Miesiąc: Wrzesień 2009

Pozwól ludziom się mylić (i mieć rację)

Znam niesłychanie bystrych właścicieli firm, którzy w większości spraw się nie mylą. Intuicja i doświadczenie podpowiadają im optymalne rozwiązania, a oni czują siłę swoich kompetencji. Cierpliwie odwiedzają swoich pracowników i objaśniają im ze szczegółami, co i jak powinni robić na swoim odcinku. Póki tych pracowników jest kilkunastu, firma działa rozpędem i zapałem swojego właściciela. Potem staje się karykaturą, jachtem odartym z żagli, dryfującym w nieznane.

Wówczas ci wspaniali przedsiębiorcy z niesmakiem patrzą na swojego bękarta i zaczynają złorzeczyć na niesprawiedliwość świata, który nie docenia ich wysiłków, oraz na głupich pracowników, których nie stać na odrobinę inicjatywy i zdrowego rozsądku. Nie zdają sobie sprawy, że sami zabili te pożądane cechy, żądając od ludzi, żeby stali się idealnymi, lecz bezwolnymi kopiami ich samych.

Co powinieneś zrobić, żeby nie stało się tak w przypadku twojej firmy?

  1. Zatrudniaj pasujących ludzi. W procesie rekrutacji bądź czujny i zawsze gotowy powiedzieć „NIE”, gdy pojawią się pierwsze wątpliwości. Mów „TAK” tylko wtedy, gdy kandydat nadaje na tych samych lub zbliżonych falach. Pamiętaj, że rozwód jest znacznie trudniejszy niż zerwanie po pierwszej randce.
  2. Pozwól ludziom się mylić. Tak, poniesiesz w związku z tym straty, ale jeśli zatrudniłeś pasujących ludzi, będą to straty usprawiedliwione i dające się wybaczyć. Pozwalając ludziom się mylić, dajesz im możliwość wzięcia odpowiedzialności za swoje działania, co jest podstawą budowy sprawnej i samodzielnej na każdym szczeblu organizacji. Pamiętaj, jeśli nie pozwolisz im się mylić, oni pozwolą mylić się tobie, a twój wpływ na firmę jest znacznie większy, więc i konsekwencje tych błędów będą poważniejsze. Ręczne sterowanie prowadzi do postawy: „ja tylko wykonuję polecenia szefa”. Szef polecił wykopać dół na środku parkingu? Nie zastanawiamy się, tylko kopiemy. Wjedzie jutro do dołu swoim samochodem, to będą jaja, ale wtedy powiemy mu, że przecież sam nam kazał.
  3. Pozwól ludziom mieć rację. Tak, twoje ego ucierpi, czasem firma obierze dobrą drogę zamiast doskonałej, ale pracownicy poczują się partnerami, z których zdaniem się liczysz. Pamiętaj, że nie pozjadałeś wszystkich rozumów i nie masz dostępu do wszystkich informacji na świecie. Jeśli zatrudniłeś pasujących ludzi, to nierzadko ich decyzje będą lepsze od twoich.

Dobierz pasujących ludzi, a potem pozwól im zarówno mylić się, jak i mieć rację!

Jeńcy Putina

„Putin musi przeprosić za zbrodnię katyńską!” – krzyczą za politykami nagłówki gazet.

A ja się zastanawiam, czy domagając się tego gestu od Premiera Rosji, który urodził się wiele lat po wojnie, nie stajemy się jego jeńcami, zniewolonymi pragnieniem usłyszenia z jego ust słowa „przepraszam”. Czy rzeczywiście to proste oświadczenie może ukoić rozpacz i żałobę tysięcy żon, matek, ojców, córek i synów, tysięcy rodzin i przyjaciół tych, których honor zetknął się z brutalnym bandytyzmem? Czy to coś zmieni?

Mój dziadek tam był. Nie wrócił. Ale ani moja babcia, którą znam tylko z opowiadań mojej mamy, ani moja mama, ani ja – nie domagalibyśmy się tych przeprosin. Wobec ogromu tej bezmyślnej tragedii nie miałyby one dla nas żadnego znaczenia. Powiem więcej, takie przeprosiny po latach mają dla mnie nieco groteskowy wymiar: winę wyznaje osoba, która co prawda jest spadkobiercą winowajcy, ale z tą konkretną zbrodnią nie ma nic wspólnego. Co z tego, że po 55 latach Premier Wielkiej Brytanii przeprosił za to, że władze jego kraju doprowadziły jednego z największych matematyków XX wieku Alana Turinga do samobójczej śmierci? Nic.

