych słów. Niezależnie od siły i kunsztownej konstrukcji twojej wypowiedzi, jeśli twój język ciała będzie nieprawidłowy, nie będziesz emanował charyzmą. Z drugiej strony prawidłowy język ciała zapewni ci charyzmę bez konieczności wypowiedzenia choćby jednego słowa. Ciało promieniujące obecnością tu i teraz, siłą i ciepłem jest wystarczającym środkiem do wytworzenia charyzmatycznej aury.

Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 361)


Dwa listy

List pierwszy:

  • Drogi Jurku,
    Chciałbym, żebyś wiedział, jak wielki ból sprawiłeś mi, gdy realizowaliśmy projekt Lawenda. Pamiętam, że to Ty przekonałeś klienta do naszej oferty i niezmiennie podziwiam Twój talent marketingowy.
    Ale czy Ty pamiętasz, że przez ostatni tydzień realizacji projektu spałem tylko po 2 godziny dziennie i podczas końcowego odbioru pracy byłem bliski omdlenia? Nie miałem wyjścia – nie dysponowaliśmy wówczas środkami umożliwiającymi zatrudnienie dodatkowych specjalistów.
    A czy pamiętasz, czym Ty się wówczas zająłeś? Zakupem samochodu służbowego. Dla siebie! Bo Ty przecież zrobiłeś już swoje… Tymczasem ja nie potrafiłem się rozdwoić, roztroić, zdziesięciokrotnić. Cały czas nie mogę o tym zapomnieć. Cały czas czuję za to do Ciebie olbrzymi żal.
    Pozdrawiam,
    Jacek

List drugi:

  • Drogi Jacku,
    Pamiętam ten projekt. Klient nie do końca był zadowolony z pierwszej wersji oprogramowania, więc byłem trochę zły na Ciebie, ale Lawenda, tak jak przewidywałem, okazała się momentem przełomowym w historii naszej firmy.
    Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, jak wielkie były Twoje wyrzeczenia i w jak trudnej sytuacji znalazłeś się, samotnie walcząc z z opornymi bitami, bez odpowiedniego zaplecza finansowego i kadrowego.
    To, że wówczas kupiłem samochód służbowy wynikało z niezwykle korzystnej oferty, którą otrzymałem od dilera. Teraz widzę, jak niezręczny był ten zbieg okoliczności.
    Chciałem Ci powiedzieć, że doceniam i szanuję Twój wkład, jaki wówczas oraz przez kolejne lata naszej współpracy był jednym z fundamentów rozwoju naszej firmy.
    Przepraszam, że nie okazałem Ci tego wtedy, gdy najbardziej potrzebowałeś dobrego słowa i wsparcia, a nawet w pewnym sensie „ukarałem” Cię za brak pełnego zadowolenia klienta, odmawiając Ci prawa do użytkowania Twojego prywatnego samochodu jako auta służbowego. Z perspektywy widzę, że było to małostkowe i niesprawiedliwe.
    Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się uniknąć takich nieporozumień i wspólnym wysiłkiem zdobędziemy kolejne szczyty!
    Pozdrawiam,
    Jurek

Te dwa listy są przykładem autoterapii, którą powinieneś sobie zaaplikować, jeśli czujesz urazę do osoby, z którą z różnych przyczyn raczej chciałbyś kontynuować znajomość i współpracę, niż się rozstać.

Jeśli jesteś w takiej sytuacji, napisz sam obydwa listy. W pierwszym, skierowanym do „sprawcy” twojego bólu, wytłumacz mu, dlaczego czujesz do niego urazę. Drugi niech będzie jego odpowiedzią. Taką, jaką chciałbyś usłyszeć, zawierającą szczere przeprosiny i słowa ubolewania. Napisz te dwa listy, przeczytaj je na głos i w większości przypadków od razu poczujesz się lepiej. Być może poczujesz nawet pewną sympatię do „sprawcy”, że nie jest aż takim dupkiem i wreszcie zrozumiał, jak wielką sprawił ci przykrość.

