Miesiąc: Grudzień 2009

„Odroczone czytanie” internetu Kindelkiem

Jak już wcześniej pisałem, Amazon Kindle nie zapewnia w Polsce bezpośredniego dostępu do internetu. Nie da się więc surfować za pomocą tego bezprzewodowego czytnika książek. Natomiast „odroczone czytanie” jest jak najbardziej możliwe. We wszechświatowej sieci można znaleźć wiele wartościowych tekstów, wpisów i felietonów, którym wypadałoby poświęcić więcej uwagi niż tylko przemknięcie wzrokiem po nagłówkach i wytłuszczeniach. Takich, które warto byłoby odłożyć do późniejszego przeczytania. Udało mi się znaleźć i przetestować znakomitą metodę wykorzystywania mojego Kindelka do tego właśnie celu.

Marco Arment opracował Instapaper – doskonałe narzędzie wspomagające „odroczone czytanie” internetu. Służy ono do tworzenia półki ze znalezionymi w sieci ciekawymi tekstami. Odnośniki do tych tekstów można grupować w folderach tematycznych:

Instapaper 1

Najważniejsze jest jednak to, że Instapaper za pomocą opcji „Kindle” potrafi ze skatalogowanych w danym folderze tekstów stworzyć jeden, zgrabnie sformatowany, wyposażony w spis treści i hyperlinki plik .mobi:

Instapaper 2

Jeśli przed tą operacją Amazon Kindle zostanie podłączony do złącza USB komputera, powstały w ten sposób plik .mobi można zapisać bezpośrednio w katalogu „documents” czytnika:

Instapaper 3

Nowe pliki pojawiają się natychmiast w katalogu książek urządzenia i można zacząć je czytać w domu, w łóżku, na plaży, na łódce albo w lesie, z dala od jakiegokolwiek zasięgu.

W celach testowych sporządziłem dwa pliki .mobi. Po pierwsze utworzyłem folder „spolsky”, w którym umieściłem odnośniki do trzech tekstów Joela Spolsky’ego (w języku angielskim):

  • „The Duct Tape Programmer”;
  • „Things You Should Never Do, Part I”;
  • „When and How to Micromanage”.

Do pliku .mobi zostały wciągnięte pierwsze dwa teksty. Trzeci był niestrawny zarówno w zestawie, jak i po umieszczeniu go w osobnym folderze. Zapewne występuje jakiś problem zgodności Instapaper z witryną Inc. Oto perfekcyjny wynik konwersji pierwszych dwóch tekstów – odpowiednia treść została pobrana ze stosunkowo złożonej witryny „Joel on Software”:

Kindle Mobi 0

Na drugi ogień poszły trzy artykuły Pawła Wimmera o czytniku eClicto (w języku polskim):

  • „eClicto – własne pliki”;
  • „eClicto – oprogramowanie i księgarnia”;
  • „eClicto – pierwsza przymiarka”.

Umieściłem je w folderze „eclicto”, poddałem konwersji i zapisałem w Kindelku. Kolejność w spisie treści okazała się zgodna z kolejnością zdefiniowaną w folderze Instapaper, polskie litery nie sprawiły żadnego kłopotu, czytelność tekstu jest doskonała, a ilustracje wyraźne, choć czarno-białe. W tym przypadku Instapaper także poprawnie rozpoznał, co jest właściwą treścią wpisu, a co tylko oprawą:

Kindle Mobi 1

Kindle Mobi 2

Eksperyment ten przekonał mnie, że Amazon Kindle w połączeniu z Instapaper jest doskonałym narzędziem do „odroczonego czytania” internetu. Format .mobi, w przeciwieństwie do PDF, nie narzuca sztywnego formatu prezentacji tekstu, a Instapaper zaskoczył mnie inteligencją wyboru ze stron internetowych tych treści, o które chodzi czytelnikowi.

Noga czy głowa?

W związku z premierą polskiego czytnika książek elektronicznych eClicto (szerokie omówienie możliwości tego urządzenia znajdziesz tu: „eClicto – pierwsza przymiarka” / Paweł Wimmer) zacząłem się zastanawiać, jaki budżet ma to przedsięwzięcie. Cały czas odnoszę wrażenie, że jest ono prowadzone „z pewną taką nieśmiałością”. A właściwie nawet z dużą nieśmiałością i pokaźnym bagażem niewiary we własne siły. Cenę urządzenia skalkulowano zapewne prawidłowo – przy założeniu, że projekt musi zacząć na siebie zarabiać od godziny 8:00 10 grudnia 2009. I na tym chyba polega cały błąd.

Może warto było założyć, że ta inwestycja zwróci się po 3-5 latach i na początku sprzedawać czytniki za przysłowiową złotówkę. Można byłoby przyjąć strategię stosowaną w telefonii komórkowej i stworzyć klub książkowy, w ramach którego czytelnik miałby obowiązek kupować jedną książkę miesięcznie. Cóż, nie mój biznes, nie moja sprawa…

A dlaczego zatytułowałem ten wpis „Noga czy głowa?”? Dlatego, że zgodnie z informacjami podanymi przez Krzysztofa Klickiego, właściciela Kolportera (firmy oferującej eClicto), w latach 2002-2008 spółka ta „władowała” 40 milionów złotych w klub piłkarski Korona Kielce i nic na tym nie zarobiła (źródło: „Korona bez sponsora” / Wprost). Wątpię, żeby projekt eClicto miał podobny rozmach, więc śmiem twierdzić, że noga jest jednak ważniejsza od głowy.

Spontan GTD

Są osoby, którym tworzenie list Projektów i Najbliższych Działań kojarzy się z ograniczeniem ich życia tylko do realizacji planu wymyślonego podczas Przeglądu Tygodniowego. Takie myślenie to błąd, kluczowy błąd prowadzący to odrzucenia metody GTD (Getting Things Done) Davida Allena.

Tymczasem prawda jest inna.

Dzięki temu, że twój godny zaufania system gromadzi wszystkie twoje zobowiązania, możesz bez stresu oddać się działaniom niezaplanowanym, ponieważ wiesz, że w międzyczasie nic nie wybuchnie, nie zaśmierdnie, nie zgnije, nie rozleci się i nie wyrzucą cię z pracy albo ze studiów.

GTD pozwala na otworzenie spokojnego umysłu na niespodzianki, które przynosi nam życie.

GTD to planowanie gotowości na to, co niezaplanowane, na czysty, nieskrępowany spontan!

Jesteś już na diecie!

Czy wiesz, że właśnie w tej chwili zacząłeś się zdrowo odżywiać?

Mam nadzieję, że, czytając ten wpis, nie opychasz się paskudnymi przekąskami. Wiesz przecież, że miliony zarazków czają się na komputerowej klawiaturze. Od ostatniego posiłku minął zatem jakiś czas i… jesteś już na diecie!

Nie marudź, nie odkładaj decyzji do najbliższego poniedziałku, początku miesiąca lub 1 stycznia. Wystarczy, że zjesz następny posiłek o odpowiedniej porze i że będzie on skomponowany ze smacznych, zdrowych i nietuczących składników.

Czyż to nie proste?

Do dzieła!