Tag: wyciszenie

Medytacja

Wielu ludziom wydaje się, że medytacja to siedzenie na specjalnej poduszce w pozycji lotosu, głębokie oddychanie i powtarzanie w kółko kilku słów lub buczenie niczym transformator energetyczny wysokiego napięcia.

Istnieje wiele stron internetowych opisujących tę jedynie słuszną pozycję i z niezachwianą pewnością siebie głoszących, że pierwszą rzeczą, jakiej trzeba nauczyć się w medytacji, jest „właściwy sposób siedzenia”.

Oczywiście nieskrępowana wygoda ciała i możliwość rozluźnienia poszczególnych mięśni mają duże znaczenie dla skuteczności praktyki medytacyjnej, ale nie są jej warunkiem koniecznym. Medytować można także wtedy, gdy okoliczności wcale temu nie sprzyjają. Na przykład w zatłoczonym autobusie, w kolejce do kasy w hipermarkecie czy podczas zmywania talerzy po obiedzie.

Dlaczego?

Dlatego, że:

Medytacja to nauka bycia swoim własnym, dobrym przyjacielem – przyjacielem, który cię rozumie i akceptuje.

To właśnie do budowania tej przyjaźni niezbędne jest wsłuchiwanie się w swój oddech, zauważanie i odkładanie na bok przelatujących przez głowę myśli oraz skupianie uwagi na poszczególnych częściach własnego ciała.

Wiele dolegliwości trapiących ludzkie ciało i duszę można złagodzić lub całkowicie uleczyć zaprzyjaźniając się z samym sobą.

Zacznij więc już teraz – od piętnastu oddechów. Jeśli nie prowadzisz pojazdu mechanicznego, zamknij oczy i:

  • przez pierwsze trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten dzień.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę godzinę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę chwilę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten oddech.”
  • przez ostatnie trzy oddechy nie myśl już o niczym, tylko poczuj bezgraniczną radość bycia żywą istotą i doceń to, że jesteś w stanie tę radość odnaleźć.

W naturalnym rytmie

Popatrz przez chwilę przez okno albo, jeszcze lepiej, wyjdź na spacer.

Przyjrzyj się uważnie naturze: niebu, ziemi, drzewom, trawie, kamieniom, zwierzętom, wodzie kapiącej z dachu i płomieniom pochłaniającym suche badyle.

Jak sądzisz, czy natura jest zestresowana?

Czy jest przytłoczona ogromem zadań, które ma do wykonania?

Tak wiele obowiązków przed nią, a robi wszystko jakby od niechcenia…

Nie, to tylko pozory. Nie robi niczego od niechcenia. Skupia się na tym, co zapewnia jej cykliczną, zgodną z następstwem pór roku kontynuację istnienia.

Nie spieszy się, ale zawsze zdąża z tym, co najważniejsze. Oczywiście pewne straty są nieuniknione, ale nie stanowią one zagrożenia dla jej trwania i przekazywania życia z pokolenia na pokolenie.

Wszystko to odbywa się we właściwym czasie, zgodnie z rytmem i porządkiem rzeczy wypracowanym metodą prób i błędów przez tysiące lat.

A Ty?

Czy znalazłeś już swój naturalny rytm i porządek rzeczy?

Jeśli nie, nie musisz eksperymentować. David Allen zrobił to za ciebie i wyniki swoich poszukiwań ujął w ramy metody Getting Things Done (GTD).

Spróbuj!

Naprawdę warto!

I nie ma konieczności konsultowania się z lekarzem lub farmaceutą, ponieważ GTD to powrót do natury w czystej postaci!

