Rok: 2009

GSB – Genialna Strategia Budżetowa

Czekając na dostawę Mojego Kindelka (czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle), który już koczuje na lotnisku Okęcie, opracowałem GSB (Genialną Strategię Budżetową) – bazującą na solidnych podstawach matematycznych metodę uzdrowienia finansów każdego państwa. Mógłbym za jej udostępnianie żądać opłat licencyjnych, ale postanowiłem mój pomysł przekazać światu za darmo, ku szczęściu i pomyślności całej ludzkości. Oto przepis na GSB:

  • wydatki w roku 2010 finansujemy za pomocą przychodów (podatków) wpłaconych w tymże roku oraz prognozy przychodów na rok 2011 (w ten sposób możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2011 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2012 oraz prognozy przychodów na rok 2013 (znowu możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2012 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2014 oraz prognozy przychodów na rok 2015;
  • i tak dalej, i tak dalej…
  • wydatki w roku 2010+n finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2010+2n oraz prognozy przychodów na rok 2010+2n+1.

Zakładając, że oś czasu jest nieskończona (a założenie takie jest uprawnione, jeśli porównamy skalę czasową naszej cywilizacji ze skalą czasową wszechświata), dla każdego roku 2010+n jesteśmy w stanie wskazać dwa lata 2010+2n i 2010+2n+1, które z nawiązką sfinansują wydatki budżetowe. A jeśli wcześniej nastąpi koniec świata, to tym bardziej nie ma się czym przejmować.

Czyż to nie genialne?

I w tym momencie mina mi zrzedła, ponieważ przypomniałem sobie, na jakich zasadach działa nasz Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz jaką politykę budżetową prowadzi wiele krajów świata ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Czyżby mój pomysł był aż tak wtórny?

Czyżby najlepszym wyjściem był jednak koniec świata?

Dla kogo jest GTD?

Czasami pojawiają się zarzuty, że metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena nie jest przeznaczona dla osób kreatywnych (w szczególności artystów), których środowiskiem naturalnym powinien być twórczy chaos, zwany przez innych bałaganem.

Tymczasem w kontekście GTD nie ma znaczenia, jaką ktoś ma osobowość i jaki prowadzi (lub chce prowadzić) styl życia. Czasami ludzie „zorganizowani” są zbyt uporządkowani, żeby zrealizować swoje prawdziwe marzenia, więc muszą się nieco rozluźnić. Inni zaś powinni trochę się sprężyć. GTD służy obydwu tym celom, jest bowiem systematycznym podejściem do życia, a nie systemem organizującym życie. Jeśli twój system staje ci na drodze, to znaczy, że nie jest to GTD. Jeśli zaś tworzy przestrzeń i wolność niezbędną dla realizacji zamierzeń, to jest to GTD. Po prostu.

Mój Kindelek leci!

Blisko dwa tygodnie temu zelektryzowała mnie podana przez Pawła Wimmera informacja, że słynny czytnik książek elektronicznych firmy Amazon „Kindle idzie do Polski”. Dwa dni później (2009-10-09) złożyłem stosowne zamówienie:

  • Kindle Wireless Reading Device (6″ Display, U.S. & International Wireless, Latest Generation) – czyli czytnik jako taki w wersji międzynarodowej – $279.00
  • Amazon Kindle Leather Cover (Fits 6″ Display, Latest Generation Kindle) – czyli skórzana okładka na czytnik (o książki należy dbać, nieprawdaż?) – $29.99
  • Shipping & Handling – czyli koszty dostawy – $26.97
  • Import Fees Deposit – czyli kaucja na należności celne w kraju docelowym – $75.51
  • Razem – $411.47

Zgodnie z obietnicą termin wysyłki określono na 19 października 2009 roku, a termin dostawy na 21-23 października. Uzbroiłem się więc w cierpliwość i wyjechałem do Tarnowa. :-)

Gdy dziś sprawdziłem stan zamówienia, okazało się, że Amazon dotrzymał słowa i wczoraj o godzinie 4:43:28 w Campbellsville, KY przekazał mojego Kindelka kurierowi firmy UPS. Przewidywany termin dostawy to obecnie 23 października 2009 roku.

Swoją drogą, potęga połączonych ze sobą systemów komputerowych jest niesamowita. Niemalże w czasie rzeczywistym obserwuję, jak skierowana do mnie paczka podróżuje sobie tu i tam po świecie!

A kiedy ja zacznę umierać?

Oto najpiękniejsza, prawdziwa historia o dawaniu, jaką znam, opowiedziana mi przez Jacka Kornfielda ze Spirit Rock Meditation Center w Woodacre. Pewien ośmioletni chłopiec miał młodszą siostrę, która zachorowała na białaczkę. Powiedziano mu, że bez transfuzji krwi dziewczynka niebawem umrze. Rodzice wytłumaczyli mu, że prawdopodobnie jego krew jest odpowiednia, więc mógłby zostać dawcą, i poprosili, żeby zgodził się na odpowiednie badania analityczne. Przypuszczenia potwierdziły się – krew ośmiolatka nadawała się do zabiegu, zatem rodzice poprosili go, żeby oddał siostrze pół litra swojej krwi, ponieważ jest to jej jedyna szansa na przeżycie. Chłopiec oświadczył, że musi to przemyśleć.

Następnego ranka wszedł do pokoju rodziców i powiedział, że zgadza się oddać swoją krew. Pojechali więc do szpitala, gdzie położono go przy sześcioletniej siostrze i oboje podłączono do aparatury do przetaczania krwi. Pielęgniarka pobrała krew i zaczął się proces wpompowywania jej do krwiobiegu dziewczynki. Chłopiec leżał cicho i spokojnie na sąsiednim łóżku. Po pewnym czasie do gabinetu zajrzał lekarz, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Usłyszawszy ruch, chłopiec otworzył oczy i spytał: „Panie doktorze, a kiedy ja zacznę umierać?” – Anne Lamott „Bird by Bird” (205)