Tag: psychologia

Niedostrzeganie

W książce „The Way We’re Working Isn’t Working” Tony’ego Schwartza znalazłem następujące spostrzeżenie spisane przez Daniela Golemana zainspirowanego przez psychiatrę R. D. Lainga:

Zakres tego, co myślimy i czynimy,
Jest ograniczony tym, czego nie dostrzegamy.
A ponieważ nie dostrzegamy tego,
Że nie dostrzegamy,
Niewiele możemy zrobić,
Żeby zmienić ten stan rzeczy,
Dopóki nie dostrzeżemy,
Jak nasze niedostrzeganie
Kształtuje nasze myśli i czyny.

A ty?

Czy dostrzegasz wpływ swojego niedostrzegania na to, co myślisz i robisz?

Spóźnialski optymista

Jestem chory, kiedy zanosi się na to, że spóźnię się na jakieś spotkanie lub uroczystość. Albo gdy zagrożony jest termin wykonania przeze mnie dowolnego zadania. Zawsze staram się być przed czasem i najwyżej zaczekać odrobinę dłużej, niż przybywać na styk i w przypadku wypadku narażać cierpliwość ludzi, z którymi jestem umówiony. Szczycę się tym i uważam takie podejście za jedną z najważniejszych swoich zalet.

Tymczasem z artykułu „Optimistic People All Have One Thing In Common: They’re Always Late” [elitedaily.com] dowiedziałem się, że spóźnialstwo jest wyrazem optymistycznej postawy życiowej. Spóźnialski nie jest przypadkiem beznadziejnym, ale wręcz przeciwnie: osobnikiem pełnym nadziei. Wierzy, że wszystko jakoś się ułoży, że zawsze będzie dobrze, więc nie ma co się tak bardzo przejmować punktualnością.

Muszę powiedzieć, że ta teoria wstrząsnęła mną, podważyła tak pieczołowicie pielęgnowany przeze mnie obraz świata i skłoniła do głębokiej refleksji. Coś w tym musi być, ponieważ analiza zachowania wielu moich znajomych wydaje się potwierdzać związek optymizmu ze skłonnością do ignorowania zegarka. Niektórzy z nich, mimo swojej niestabilności temporalnej, odnieśli olbrzymi sukces zawodowy. Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego. Teraz już wiem!

Oczywiście spóźnialstwo zawszę będzie ci przeszkadzało w realizacji twoich planów życiowych. Ale optymizm, z którego wynika, jest wspaniałym darem mogącym przeważać szalę na twoją stronę.

Powodzenia!

Zajrzyj za kulisy!

Leo Babauta napisał ważny tekst „The Miracle of Suspending Mis-Belief” [zenhabits.net], który pozwoliłem sobie dość dowolnie przetłumaczyć i niniejszym udostępniam.

Czyż nie byłoby cudownie, gdybyś mógł rozpuścić swoje lęki, niepokój, stres, frustrację i złość, tak jak cukier rozpuszcza się w herbacie? I dokonać tego tylko za pomocą niewielkiej zmiany nastawienia?

Być może odpowiedź kryje się w sposobie, w jaki odbieramy filmy wyświetlane na srebrnym ekranie lub w telewizji.

Wczoraj wieczorem oglądałem z dziećmi trylogię „Władca pierścieni” i w pewnym momencie moja 9-letnia córeczka powiedziała, że niektóre sceny ją przerażają. Zacząłem jej tłumaczyć, że przecież to tylko aktorzy i czy to nie zabawne, że się tak poprzebierali, żeby nam opowiedzieć tę historię. Zaglądając z nią za kulisy filmu, próbowałem pomóc jej „rozpuścić” strach, który ją opanował.

Zadziwiające, ale okazuje się, że takie podejście działa również w stosunku do wszystkich innych obaw i nieprzyjemnych uczuć, które na co dzień nas nawiedzają. Wystarczy, że wówczas zajrzymy za kulisy filmu, który wyświetla się w naszej głowie.

Pomyśl tylko: kiedy oglądasz film, nie zaglądasz za kulisy. Wiesz, że to wszystko jest udawane, ale na 90 minut postanawiasz o tym fakcie zapomnieć. Chcesz wierzyć w to, co widzisz. Dzięki temu film może cię poruszyć, wycisnąć twoje łzy, oburzyć, przestraszyć lub przynieść ci satysfakcję przeżywania dramatycznego zwrotu akcji. Czasami jednak narracja cię nie wciąga, aktorzy są nieprzekonujący, a efekty specjalne kiepskie. Wówczas magia kina nie działa i widać tylko kulisy.

W naszym pozakinowym życiu nieustannie wierzymy w filmy, które wyświetlają się w naszych umysłach. Myśląc o czyjejś nieuprzejmości, widzimy opowieść o sobie w roli głównej i o tej drugiej osobie jako „czarnym charakterze”, który wyrządza nam krzywdę. Gdy ktoś nie kocha nas tak, jakbyśmy tego chcieli, wierzymy, że to komedia romantyczna, w której ta druga osoba powinna ulec naszemu urokowi i związać się z nami na dobre i na złe. To dzieje się bez przerwy – cała nasza złość, stres, smutek i depresje wynikają z opowieści o otaczającym nas świecie, które snujemy w swoich głowach.

Tymczasem nie jesteśmy pępkiem świata i to, co się dzieje wokół nas, nie jest tak naprawdę fragmentem „naszej opowieści”. Po prostu „się dzieje”. Bardzo często przypadkowo, ale my, żeby zapanować nad tym chaosem, staramy się przypisać wydarzeniom jakiś logiczny porządek. Tworzymy narracje tam, gdzie ich wcale nie ma. Wydaje nam się, że kimś powodują złe intencje, gdy w rzeczywistości ta osoba tylko snuje swoją opowieść.