Ludzki mózg jest pod tym względem bardzo naiwny – na poziomie emocji nie rozróżnia rzeczywistości od fikcji. Tak więc, jeśli tylko dasz mu taką możliwość, z entuzjazmem da się nabrać na to listowne oszustwo. Niewinne oszustwo, które pozwali ci zniwelować żal do wspólnika, partnera, szefa lub podwładnego, urazę stojącą na drodze twoich planów i zamierzeń.

Metoda dwóch listów została opisana w przeczytanej przeze mnie ostatnio książce „The Charisma Myth: How Anyone Can Master the Art and Science of Personal Magnetism” Olivii Fox Cabane.

„Chowanie urazy jest jak picie trucizny w nadziei, że zabije ona osobę, do której czujesz żal.” – Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 978)

Gotowy na niespodzianki

Gotowość do tolerowania nieprzewidywalności świata i umiejętność wyważonego reagowania na pozytywne i negatywne niespodzianki są obecnie twoimi najważniejszymi atutami na rynku pracy.

Postulat: „Nie daj się zaskoczyć!” jest totalną abstrakcją. Tempo życia i szybkość wymiany informacji sprawia, że niespodzianek powinieneś się spodziewać na każdym kroku. Cóż więc robić w tak nieprzewidywalnych okolicznościach?

Po pierwsze zapanuj nad tym, co jest ci wiadome. Do tego służy metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena. Nakazuje ona umieszczać wszystkie informacje dotyczące spraw, które wymagają twojej uwagi, w godnym zaufania, wirtualnym sejfie.

Dzięki temu:

  • sprawy, o których masz szansę zawczasu się dowiedzieć, nie przeradzają się w niespodzianki;
  • masz komfort zapewniający odpowiednie reagowanie na prawdziwe niespodzianki, wiedząc, że wszystkie inne sprawy są załatwione lub bezpiecznie czekają na swoją kolejkę w systemowym sejfie.

Na przykład, gdy przyjdzie ci ratować zawalony przez podwykonawcę projekt, nie powinieneś się przecież martwić, czy w toalecie jest papier toaletowy.

Do tego właśnie służy GTD.

Sikanie na dworcu

Pięknie prezentują się, świeżo wyremontowane na Euro 2012, warszawskie dworce kolejowe. Wszystko lśni, błyszczy i pachnie. Nawet toalety są tam na europejskim poziomie.

Na dworcu Warszawa Wschodnia przyjemność zwiedzenia takowego przybytku kosztuje dwa pięćdziesiąt. Opłatę pobiera przy wejściu Pani Menedżer d/s Pobierania Opłat Przy Wejściu.

Na dworcu Warszawa Centralna jest nowocześniej: wrzuca się dwa złocisze do automatu, który odblokowuje kołowrotek wpuszczający. Oczywiście tylko wtedy, gdy kołowrotek wypuszczający wypuścił już odpowiednią liczbę osób i w środku nie ma nadmiaru przebierających nogami klientów.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że sądzę, iż w interesie PKP jest ułatwianie ludziskom dostępu do kibelka, a nie sugerowanie im, że mogą szybciej i wygodniej oznaczyć teren za darmo, tam gdzie wzrok kamer monitoringu nie sięga. Przykład takiego pragmatycznego zachowania dał ostatnio podróżnym jeden z pracowników kolei, który został przyłapany na gorącym uczynku na peronie Dworca Centralnego i stracił pracę. A może po prostu nie miał przy sobie drobnych?

Rozumiem oczywiście, że utrzymanie tych pięknych toalet kosztuje, ale czyż większym kosztem wizerunkowym nie jest smród, do wytwarzania którego skłaniają ludzi bariery dostępu do przybytków ulgi i zadumy?

Zarządcy dworców lotniczych czy stacji benzynowych już dawno to zrozumieli. Czy jest jakaś szansa, że ta rewelacyjna i rewolucyjna innowacja zakiełkuje w głowie Prezesa PKP d/s Wychodków?

Być może źle adresuję te żale i problem nie dotyczy PKP, lecz wydzielonej w okresie przekształceń, niezależnej spółki PKP-WC, której wynik działalności nie zależy od zapachu na dworcach, lecz od ilości kasy w kasie?

Być może… Ale co mnie to, w gruncie rzeczy, obchodzi?

Żądam prawa do darmowego sikania na dworcach i taki postulat wypiszę sobie na plakatach wyborczych!