Miesiąc: Wrzesień 2009

Czarny łabędź z Ekstremistanu (3)

Oto ostatnia porcja cytatów:

„Jeden motyl machający skrzydełkami w New Delhi może być pewną przyczyną huraganu w Północnej Karolinie. Teraz lub za kilka lat. Jednakże jeśli weźmiemy pod uwagę huragan w Północnej Karolinie, wątpliwe jest, żebyśmy mogli z jakąkolwiek dokładnością znaleźć jego przyczynę: powodem mogą być miliardy miliardów małych zdarzeń, takich jak machające skrzydełkami motyle w Timbuktu czy kichające dzikie psy w Australii. Proces prowadzący od motyla do huraganu jest znacznie prostszy niż proces odwrotny – od huraganu do potencjalnego motyla.” (196-197)

„W praktyce przypadkowość to zasadniczo niekompletna informacja (…) to po prostu niewiedza.” (198)

„Inwestuj w gotowość, a nie w przewidywanie.” (208)

„Trójkąty, kwadraty, koła i inne elementy geometrii, które wielu z nas skłaniały do ziewania na lekcjach, mogą być piękne i czyste w swej postaci, ale występują raczej w głowach architektów, projektantów, nowoczesnych twórców i nauczycieli, a nie w samej naturze. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Góry nie są trójkątami lub ostrosłupami, drzewa nie są kołami, a linie proste praktycznie nie występują w przyrodzie. Matka Natura nie uczęszczała na zajęcia z geometrii i nie czytała dzieł Euklidesa z Aleksandrii. Jej geometria jest postrzępiona, ale charakteryzuje się własną logiką, którą można łatwo zrozumieć.” (256-257)

Po co doktorat?

W portalu Gazeta.pl (Internetowe Targi Edukacyjne 2009) ukazał się artykuł pod tytułem „Dr przed nazwiskiem się opłaca”. Czytamy tam między innymi:

Po co doktorat?
Chociażby po to, aby wybić się z tłumu. A także dlatego, że we współczesnym świecie tytuł „mgr” przed nazwiskiem już przestaje wystarczać. Warto jednak pamiętać, że nie każdemu doktorat pomaga w karierze. Dlatego zrobieniem studiów III stopnia powinni się zainteresować raczej ci, którzy szukają zatrudnienia w branży związanej z tematem swojej rozprawy doktorskiej.

Żyję we współczesnym świecie i odnoszę wrażenie, że przed nazwiskiem w zupełności wystarcza mi moje imię. Przyznaję się bez bicia, że kiedyś na mojej wizytówce przed imieniem pojawiał się mgr inż., ale nie przypominam sobie, żebym coś na tym zyskał. Przekonałem się, że do zmieniania rzeczywistości tytuły nie są mi potrzebne, a w przypadku kontaktów biznesowych świadczą raczej o barierze oficjalności przeszkadzającej w robieniu dobrych interesów. Znacznie łatwiej jest rzucać wyzwanie światu z Andrzejem lub Panem Pawłem niż z Kolegą Docentem, Panem Doktorem, czy Panem Profesorem Doktorem Habilitowanym Inżynierem.

Nie jestem przeciwny zdobywaniu rzetelnej wiedzy, prowadzeniu badań i podsumowywaniu ich rozprawami naukowymi. Uważam tylko, że uzyskany w ten sposób stopień naukowy powinien być miłą dekoracją, a nie celem samym w sobie.

Apple ma mojego pomysła

Kiedy w 2001 roku stałem się posiadaczem pierwszego odtwarzacza MP3 (Creative NOMAD Jukebox, znany w Europie pod nazwą Creative Digital Audio Player, wyposażony w dysk 6GB i okropne oprogramowanie), dostrzegłem potencjał tkwiący w cyfrowym nagrywaniu dźwięku, które pozwoliłoby rozwiązać bolączkę dręczącą mnie od dzieciństwa. Zawsze pasjonowałem się słuchaniem muzyki w radiu, lecz często przegapiałem zapowiedzi, kto właśnie śpiewa i jaki jest tytuł piosenki. Czasami w wiadomościach pojawiała się jakaś interesująca informacja, ale, niepochwycona, przelatywała obok uszu, niesiona na fali czasu. Wymyśliłem wtedy, że można byłoby skonstruować radio, które cały czas nagrywałoby to, czego słucham, i pozwalałoby na chwilę cofnąć się i odtworzyć to, co umknęło. Ideę tę zaimplementowano ostatnio w odbiornikach i przystawkach telewizyjnych, ale radiem nikt nie chciał się dotąd zająć.