Jak sobie z tym poradzić? Tak, jak podczas oglądania filmu. Kiedy przestajemy wierzyć w opowieść i zaglądamy za kulisy, widzimy jedynie ruchome obrazy stworzone z rekwizytów, kostiumów, scenografii, efektów specjalnych, scenariusza, oprawy dźwiękowej oraz innych elementów. Zaczynamy dostrzegać świat X muzy taki, jakim jest, i nie odczuwany już bólu, gniewu czy strachu.

Kiedy dopadają nas negatywne emocje, możemy przestać wierzyć filmowi wyświetlającemu się w naszej głowie, zajrzeć za kulisy i dostrzec rzeczywistość, która tak naprawdę składa się tylko z fizycznych obiektów poruszających się wokół nas. Atomów, cząsteczek, żywych organizmów i ludzi, którzy potrafią mówić i tworzyć. Nie są częścią opowieści – po prostu „są”. Odwiązując się od błędnego przeświadczenia, że to wszystko jest spójną intrygą, możemy pozbyć się związanych z nią obaw, gniewu i frustracji.

Dlatego, gdy jesteś zestresowany, smutny lub zły, nie rób sobie wyrzutów – każdego to dopada. Ale uświadom sobie, że, jeśli tylko zechcesz, możesz przestać wierzyć w spisek rzeczywistości i zajrzeć za jej kulisy.

Zabełtać ludziom w głowach

Biografia głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a zawiera wiele ciekawych informacji, w jaki sposób produkty tej firmy manipulują ludźmi. Oto kilka interesujących cytatów na temat decyzji projektowych podejmowanych w procesie konstruowania pierwszego iMaca:

Jak to ujął Jony, iMac miał być „bezwstydnie plastikowy” – co stało się źródłem pewnych utrudnień. „Nie chcieliśmy, żeby wyglądał tandetnie – wyjaśniał później Jony. – Komputer przystępny od tandetnego dzieli bardzo cienka granica, a nam zależało, żeby wyglądał właśnie przystępnie. W tamtych czasach technologia wciąż odstręczała od siebie olbrzymią liczbę ludzi, więc chcieliśmy im dać jasno do zrozumienia, że iMaca nie trzeba się bać.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 169]

Przezroczystość nadawała wrażenie przystępności, ale projektantom zależało, by uczynić iMaca jeszcze bardziej przyjaznym, więc umieścili na górze obudowy rączkę. Według Jony’ego wcale nie miało to na celu ułatwienia przenoszenia iMaca, tylko stworzenie więzi z użytkownikiem przez zachęcenie go do dotknięcia komputera. Była to ważna, a jednocześnie niemal nieuchwytna innowacja, która miała zmienić sposób podejścia użytkownika do sprzętu komputerowego.

„W tamtych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do obcowania z technologią – tłumaczy Jony. – Nie dotkniesz czegoś, czego się boisz. Mogłem sobie łatwo wyobrazić, że moja mama, na przykład, bałaby się dotknąć iMaca. Dlatego pomyślałem, że gdyby dodać mu rączkę, to dzięki niej pojawiłaby się możliwość nawiązania z nim osobistego kontaktu. To było przystępne, intuicyjne rozwiązanie. Dawało przyzwolenie na dotyk. Poza tym wywoływało wrażenie, że komputer jest w pewien sposób uległy wobec użytkownika”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 171]

„Kiedy projektowaliśmy pierwszego iMaca, naszym celem nie było stworzenie produktu, który będzie wyróżniał się wyglądem, tylko zbudowanie najlepszego zintegrowanego komputera dla odbiorcy masowego. Jeśli przy okazji nabrał on nietypowego kształtu, to najwyraźniej tak miało być. Rzecz w tym, że bardzo łatwo być innym, ale bardzo trudno lepszym”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 172]

Następnie podszedł swobodnym krokiem do piedestału ustawionego na środku sceny i ściągnął czarną płachtę z iMaca, którego obudowa zalśniła w blasku jupiterów. Jobs sprawiał wrażenie, jakby oczekiwał oklasków, jednak widownia – dotychczas podekscytowana – zamarła.

„Jest cały przezroczysty! – ekscytował się Jobs. – Można zajrzeć do środka. Jest taaaki fajny!… A od tyłu prezentuje się lepiej niż inne komputery od frontu”.

W miarę, jak kamerzysta okrążał iMaca, pokazując go z różnych stron, zgromadzona w auli publiczność zaczęła okazywać coraz większe zainteresowanie. „Wygląda, jakby pochodził z innej planety – skonstatował Jobs z dumą, co wywołało falę śmiechu na widowni. – Dobrej planety. Takiej, na której mieszkają lepsi projektanci”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 181]

Brak stacji dysków sprawił, że również i Jony musiał się tłumaczyć. „Nie wiem, jak brzmi najlepsze wytłumaczenie Apple na brak stacji dyskietek – odpowiadał. – Ale mogę powiedzieć, co ja o tym sądzę. Kiedy się rozwijasz, zostawiasz pewne rzeczy za sobą. Stacja dyskietek, i będę bronił tej tezy do upadłego, to naprawdę przestarzała technologia. Wiem, co mówi się na ten temat, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Jeśli robisz krok naprzód i nie napotykasz żadnych tarć, to znak, że zmiana, którą próbujesz wprowadzić, jest dużo mniej ważna, niż ci się wydaje”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 183]