Miesiąc: Wrzesień 2011

Cudaki

Seth Godin napisał i opublikował kolejną książkę: „We Are All Weird”, czyli „Wszyscy jesteśmy cudakami”. Natychmiast poprosiłem moją Kindelkę o ściągnięcie elektronicznej wersji tego, ostatniego w tym roku, dzieła autora. Po jednym kliknięciu i dwudziestu sekundach mogłem zagłębić się w lekturze.

Tak jak kilka poprzednich książek Godina, „We Are All Weird” to monotematyczny manifest omawiający kolejny aspekt przeobrażeń światowej gospodarki, dokonujących się w wyniku wszechobecności internetu. Tym razem rzecz jest o wyzwaniach marketingowych związanych z faktem, że klienci są różni i te firmy, które to zauważą i przestaną hołubić statystyczną normalność, znajdą bardzo ciekawe nisze rynkowe do zasiedlenia. Dawniej osoba „odbiegająca od normy” była po prostu lokalnym wybrykiem natury. Internet sprawił, że lokalność straciła swoje znaczenie i cudaki różnego autoramentu mogą tworzyć dość liczne globalne plemiona związane wspólną pasją lub poglądami. Będąc kreatywnym odmieńcem wyznającym te same wartości, możesz w nich znaleźć krąg wiernych odbiorców dla swojej twórczości.

I to wszystko na ten temat. :-)

Zgodnie z tradycją BIZNESU BEZ STRESU zamieszczam kilka cytatów, które uznałem za warte podkreślenia moim wirtualnym, kindlekowym markerem:


Uważam, że pchanie nas wszystkich w kierunku uniwersalnej normalności tylko po to, żebyśmy kupowali coraz więcej masowego chłamu, jest nieefektywne i złe. Biznesową okazję naszych czasów stanowi wspieranie cudaków, oferowanie im produktów i, jeśli tego chcesz, stawanie się jednym z nich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 78)


W tej godzinie powinieneś podjąć dwie decyzje:
1. Czy chcesz tworzyć, oferować produkty i kierować swoją uwagę na szybko rosnącą populację osobników odbiegających od normy? Innymi słowy, po której stronie zamierzasz się opowiedzieć: obrony status quo czy wspierania odmienności?
i
2. Czy masz w sobie tyle siły, żeby zachęcać ludzi do działań prawych, użytecznych i przynoszących radość – w przeciwieństwie do tego, co system kazał im od zawsze robić? Czy sami powinniśmy decydować o swoich sprawach i innym pozwalać decydować o ich sprawach?

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 86)


Rynek masowy, wytwarzający przeciętne wyroby dla przeciętnych ludzi, został wynaleziony przez organizacje, które chciały, żeby ich fabryki i systemy działały wydajnie.
Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o odwrotnej naturze tego stwierdzenia.
Najpierw była fabryka. Dzięki niej powstał rynek masowy. Nie na odwrót.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 98)


W manifeście tym nie mówię o cudakach z urodzenia. Mówię o ludziach, którzy podejmują świadomy wybór bycia odmiennymi.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 183)


Rozważmy tragiczny przypadek Van Gogha. Przez całe życie sprzedał tylko jeden obraz, żył w odosobnieniu przekonany, że jego sztuka jest (i zawsze będzie) odstawiana na boczny tor. Wyobraź sobie, jaki wpływ na jego życie i twórczość miałby kontakt z rosnącym kręgiem fanów i innych artystów.
Gdy artysta (nie tylko malarz, ale każdy, kto tworzy nowe idee i nowe dzieła) może liczyć na wzmocnienie oddziaływania swojej pracy, zmienia to zarówno jego samego, jak i podnosi poprzeczkę dla jego następców.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 309)


Pięćset lat temu władze Portugalii zakazały publikowania map Nowego Świata i innych podbijanych terytoriów. Nie chciały, żeby ktokolwiek dowiedział się, co tam jest. Wszechświatowa sieć i zamieszkujące ją plemiona łamią ten zakaz. Każdy publikuje dokładne mapy, dzięki czemu inni odkrywcy mogą poruszać się jeszcze szybciej.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 322)


