Miesiąc: Sierpień 2010

Porównywanie czasów

Jeśli regularnie biegasz na różnych dystansach, ciekawić cię może, jak obliczyć oczekiwany czas przebiegnięcia 10 kilometrów albo maratonu na podstawie czasu uzyskanego na dystansie 5 kilometrów. Do tego celu możesz posłużyć się prostym wzorem, który zaproponował Peter Riegel:

t2 = t1 * (d2 / d1)^1.06

Mówiąc ludzkimi słowami: t2 – przewidywany czas przebiegnięcia dystansu d2 jest równy czasowi t1, w którym przebiegłeś dystans d1 pomnożonemu przez stosunek dystansów d2 i d1 podniesiony do potęgi 1.06. To właśnie ten eksperymentalnie dobrany współczynnik 1.06 ma za zadanie uwzględnić fakt, że w tych samych warunkach, przy tym samym wysiłku dłuższy dystans pokonujesz z mniejszą prędkością.

Na podstawie „Predicting running injury by analyzing my normalized running times” i „FAQ: Race time predictor” / Running For Fitness.

Powinieneś napisać powieść

Potrafię dokładnie odtworzyć moment, w którym pomyślałem po raz pierwszy, że zdołałbym napisać książkę. Było to o wpół do drugiej po południu 1 kwietnia 1978 roku. Tego dnia siedziałem samotnie za parkanem pola zewnętrznego stadionu Jingu, pijąc piwo i przyglądając się grze. Stadion Jingu znajdował się blisko miejsca, w którym wówczas mieszkałem, a ja byłem stosunkowo wiernym kibicem drużyny Yakult Swallows. Był przepiękny wiosenny dzień, na niebie ani jednej chmurki, wiał ciepły wiatr. W tamtym czasie za polem zewnętrznym boiska nie było żadnych ławek, tylko trawiasty stok. Leżałem na trawie, sączyłem zimne piwo i zerkając raz po raz ku niebu, delektowałem się leniwie meczem. Spotkania Swallows nie przyciągały zazwyczaj wielu kibiców. Był to pierwszy mecz sezonu, a Swallows gościli drużynę Hiroshima Carp. Pamiętam, że miotaczem Swallows był Yasuda – niski, przysadzisty gracz sprytnie podkręcający piłkę. Z łatwością doprowadził do trzech nieudanych odbić w pierwszym półinningu, a w drugim pierwszym odbijającym Swallows był Dave Hilton, młody amerykański gracz występujący od niedawna w drużynie. Hilton posłał piłkę ku lewej linii pola. Trzask kija uderzającego piłkę w czuły punkt odbił się echem po stadionie. Hilton bez problemu obiegł pierwszą bazę i podciągnął do drugiej. I właśnie w tamtej chwili uderzyła mnie taka myśl: „Wiesz, co? Powinieneś napisać powieść”. Wciąż pamiętam bezkresne niebo, dotyk świeżej trawy i radosny trzask kija. Coś spadło wówczas z przestworzy i cokolwiek to było, przyjąłem ten dar.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (33)

Jajka w koszyku

Znane polskie przysłowie mówi:

Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka.

Niby je słyszałeś, ale jak przychodzi co do czego, często zapominasz o jego praktycznych zastosowaniach. Oto kilka z nich:

  1. Gdy wybierasz się w podróż albo na wakacje, nigdy nie trzymaj pieniędzy i ważnych dokumentów w jednym miejscu. Paszport miej przy sobie, a dowód osobisty schowany w bagażu podręcznym. Pieniądze podziel na trzy części: jedną trzymaj w portfelu, drugą w bagażu podręcznym, a trzecią w walizce. Pojęcie „pieniądze” obejmuje także karty płatnicze, które zabierasz ze sobą.
  2. Gdy jesteś zatrudniony na etacie, nawet w najwspanialszej firmie, nie zapominaj o pielęgnowaniu innych możliwości zarabiania na własne utrzymanie. Pielęgnuj dawne znajomości, rozwijaj swoje zainteresowania, staraj się zaistnieć publicznie poza swoim zakładem pracy. W dobie internetu jest to szczególnie łatwe – podtrzymywanie znajomości na podstawowym poziomie wymaga wysłania kilku listów elektronicznych, sieć to skarbnica wiedzy na każdy temat, także twojego hobby, a założenie bloga jest dziecinnie proste i bezpłatne.
  3. Gromadząc oszczędności lub grając na giełdzie, nie inwestuj wszystkiego w jeden fundusz lub akcje jednej firmy. Bywa, że taka inwestycja jest strzałem w dziesiątkę, lecz znacznie częściej, postępując w ten sposób, bawisz się w lotto a nie profesjonalnie zarządzasz swoimi pieniędzmi. Wybieraj różne instrumenty finansowe i dla bezpieczeństwa korzystaj z usług kilku banków.