I wreszcie wczoraj firma Apple przedstawiła nowe wersje swoich odtwarzaczy muzycznych iPod. Bestsellerowy iPod Nano został wyposażony w prymitywną kamerę wideo i… odbiornik radiowy FM. I tu moje marzenia wreszcie się spełniły. Wbudowane radio posiada funkcję zatrzymywania i cofania czasu. W łatwy sposób można odtworzyć to, co dana stacja nadawała w ciągu ostatnich 15 minut. I o to chodziło!

Ogólnie prezentacja Apple przyniosła pewien zawód. Nie sprawdziło się szereg pogłosek, takich jak zakończenie produkcji iPoda Classic (dostał większy dysk), nowy iPod Shuffle (wzbogacono ofertę o nowe słuchawki), aparat fotograficzny w iPodzie Touch (powiększono mu jedynie pamięć) oraz oczekiwane wprowadzenie twórczości The Beatles do katalogu iTunes (niektórzy nawet wierzyli, że – w zgrabny sposób – rozszerzenie pamięci iPoda Touch do 64GB, zostanie zaanonsowane piosenką „When I’m Sixty Four”). Nic z tego. Moim zdaniem największą atrakcją imprezy okazał się Steve Jobs. W całkiem niezłej formie. No i oczywiście mój pomysł. :-)

Czarny łabędź z Ekstremistanu (2)

Oto kolejna porcja cytatów:

„Wśród hazardzistów panuje przekonanie, że szczęście sprzyja początkującym. Mówią, że „potem jest już gorzej, ale na początku zawsze wygrywasz”. Okazuje się, że badania statystyczne to potwierdzają. Szczęście naprawdę się uśmiecha, gdy hazardzista zaczyna grę (dotyczy to też spekulantów giełdowych). Czy oznacza to, że każdy z nas powinien zagrać parę razy, skorzystać z przysługującego mu farta i się wycofać?
Odpowiedź brzmi: nie. Doświadczamy złudzenia. Każdy, kto zaczyna grać, na początku wygrywa lub przegrywa (biorąc pod uwagę przewagę kasyna, odrobinę większa liczba osób przegrywa). Szczęściarze, mając poczucie, że zostali wybrani przez przeznaczenie, będą kontynuować grę, zaś pozostali, zniechęceni, wyjdą i nie będą brani pod uwagę w statystykach. Być może w zamian zajmą się obserwowaniem ptaków, grą w Scrabble, piratowaniem lub innymi rozrywkami. Ci, którzy wciągnęli się w hazard, na zawsze zapamiętają szczęście, jakie mieli na początku. Zaś ci, którzy odpadli z gry, z definicji nie będą już członkami społeczności hazardzistów. To wyjaśnia sposób powstawania przekonania, że szczęście sprzyja początkującym.
(109)

„przeceniamy to, co wiemy, zaś nie doceniamy niepewności w wyniku kompresji zakresu jej stanów (to jest zmniejszenia przestrzeni tego, co nieznane)” (140)

„My, ludzie, jesteśmy ofiarami asymetrii w postrzeganiu przypadkowych zdarzeń. Sukcesy przypisujemy swoim umiejętnościom, porażki okolicznościom, które są poza naszą kontrolą – na przykład przypadkowi. Czujemy się odpowiedzialni za to, co dobre, ale nie za to, co złe. Z tego powodu sądzimy, że jesteśmy lepsi od innych w tym, co robimy. 94% Szwedów wierzy, że są ponadprzeciętnymi kierowcami, a 84% Francuzów uważa, że są ponadprzeciętnymi kochankami.” (152-153)

„Nie przechodź w bród rzeki, której średnia głębokość wynosi 120 centymetrów.” (160)