Ciasto w lodówce

Thich Nhat Hanh to wietnamski mnich buddyjski, jeden z najsłynniejszych popularyzatorów buddyzmu na Zachodzie. Opublikował ponad 100 książek, a ostatnią z nich jest broszurka wielkości dzienniczka szkolnego „Making space: creating home meditation practice” (czyli „Tworzenie przestrzeni dla domowej praktyki medytacyjnej”). Jeśli interesują cię te klimaty, a sądzę, że powinny, na kilkudziesięciu niewielkich stronach znajdziesz wiele wskazówek, jak niewielkim nakładem sił i środków stworzyć w swoim domu lub miejscu pracy przestrzeń duchowego wyciszenia.

Jest też w tej książeczce jeden rozdział niezwykły, luźno związany z jej głównym tematem. Mam nadzieję, że przytoczenie jego fragmentu w ramach BIZNESU BEZ STRESU zachęci cię do zapoznania się z całością.


Ciasto w lodówce

To nie jest ciasto zrobione z mąki i cukru jak biszkopt. Możesz je jeść bez końca i nigdy go nie zabraknie.

Gdy atmosfera w domu się zagęszcza, dzieci lub dorośli kłócą się i na siebie krzyczą, możesz wykorzystać metodę „ciasta w lodówce”, żeby przywrócić harmonię. Po pierwsze weź trzy głębokie wdechy i wydechy, a potem powiedz do osoby, z którą się sprzeczasz (lub do osób, które boczą się na siebie): „Przypomniałem sobie, że mamy ciasto w lodówce”. Nie ma znaczenia, czy rzeczywiście w lodówce jest jakieś ciasto, czy nie.

Tak naprawdę twoje stwierdzenie „mamy ciasto w lodówce” oznacza: „Nie sprawiajmy sobie już dłużej cierpienia”. Ciasto jest świetnym narzędziem pozwalającym ewakuować wszystkich z niebezpiecznej sytuacji. Ktoś musi pójść do lodówki po ciasto (albo po coś innego do zjedzenia), ktoś musi zająć się talerzami i widelcami. Każdy dostaje powód do przerwania waśni i stworzenia sobie przestrzeni do nabrania oddechu. Otwierając lodówkę, żeby wyjąć ciasto, i gotując wodę na herbatę, możesz nadal robić głębokie wdechy i wydechy, aby poczuć się lżej na duszy i na ciele.

Thich Nhat Hanh „Making space” (49-50)


6 zasłyszanych myśli

Oto 6 myśli, które ostatnio zawitały w moich uszach, a które trudno rozdąć do pełnego wpisu, ponieważ są tak celne w swej upiornej zwięzłości:


Każdy problem można rozwiązać w sposób lekki, łatwy i całkowicie błędny.


Trudno jest dowiedzieć się, czego się nie wie.


Intelektualista chce mieć rację, profesjonalista chce być skuteczny.


Współczesne media, w pogoni za oglądalnością, słuchalnością i czytalnością, kierują się następującą zasadą: „Złe wiadomości są lepsze od dobrych wiadomości, a jeśli nie ma złych wiadomości, to zawsze można celebrować rocznicę jakiegoś nieszczęścia.”


Wydawaj pieniądze tam, gdzie spędzasz większość swojego czasu.


Stoisz nad rzeką, patrzysz na rybę i nie czujesz potrzeby, żeby ją złowić. To jest medytacja.


Jak być zawsze szczęśliwym?

Coraz rzadziej zgadzam się z poglądami Leo Babauty, ale jego ostatni wpis „How to Be Happy Anytime” (zenhabits.net) bardzo przypadł mi do gustu. Dlatego, korzystając z tego, że Leo nie ogranicza możliwości upowszechniania jego twórczości, zamieszczam w BIZNESIE BEZ STRESU polską wersję tego tekstu:

Mój przyjaciel Barron spytał mnie ostatnio: „Jeśli mógłbyś się teraz znaleźć w dowolnym miejscu na świecie i robić to, co tylko byś chciał, to co byś wybrał?”.

Odpowiedziałem mu tak: „Jestem zawsze tam, gdzie chcę być i robię to, co chcę robić”.

