Miesiąc: Grudzień 2008

Niestrawna góra spraw

Jedną z podstawowych zasad metody GTD (Getting Things Done) Davida Allena jest spisywanie wszystkich spraw, które przychodzą ci do głowy lub którymi obarcza cię świat. Możesz dostać zawrotu głowy, widząc, ile jest tych spraw, ile trzeba podjąć decyzji i jak wiele jest do zrobienia. Możesz mieć wówczas chęć obwinić GTD o to, że zostałeś przygnieciony tą niestrawną górą spraw.

Tymczasem to proste wyjaśnienie, które tak łatwo uwalnia każdego od odpowiedzialności, jest z gruntu fałszywe. Te wszystkie sprawy i zobowiązania istniały i wisiały już nad tobą, zanim przystąpiłeś do ich spisywania. GTD jedynie zmusiło cię do uczciwej konfrontacji z rzeczywistością. I jest sojusznikiem w tej konfrontacji, ponieważ skłania cię do renegocjacji mniej istotnych zobowiązań na rzecz spraw naprawdę ważnych.

Generalizowanie i etykietowanie

„Człowiek ma po to dwoje uszu i jedne usta, żeby dwa razy więcej słuchał, niż mówił” – powiedział kiedyś ktoś mądry. Tylko jak odsiać ziarno od plew w potoku słów i obrazów, które do ciebie docierają?

Bądź wyczulony na dwa sygnały, które są wskazówkami, że najprawdopodobniej źródło informacji jest tylko mirażem, że nie ma w nim nektaru rzetelnej wiedzy:

  • Generalizowanie – czyli nieuzasadnione budowanie ogólnego obrazu świata na podstawie pojedynczych zdarzeń. Wykrywanie tej pułapki jest stosunkowo proste, ponieważ zwykle słyszysz wówczas takie słowa kluczowe, jak „zawsze”, „nigdy”, „wszędzie”, „nigdzie”, „wszyscy”, „nikt” itp.
  • Etykietowanie – czyli stosowanie efekciarskich przymiotników mających na celu zareklamowanie bądź zdezawuowanie jakiejś sprawy, rzeczy lub osoby. Uważaj szczególnie na ataki personalne, które najdobitniej świadczą o braku rzeczywistych argumentów.

Oczywiście nie powinieneś dyskwalifikować całej wypowiedzi po zauważeniu pierwszej generalizacji lub etykiety, jednak już wtedy powinno zapalić ci się w głowie żółte światło. Jeśli nasycenie pustosłowia nadal wzrasta, przełącz się w tryb ignorowania otrzymywanych z tego źródła informacji.

Pułapka rozwoju

Zakładasz swoją firmę. Odnosisz pierwsze sukcesy, zdobywasz klientów, stać cię na rozwój. Wynajmujesz większy lokal, zatrudniasz pracownika, potem następnego. Zdarzają się trudne chwile, ale firma rośnie jak na drożdżach. Staje się samodzielnym bytem, który pożera coraz więcej twojego czasu. Ale nie jesteś w stanie powstrzymać tego rozwoju. Poza tym odpowiadasz za los ludzi, którzy u ciebie pracują. Stres narasta. Nie masz już czasu na urlop i na przyjemności, które odłożyłeś na później, kiedy zakończysz budowę swojego imperium. Świat zaczyna wirować i budzisz się w szpitalu na oddziale kardiologicznym.

Czy może być inaczej? Tak, istnieją dwie drogi:

  1. Świadomie ogranicz rozwój i oprzyj sukces swojego biznesu na jego unikalności i niszowości.
  2. Pozwól swojemu dziecku (czyli firmie) żyć własnym życiem pod twoją kontrolą.

Wielu przedsiębiorców ma olbrzymie kłopoty z wejściem na tę drugą drogę, ponieważ są przekonani o swojej niezastąpioności, o tym, że sami wszystko zrobią najlepiej. Być może rzeczywiście wiele rzeczy są w stanie zrobić lepiej od swoich pracowników, ale oznacza to, że kiedyś popełnili poważne błędy rekrutacyjne. A w większym przedsiębiorstwie nie da się zrobić wszystkiego samemu.

Pamiętaj! To ty masz mieć firmę, a nie firma ciebie!

Zeżarł mi bułki!

2 bułki

Raz na kilka miesięcy piekarz zagapi się i wtedy wychodzą mu pyszne, brązowe kajzerki. Takie, jakie lubię najbardziej. Zapewne nie są one zgodne z normami. Tylko tym mogę wytłumaczyć fakt, że tak rzadko pojawiają się w moim osiedlowym sklepiku.

Taki cud zdarzył się w sobotę. Czyżby to była sprawka Mikołaja? Kupiłem zatem o dwie bułki więcej niż zwykle. Na śniadanie zjedliśmy pyszne kanapki, a resztę przyjemności odłożyliśmy na później.

Jakież było moje rozczarowanie, kiedy wieczorem okazało się, że mój syn zeżarł wszystkie bułki!

Mam ciocię, która każde wydarzenie – i dobre, i złe – interpretuje jako złośliwy spisek całego świata skierowany przeciwko jej skromnej osobie. Pewnie w takiej sytuacji powiedziałaby: „na pewno zjadł te bułki tylko po to, żeby mi zrobić przykrość”. Współczuję ludziom, którzy wszędzie widzą zło. Mają naprawdę ciężkie życie.

A ja wolę wyciągać pozytywne wnioski z takich wydarzeń. Cieszę się, że mój syn zjadł ze smakiem bułki. Niech mu pójdą na zdrowie. Wiem, że jest dobrym człowiekiem i nieraz gotów był oddać mi ostatni smakowity kąsek. Wobec innych ludzi też staram się wstępnie założyć, że ich intencje są dobre i szlachetne (choć w tym przypadku zachowuję równowagę i jednocześnie stosuję zasadę ograniczonego zaufania).

A ty? Jak byś zareagował, gdyby ktoś zeżarł ci bułki?