Gdy się zbliżamy, rzeczywistość ulega obnażeniu. To już nie jest archetyp – to człowiek z krwi i kości. Może niewielkiego wzrostu, może ma tylko jedną nogę, może utyka, a może jego strój to łachmany. Z bliska praktycznie każdy jest nieco dziwny.
I w tym tkwi sedno sprawy: z bliska. Istota cyfrowych społeczeństw polega na tym, że ich członkowie mogą być teraz oglądani z bliska, a sieć pozwala nam skupiać nasze szkiełko badacza jednocześnie na wszystkich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 606)


Zawsze, gdy społeczeństwo zauważa znaczącą odmienność, obrońcy status quo potępiają ją jako niemoralną. Zniesienie niewolnictwa było potępione jako niemoralne. Podobnie jak emancypacja kobiet czy ruch na rzecz pracy kobiet poza domem. Wiele pokoleń później większość z nas przekonała się, że było wręcz przeciwnie – przynajmniej w przypadku powyższych spraw i że nowa normalność (czyli ówczesna odmienność) stała się również nową moralnością.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 857)


Kiedy istotą religii przestaje być wiara, nadzieja, wyznanie, miłość i pozytywna zmiana, a wiodącą rolę zaczyna odgrywać posłuszeństwo, to takie organizacyjne utrwalanie status quo jest bezpośrednim zaczynem rodzącym odmienność. I w tym przypadku gra kartą moralności jest marnym pomysłem na budowę wspólnoty.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 863)


Mój najlepszy maraton

33. Maraton Warszawski 2011
(photo by: Pani TesTeqowa)

Melduję, że wziąłem udział w 33. Maratonie Warszawskim, dotarłem do mety i zmieściłem się w limicie czasowym, wyznaczonym przez organizatora (6 godzin). Mogło być lepiej, ale mogło być też znacznie gorzej.

Od początku biegłem w grupie, której celem był wynik 4 godziny i 45 minut. Biegło się lekko, łatwo i przyjemnie, kolejne kilometry przepływały pod moimi stopami w równym tempie 6’45″/km, skoczna muzyczka muskała moje uszy, a słońce delikatnie gładziło moją krótko ostrzyżoną głowę.

5. kilometr – ponowna wizyta na Placu Na Rozdrożu po śródmiejskiej pętli – bez cienia zmęczenia.

10. kilometr – po zwiedzeniu Królewskich Łazienek – sama radość pieszczących moje ego oklasków kibiców.

16. kilometr – pełny luz i głębokie spojrzenie w oczy nadbiegającego z przeciwka Johna Kibeta, który w tym momencie miał już do mety tylko parę kilometrów. Nieładnie, panie Kenijczyk! Kto to widział tak pędzić w tych zachwycających okolicznościach przyrody!

20. kilometr – ujrzałem Świątynię Opatrzności Bożej i złapał mnie bardzo bolesny kurcz lewej łydki. Wcześniej, podczas biegu, odczuwałem już pewien „niepokój” w lewym stawie skokowym, ale to był drobiazg. Tymczasem po raz kolejny okazało się, jak nieobliczalne są konsekwencje machania motylimi skrzydełkami gdzieś tam w Brazylii. Zapewne moja łydka kompensowała zwiększonym wysiłkiem niewielki ból stawu skokowego.

Półmetek przekroczyłem już marszobiegiem po dwóch godzinach i trzydziestu minutach od chwili startu (jeszcze całkiem nieźle). Ale z nogami było coraz gorzej. Podczas biegu prawa łydka zaczęła dziwniej pracować – zapewne po to, żeby uchronić mnie przed bólem lewej. Co chwilę musiałem zatrzymywać się i rozmasowywać mięśnie, które zastygały niczym rzeźba.