Dawniej, tak jak większość ludzi, cały czas snułem marzenia o robieniu czegoś innego, rozmyślałem, co będę robił w przyszłości, planowałem zmiany w swoim życiu i z zazdrością czytałem, jak niesamowitymi rzeczami zajmują się inni.

To nie ma sensu!

Niestety takie podejście jest powszechną przypadłością, a przecież, jeśli twoim umysłem rządzi myślenie o tym, co mógłbyś robić, nigdy nie zaznasz szczęścia robiąc to, co właśnie teraz robisz. Będziesz wciąż porównywał się z innymi ludźmi, zapewne siedząc na Twitterze lub Facebooku, i rozpamiętywał, o ile lepsze mogłoby być twoje życie. Nigdy nie zaznasz satysfakcji, ponieważ zawsze znajdziesz coś fajniejszego do roboty.

Natomiast ja przyjąłem ostatnio inną postawę życiową, zamykającą się w stwierdzeniu, że doskonała jest każda czynność, którą wykonuję właśnie w tym momencie. Jeśli piszę blogowy wpis – jest to zdumiewające. Jeśli czytam wpisy innych autorów – jest to interesujące. Jeśli nie robię nic innego, tylko przebywam w towarzystwie swojej rodziny – jest to niesamowite. Jeśli spaceruję po okolicy i wdycham świeże powietrze – jest to piękne.

Nie ma takiej, wykonywanej przeze mnie czynności, która nie byłaby najbardziej niesamowitą rzeczą na świecie. Jeśli robię coś beznadziejnego (a nie przypominam sobie, żeby ostatnio coś takiego mi się przydarzyło), to przyjmuję, że jest to bezcenna lekcja, której udziela mi życie. Przebywanie w towarzystwie kogoś nudnego lub nieznośnego staje się lekcją cierpliwości, empatii lub sztuki lepszego rozumienia bliźnich.

A oto praktyczne przykłady postawy życiowej skupionej na teraźniejszości.

Powiedzmy, że właśnie zmywasz naczynia. Czy nie wolałbyś teraz delektować się wspaniałym posiłkiem lub gawędzić z najlepszym przyjacielem? To z pewnością wspaniałe alternatywy, ale tylko na tyle wspaniałe, na ile ty tak sądzisz. A poza tym te porównania wcale nie są potrzebne. Po co porównywać z czymkolwiek to, co w tej chwili robisz (zmywasz naczynia)? Przecież każda czynność zawsze przegra z czynnością, którą lubisz bardziej! Czy zatem kiedykolwiek zaznasz radości robienia czegokolwiek, jeśli będziesz to nieustannie porównywał z rzeczami, które lubisz bardziej?

Zmywanie naczyń może być równie wspaniałe, jak każda inna czynność, jeśli tak właśnie postanowisz to widzieć. Masz ten czas tylko dla siebie, co już samo w sobie jest piękne. Jeśli spojrzysz uważniej, zmywanie naczyń może być przyjemne. Poczuj mydliny i wodę obmywającą twoje dłonie, zwróć uwagę na kształt i fakturę talerzy, wsłuchaj się w swój oddech i swoje myśli. To twoja medytacja, to cisza, to istota piękna jako takiego.

Możesz to samo podejście zastosować w praktycznie każdej sytuacji. Jedziesz samochodem do pracy? Ciesz się samotnością i możliwością przebywania sam na sam ze swoimi myślami. Albo słuchaj ulubionej muzyki, albo podziwiaj świat, który przesuwa się za oknami pojazdu. Jesteś na zebraniu? Zwróć uwagę, jak ludzie odnoszą się do siebie, postaraj się zrozumieć, jak działa ludzki umysł, postaw się na miejscu pozostałych uczestników spotkania, spróbuj pokochać każdego, niezależnie od tego, kim ten ktoś jest, ćwicz sztukę rezygnacji z oczekiwań w stosunku do bliźnich i w stosunku do sytuacji, w których przychodzi ci się znajdować.