Powyższe podejście stoi w pewnej sprzeczności z ideą upraszczania życia, lecz nie należy być doktrynerem. Jeśli alternatywą bezwzględnej prostoty jest bezpieczeństwo uzyskane kosztem niewielkiej (podkreślam NIEWIELKIEJ) złożoności, wybierz to drugie, a ograniczysz stres towarzyszący twojemu życiu i biznesowi.

O czy myśli Murakami?

Dla odmiany (lecz czy jest to naprawdę odmiana?) czytam pamiętnik Haruki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Książka ta dokumentuje przygotowania autora do maratonu w Nowym Jorku w 2005 roku, ale nie tylko. Jest też pretekstem do przedstawienia drogi człowieka od niepisania do pisania, od niebiegania do biegania oraz pokrętnych ścieżek, jakimi chadza ludzka motywacja. Jeśli biegasz, książka ta przypadnie ci do gustu. Jeśli nie biegasz, być może przekona cię do biegania. Jeśli palisz papierosy, niewykluczone, że po jej lekturze rzucisz ten cuchnący nałóg. Zachęcam cię do sięgnięcia po tę krótką, ale ważną książkę. Oto cytat, który pozwoli ci wyrobić sobie zdanie na temat zgodności światopoglądu Murakamiego z twoimi przekonaniami:

O czym myślę, biegnąc? Zazwyczaj zadają mi to pytanie ludzie, którzy nigdy nie biegali na długich dystansach. Zawsze zastanawiam się nad nim głęboko. O czym dokładnie myślę, kiedy biegnę? Nie mam zielonego pojęcia.

Kiedy jest zimno, chyba myślę o tym, że jest mi zimno. I o tym, że jest mi gorąco w gorące dni. Kiedy jestem smutny, myślę trochę o smutku. Kiedy jestem wesół, myślę trochę o radości. Jak już wspomniałem wcześniej, wracają też do mnie przypadkowe wspomnienia. A bardzo rzadko – tak rzadko, że szkoda o tym mówić – wpadam na pomysł, który wykorzystuję w powieści. Mówiąc szczerze, kiedy biegnę, nie myślę o niczym wartym zapamiętania.

Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, żeby osiągnąć pustkę. Ale jak można się spodziewać, w takiej pustce myśli kryją się naturalnie. To oczywiste. W ludzkim umyśle nie może istnieć całkowita pustka. Emocje ludzkie nie są wystarczająco silne ani zintegrowane, żeby dać sobie radę z prawdziwą nicością. Chodzi mi o to, że myśli i idee, które wpływają na moje emocje, gdy biegnę, są podporządkowane pustce. Ponieważ brakuje im treści, są przypadkowymi myślami gromadzącymi się wokół pustki znajdującej się w środku.

Myśli, które przychodzą mi do głowy, kiedy biegnę, są jak chmury na niebie. Chmury o najrozmaitszych kształtach. Przychodzą i odchodzą, a niebo pozostaje zawsze takie samo. Chmury są tylko gośćmi na niebie, przepływają przez nie i znikają na zawsze, zostawiając za sobą niebo. Niebo jednocześnie istnieje i nie istnieje. Jest namacalne i nie jest. A my akceptujemy ten wielki ogrom i chłoniemy go.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (23-24)

Jako niestrudzony propagator GTD (metody Getting Things Done Davida Allena), czuję się w obowiązku dodać, że co istotniejsze chmury jesteś w stanie ocalić od zapomnienia, jeśli masz przy sobie jakieś urządzenie od zapisywania nawiedzających cię myśli. Szkoda, żeby ludzkość zmagała się latami z problemem, którego rozwiązanie rozbłysło w twojej głowie na szóstym kilometrze porannej przebieżki!