26. kilometr – dotarłem na spotkanie z Panią TesTeqową, która przyjechała na ursynowski koniec warszawskiego metra, żeby zrobić mi zdjęcie. Musiała dość długo czekać, ponieważ cały czas maszerowałem i eksperymentowałem, czy nie uda mi się wznowić biegu. Niestety kurcze mnożyły się na łydkach nawet tam, gdzie nie spodziewałbym się obecności czegokolwiek, co mogłoby się kurczyć.

27. kilometr – znak drogowy przytrzymał mnie, gdy lewa noga ugięła się pode mną po kolejnej próbie biegu. Nadszedł czas decyzji. Doszedłem do wniosku, że skoro mogę dość szybko maszerować (9’30″/km czyli ponad 6 km/godz.), to nie próbując biec, zdążę na metę przed jej zamknięciem. Na styk. I zacząłem iść. Najpierw oddalałem się na południe, bo trzeba było jeszcze zaliczyć Powsin, ale potem już było ze słońcem i innymi maruderami.

42. kilometr – na mecie pojawiłem się kilka minut przed czasem i nawet zaryzykowałem jej przebiegnięcie, za co zaraz zostałem nagrodzony medalem oraz… kolejną, solidną dawką bólu. Ale przynajmniej nie byłem ostatni!

To był z pewnością mój najwspanialszy maraton. Dlaczego?

  1. Bo go ukończyłem.
  2. Bo ustanowiłem swoje życiowe rekordy w półmaratonie i maratonie.
  3. Bo była piękna, słoneczna pogoda, a przecież mogło padać i wiać.
  4. Bo moją walkę z własnym cieniem utrwaliła multimedialnie Pani TesTeqowa, pojawiając się we właściwych miejscach, we właściwym czasie.
  5. Bo transport zapewnił mi TesTeq Junior sprawnie pomykający samochodem po wymagających, warszawskich ulicach.
  6. Bo na starcie pojawiła się Panna TesTeqówna.
  7. Bo dane mi było podjąć dramatyczną, acz słuszną decyzję strategiczną, która pozwoliła mi zakończyć ten projekt satysfakcjonującym wynikiem.
  8. Bo moja szklanka jest zawsze w połowie pełna.
  9. Bo to jest moje ostatnie słowo w sprawie maratonów.

To był mój najlepszy, pierwszy i ostatni maraton!

Maratonowa muza

Jak wiesz, biegam w słuchawkach (Nowe słuchawki). Do moich uszu sączą się przez nie podcasty z leciutkiego iPoda Shuffle przypiętego do kołnierzyka koszulki. Czasami są to rzeczy śmieszne, często pouczające, ale zdarzają się też nudne. Generalnie dźwięki te nie mobilizują mnie do zwiększonego wysiłku – są raczej neutralnym świadkiem mojej rekreacji i satysfakcjonującym dowodem efektywnego wykorzystywania czasu.

Doszedłem jednak do wniosku, że podczas niedzielnego maratonu będę potrzebował dodatkowego dopingu i gwarantowanej rozrywki, która pozwoli mi zabić nudę i przezwyciężyć trud wielogodzinnego biegu. Po raz pierwszy mój iPod będzie zawierał muzykę. Strasznie różnorodną, w większości szybką, skoczną i naładowaną energią. Pierwsze cztery utwory na liście są spokojne, ponieważ obawiam się rozpoczęcia biegu w zbyt szybkim tempie. Potem przełączę iPoda w tryb losowego szuflowania piosenek i mam nadzieję dotrzeć do mety, zanim wyczerpie mi się zapas muzyki (93 utwory, ponad pięć i pół godziny).