Zawsze odczuwam szczęście robiąc to, co właśnie robię, ponieważ zamiast porównywać to z czymś innym, skupiam swoją uwagę na przeżywaniu tejże czynności. Zawsze odczuwam szczęście będąc w towarzystwie tej osoby, z którą właśnie przebywam, ponieważ uczę się dostrzegać w każdym napotkanym człowieku jego zalety. Zawsze odczuwam szczęście będąc tu, gdzie jestem, ponieważ każde miejsce na ziemi jest na swój sposób cudowne.

Twoje życie będzie żałosne, jeśli wypełnisz je marzeniami o robieniu czegoś innego. A może być wspaniałe, jeśli tylko uświadomisz sobie, że właśnie teraz są najlepsze chwile twojej ziemskiej wędrówki!

Zen w nosie

Świt. Pierwsze promienie słońca rozświetlają mój pokój.

Leżę bez ruchu. Z zamkniętymi oczami. Wiem, że gdybym je teraz otworzył, ujrzałbym nad sobą niemożliwie biały sufit

Jest chłodno, ale już czuję ciepło budzącego się dnia.

Lekko poruszam lewym nozdrzem. Potem prawym i jeszcze raz lewym. Czuję, jak w obydwu dziurkach od ścianek delikatnie odklejają się zaschnięte przez noc zeny. Nie, nie tak duże, żeby utrudniały mi oddychanie, ale wystarczająco wyrośnięte, żeby uznać je za samodzielne byty, które zamieszkały w moim nosie, gdy rzeczywistość stała się snem.

Powoli podnoszę rękę i zbliżam ją do twarzy. Lekko przechylam nos w lewo i w prawo, równomiernie wdychając i wydychając poranne powietrze.

Nieśpiesznie zagłębiam kciuk w lewej dziurce. Nie sprawia mi to bólu, ponieważ mam stosunkowo smukłe palce. Staram się zaczepić paznokciem przyczajonego zena. Pierwsza próba nie przynosi powodzenia. Zagłębiam więc kciuk bardziej i wbijam szpon w twardy brzeg fraktalnej nierówności. Uważnie wyciągam zdobycz i palcem wskazującym chwytam ją w pułapkę.

Z zadowoleniem roluję zena, wyczuwając jego różnorodną konsystencję i fakturę. W jednej, idealnie utoczonej kuli mieszam twardą głowę, elastyczny tułów i lepki, kleisty odwłok intruza oraz sny i mroczne koszmary nocy.

Gdy dzieło jest już gotowe, energicznym ruchem wyrzucam zenowy kokon w kierunku słońca. Czasami, jeśli zrobię to przedwcześnie lub nie wykonam palcami prawidłowego ruchu podkręcającego, skazana na niebyt przeszłość rozmazuje się i przykleja do niecierpliwych opuszków moich palców. Wiem wtedy, że tylko dzięki wytrwałym, codziennym ćwiczeniom osiągnę kiedyś mistrzostwo w swoim fachu. Na razie jestem tylko uczniem.

Wiem też, że to dopiero połowa drogi do pełnego oczyszczenia. Teraz czas na prawą dziurkę…

Upokorzony naród?

Polacy przykręcili do smoleńskiego kamienia tablicę.

Rosjanie ją odkręcili i przykręcili inną.

Polscy politycy stwierdzili, że czynem tym Rosjanie upokorzyli cały Naród Polski.

A ja twierdzę, że upokorzyć można tylko tych, którzy są słabi, podatni na upokorzenie.

Bo upokorzenie to wybór podobnie jak uczucie bycia obrażonym, o czym niedawno pisałem (Nikt nie może cię obrazić).

Upokorzenie to negatywna, pełna wewnętrznego żalu reakcja na czyjeś działanie.

To coś, co wypełnia pustkę w miejscu, gdzie powinno bujnie rozkwitać poczucie własnej wartości.

A zatem, jeśli upokorzony naród, to tylko z własnego wyboru…