Zamiast rozdrapywać rany przeszłości, zdezynfekujmy je i zadbajmy o to, żeby dobrze się goiły, a swoją uwagę skierujmy na wytrącanie mieczy z rąk dzisiejszych złoczyńców. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby podobne wydarzenia nie przytrafiały się ludzkości ani teraz, ani w przyszłości. Możemy to zrobić skutecznie, jeśli przestaniemy być, na własne życzenie, jeńcami Władimira Putina, Eriki Steinbach oraz innych duchów przeszłości.

Zapisuj hasła!

Wielu ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem systemów informatycznych piętnuje zapisywanie haseł dostępu do komputerów i serwisów internetowych. A ja, za namową Steve’a Gibsona, wręcz przeciwnie. Co więcej, twierdzę, że przedstawiona poniżej metoda przechowywania haseł daje najwyższy poziom bezpieczeństwa, ponieważ:

  1. Hasła są przechowywane poza systemem komputerowym.
  2. Hasła są bezładnym ciągiem znaków, którego ani nie można zapamiętać, ani złamać jakimkolwiek atakiem słownikowym.
  3. Tylko ty jesteś w stanie mieć z nich jakikolwiek pożytek.

W tym miejscu słyszę okrzyki moich fanów, pełne podziwu zmieszanego z niedowierzaniem, oraz gwizdy czekającej na moje potknięcie gawiedzi. :-)

Oto metoda karteczkowa Steve’a Gibsona:

  1. Skombinuj bezładny ciąg znaków o rozsądnej (z punktu widzenia bezpieczeństwa i wygody) długości. Proponuję ci wykorzystać bezpłatny generator przypadkowego bełkotu udostępniany przez Steve’a Gibsona na stronie Perfect Passwords. Wybierz dowolny podciąg z wyświetlanych tam ciągów znaków. Możesz również rozrzucić płytki z literami Scrabble lub pobawić się kostką do gry.
  2. Zapisz wybrany ciąg znaków na karteczce i przyczep do monitora. :-)
  3. Wymyśl i zapamiętaj jedną, prostą modyfikację zapisanego ciągu znaków, którą będziesz stosował podczas wprowadzania hasła (wstawienie, usunięcie, przestawienie lub zamiana znaków).

Na przykład, gdybym chciał utworzyć nowe, znakomite hasło do mojego profilu w serwisie Twitter, zajrzałbym na stronę Perfect Passwords, wyciął 10-znakowy podbełkot „GucPuAjg43”, zapisał go na karteczce i postanowił, że między „u” a „A” będę dodatkowo wstawiał „c”, bo „GucPuc” fajnie się rymuje. Potencjalnemu hakerowi, który chciałby wykorzystać moją karteczkę, bardzo trudno byłoby wpaść na rodzaj modyfikacji tekstu, jaki przyszedł mi akurat dziś do głowy.

Dodatkowo, jeśli chciałbym na podstawie jednego bełkotu bezpiecznie logować się do różnych usług, mógłbym zręcznie wplatać nazwy tych serwisów do hasła – na przykład „GucPucAjg4twit3”.

Zatem… Nie lękaj się, tylko bezpiecznie zapisuj mocne hasła!

Poziomy GTD inaczej

Czy pamiętasz jeszcze poziomy zarządzania swoim życiem zdefiniowane przez Davida Allena na potrzeby metody GTD (Getting Things Done)? Skrótowo wymieniłem je we wpisie sprzed trzech lat Przeglądy poziomów.

Dziś mam dla ciebie narracyjną wersję tych poziomów, opartą na sześciu czasownikach:

  • WYKONUJĘ działania,
    (poziom 0 („bieżnia życia”) – bieżące działania);
  • dzięki czemu REALIZUJĘ projekty
    (poziom 10 000 stóp – bieżące projekty);
  • i w ten sposób PIELĘGNUJĘ swoje obszary zainteresowania
    (poziom 20 000 stóp – bieżące obszary odpowiedzialności/uwagi);
  • oraz OSIĄGAM wyznaczone cele
    (poziom 30 000 stóp – cele roczne-dwuletnie);
  • tak, że TWORZĘ wymarzone życie dla siebie i swojej rodziny,
    (poziom 40 000 stóp – cele trzy-pięcioletnie);
  • przez co WYPEŁNIAM swoją misję na Ziemi.
    (poziom 50 000 stóp – wizja kariery, sensu i stylu życia).

WYKONUJĘ-REALIZUJĘ-PIELĘGNUJĘ-OSIĄGAM-TWORZĘ-WYPEŁNIAM