A oto moja maratonowa muza:

  1. Sunshine Reggae – Laid Back
  2. Na Drugi Brzeg (melody) – Arka Noego
  3. Letni Wiatr (Maxi Version) – Amadeo
  4. The Saints Are Coming – U2 & Green Day
  5. Gimme! Gimme! Gimme! – ABBA
  6. Does Your Mother Know – ABBA
  7. Waterloo – ABBA
  8. The Sign – Ace Of Base
  9. Beautiful Life – Ace Of Base
  10. All That She Wants – Ace Of Base
  11. Take On Me – a-Ha
  12. The Sun Always Shines On TV – a-Ha
  13. Don’t Stop – ATB
  14. Walk Like An Egyptian – The Bangles
  15. I Only Want To Be With You – Bay City Rollers
  16. Octopus’s Garden – The Beatles
  17. Birthday – The Beatles
  18. Rock And Roll Music – The Beatles
  19. Things We Said Today – The Beatles
  20. I Should Have Known Better – The Beatles
  21. Help! – The Beatles
  22. Hello Goodbye – The Beatles
  23. I Saw Her Standing There – The Beatles
  24. Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band – The Beatles
  25. She Loves You – The Beatles
  26. I Want To Hold Your Hand – The Beatles
  27. Gotta Go Home – Boney M.
  28. Should I Stay Or Should I Go – The Clash
  29. Travelin’ Band – Creedence Clearwater Revival
  30. Up Around The Bend – Creedence Clearwater Revival
  31. Highway Star – Deep Purple
  32. Sweet Talkin’ Woman – Electric Light Orchestra
  33. Don’t Bring Me Down – Electric Light Orchestra
  34. Twilight – Electric Light Orchestra
  35. Rock ‚n’ Roll Is King – Electric Light Orchestra
  36. Hold On Tight – Electric Light Orchestra
  37. Here Is The News – Electric Light Orchestra
  38. Crocodile Rock – Elton John
  39. I’m Still Standing – Elton John
  40. Blue Suede Shoes – Elvis Presley
  41. Love Kills (Sunshine People Radio Mix) – Freddie Mercury
  42. Love Kills (Original Single Version) – Freddie Mercury
  43. Living On My Own (Radio Mix) – Freddie Mercury
  44. Always Yours – Gary Glitter
  45. Home By The Sea – Genesis
  46. Second Home By The Sea – Genesis
  47. American Idiot – Green Day
  48. Jesus Of Suburbia – Green Day
  49. Holiday – Green Day
  50. Basket Case – Green Day
  51. King For A Day/Shout – Green Day
  52. Peacemaker – Green Day
  53. Murder City – Green Day
  54. No Milk Today – Herman’s Hermits
  55. Tu Es Foutu – In-Grid
  56. Téo & Téa – Jean-Michel Jarre
  57. Nie mam nogi – Kazik
  58. O głowie – Klaus Mitffoch
  59. Klus Mitroh – Klaus Mitffoch
  60. Locomotion – Little Eva
  61. American Life (Peter Rauhofer’s 1) – Madonna
  62. American Life (Peter Rauhofer’s 2) – Madonna
  63. Hung Up – Madonna
  64. You’re My Heart, You’re My Soul – Modern Talking
  65. Hands Up – Ottawan
  66. Dragostea Din Tei – O-Zone
  67. Pretty Fly (For A White Guy) – The Offspring
  68. Don’t Stop Me Now – Queen
  69. We Will Rock You – Queen
  70. We Are The Champions – Queen
  71. Breakthru – Queen
  72. Under Pressure – Queen & David Bowie
  73. Wishing Well – Queen & Paul Rodgers
  74. She’s The One – The Ramones
  75. Karma Killer – Robbie Williams
  76. The Big L. – Roxette
  77. Sleeping In My Car – Roxette
  78. Stars – Roxette
  79. The Centre Of The Heart – Roxette
  80. I Can Do It – Rubettes
  81. Juke Box Jive – Rubettes
  82. Ca Plane Pour Moi – Sexbomba
  83. Man Of Mistery – The Shadows
  84. Tak bardzo zakochani – Shazza
  85. Run Run Away – Slade
  86. Ja soszła s uma – t.A.T.u.
  87. Nas nie dogoniat – t.A.T.u.
  88. Przygoda Bez Milosci – Test
  89. Whiskey In The Jar – Thin Lizzy
  90. Runaway – Traveling Wilburys
  91. New Year’s Day – U2
  92. Reap The Wild Wind – Ultravox
  93. The Voice – Ultravox

Korporacja na rowerze

Korporacja postanowiła przejechać się na rowerze.

