Miesiąc: Wrzesień 2011

Korporacja na rowerze

Korporacja postanowiła przejechać się na rowerze.

Prezes wezwał dyrektorów i wyznaczył jednego z nich do poprowadzenia tego ambitnego projektu. Po wykonaniu studium wykonalności opracowana została strategia obejmująca między innymi: specyfikację techniczną, umożliwiającą zakup odpowiedniego roweru, analizę sposobu jeżdżenia na rowerze, ekspertyzę dotyczącą nawierzchni drogi i prognozę pogody ze szczególnym uwzględnieniem siły i kierunku wiatru oraz rodzaju i intensywności opadów.

Dział Zaopatrzenia kupił rower, Dział Kadr zapakował zasoby ludzkie na bagażnik, a Zespół Zadaniowy do Spraw Ustawienia Kierownicy wyznaczył jej optymalne skręcenie w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Prezes usiadł na siodełku i wydał korbowym polecenie, żeby nacisnęli na pedały.

Po dwóch metrach wszyscy, potłuczeni, znaleźli się na ziemi.

Prezes wstał, kopnął rower, wybijając sobie duży palec u nogi, i wyrzucił z pracy korbowych oraz szefa Zespołu Zadaniowego do Spraw Ustawienia Kierownicy.

Przypowieść ta przypomniała mi się, gdy usłyszałem, że firma HP rezygnuje z produkcji tabletów na bazie systemu operacyjnego WebOS, który kupiła rok temu za ponad miliard dolarów, a Motorola sprzedaje swój dział produkcji telefonów komórkowych – w czasach, gdy Apple robi na tabletach i telefonach interes życia…

Jeżeli w firmie każdy ruch kierownicą musi być wypracowywany przez Zespół Zadaniowy na podstawie generalnej strategii i zatwierdzany każdorazowo przez Zarząd, to nie ma mowy o szybkiej, płynnej jeździe po malowniczej, krętej drodze współczesnego biznesu.

Ludzie jak balony

Zdecydowanie zgadzam się z opinią tych przedsiębiorców, którzy twierdzą, że wstępny, prawidłowy dobór współpracowników jest kluczowy dla powodzenia każdego przedsięwzięcia.

Prowadząc rekrutację, szukaj więc ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami, ale akceptuj tylko tych, którzy mają pożądany przez ciebie kształt i kolor osobowości, bo…

Ludzie są jak balony.

I nie chodzi mi o to, że są nadęci. W wielu przypadkach ta dość trywialna analogia jest prawdziwa, ale nie ją mam tu na myśli.

Dorosły człowiek, tak jak opuszczający fabrykę balon, ma nadany kształt i kolor, które praktycznie przez całe jego życie pozostaną niezmienne. No, może z wyjątkiem cudownych nawróceń i traumatycznych wydarzeń, które uczynią go kimś zupełnie innym – całkiem innym balonem.

Zauważ, że gdy zaczynasz ściskać balon, czyli wywierać na niego presję, zmienia on kształt, choć często nie na taki, jaki sobie wymarzyłeś. Ale po ustaniu nacisku ochoczo wraca do swojej pierwotnej formy. Choćbyś nie wiem jak go „motywował”, zmiana będzie albo nietrwała (wystarczy, że się odwrócisz…), albo balon z hukiem pęknie i sflaczały upadnie na podłogę.

Z kolorem jest podobnie. Na pomalowanym balonie farba pęka, łuszczy się i odpada, a wyrysowane kształty przybierają zazwyczaj karykaturalny wygląd, który bardziej zależy od fizycznych właściwości gumowej powłoki niż od zamiaru malarza.

Przyjmij zatem do wiadomości, że nie uda ci się „wychować” pracownika. Bagaż genów, wychowania i życiowych doświadczeń, który przynosi na spotkanie rekrutacyjne, będzie ci towarzyszył przez długie lata owocnej lub żałosnej współpracy.

Nie kupuj balonu, jeśli nie podoba ci się jego kształt lub kolor.

Nie łudź się, że potem będzie lepiej, że twój wpływ zbawi zagubioną duszyczkę.

Nie zbawi.