Prezes wezwał dyrektorów i wyznaczył jednego z nich do poprowadzenia tego ambitnego projektu. Po wykonaniu studium wykonalności opracowana została strategia obejmująca między innymi: specyfikację techniczną, umożliwiającą zakup odpowiedniego roweru, analizę sposobu jeżdżenia na rowerze, ekspertyzę dotyczącą nawierzchni drogi i prognozę pogody ze szczególnym uwzględnieniem siły i kierunku wiatru oraz rodzaju i intensywności opadów.

Dział Zaopatrzenia kupił rower, Dział Kadr zapakował zasoby ludzkie na bagażnik, a Zespół Zadaniowy do Spraw Ustawienia Kierownicy wyznaczył jej optymalne skręcenie w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Prezes usiadł na siodełku i wydał korbowym polecenie, żeby nacisnęli na pedały.

Po dwóch metrach wszyscy, potłuczeni, znaleźli się na ziemi.

Prezes wstał, kopnął rower, wybijając sobie duży palec u nogi, i wyrzucił z pracy korbowych oraz szefa Zespołu Zadaniowego do Spraw Ustawienia Kierownicy.

Przypowieść ta przypomniała mi się, gdy usłyszałem, że firma HP rezygnuje z produkcji tabletów na bazie systemu operacyjnego WebOS, który kupiła rok temu za ponad miliard dolarów, a Motorola sprzedaje swój dział produkcji telefonów komórkowych – w czasach, gdy Apple robi na tabletach i telefonach interes życia…

Jeżeli w firmie każdy ruch kierownicą musi być wypracowywany przez Zespół Zadaniowy na podstawie generalnej strategii i zatwierdzany każdorazowo przez Zarząd, to nie ma mowy o szybkiej, płynnej jeździe po malowniczej, krętej drodze współczesnego biznesu.

Ludzie jak balony

Zdecydowanie zgadzam się z opinią tych przedsiębiorców, którzy twierdzą, że wstępny, prawidłowy dobór współpracowników jest kluczowy dla powodzenia każdego przedsięwzięcia.

Prowadząc rekrutację, szukaj więc ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami, ale akceptuj tylko tych, którzy mają pożądany przez ciebie kształt i kolor osobowości, bo…

Ludzie są jak balony.

I nie chodzi mi o to, że są nadęci. W wielu przypadkach ta dość trywialna analogia jest prawdziwa, ale nie ją mam tu na myśli.

Dorosły człowiek, tak jak opuszczający fabrykę balon, ma nadany kształt i kolor, które praktycznie przez całe jego życie pozostaną niezmienne. No, może z wyjątkiem cudownych nawróceń i traumatycznych wydarzeń, które uczynią go kimś zupełnie innym – całkiem innym balonem.

Zauważ, że gdy zaczynasz ściskać balon, czyli wywierać na niego presję, zmienia on kształt, choć często nie na taki, jaki sobie wymarzyłeś. Ale po ustaniu nacisku ochoczo wraca do swojej pierwotnej formy. Choćbyś nie wiem jak go „motywował”, zmiana będzie albo nietrwała (wystarczy, że się odwrócisz…), albo balon z hukiem pęknie i sflaczały upadnie na podłogę.

Z kolorem jest podobnie. Na pomalowanym balonie farba pęka, łuszczy się i odpada, a wyrysowane kształty przybierają zazwyczaj karykaturalny wygląd, który bardziej zależy od fizycznych właściwości gumowej powłoki niż od zamiaru malarza.

Przyjmij zatem do wiadomości, że nie uda ci się „wychować” pracownika. Bagaż genów, wychowania i życiowych doświadczeń, który przynosi na spotkanie rekrutacyjne, będzie ci towarzyszył przez długie lata owocnej lub żałosnej współpracy.

Nie kupuj balonu, jeśli nie podoba ci się jego kształt lub kolor.

Nie łudź się, że potem będzie lepiej, że twój wpływ zbawi zagubioną duszyczkę.

Nie zbawi.