Tag: pisanie

Budda w Niebieskich Dżinsach – podsumowanie

BwND logo

Szczęśliwie dotarliśmy do końca wakacyjnego cyklu wpisów dotyczących nowoczesnego, poetyckiego spojrzenia na buddyzm Zen. Podejścia, które sprawia, że możesz stworzyć sobie oazę wytchnienia w dzisiejszym zagonionym, zagubionym świecie skupionym głównie na pseudosensacjach.

Mam nadzieję, że kilkoro z moich czytelników stało się już Buddami w Niebieskich Dżinsach, a inni są na dobrej drodze.

W ramach podsumowania przygotowałem dla ciebie trzy niespodzianki:

Proszę, czerp radość z dzielenia się tą książką i nagraniami ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi.

Przekazuj je w całości, nie oczekując zapłaty.

Nauczysz się tego siedząc w ciszy.

Uwaga: „Budda w Niebieskich Dżinsach” jest obecnie dostępny tylko w postaci pliku PDF, ponieważ postanowiłem nie przenosić tu poszczególnych wpisów opublikowanych latem 2013 roku.

Gwiazdozbiór psa

Kończę właśnie bestselerową powieść Petera Hellera „Gwiazdozbiór psa”, która reprezentuje postapokaliptyczny nurt współczesnej beletrystyki amerykańskiej, starający się odpowiedzieć na pytanie, co będzie się działo na naszej planecie, gdy jakiś kataklizm wytrzebi prawie całą ludzkość. I jak w takiej sytuacji będą zachowywać się ci, którzy przeżyją?

W przypadku „Gwiazdozbioru psa” cywilizację załatwił śmiercionośny wirus grypy, a główny bohater powieści (Hig) przeżywa rozterki samotności w świecie, w którym każdy nieznajomy może być drapieżnikiem albo, takim samym jak on, zagubionym poszukiwaczem utraconych więzi międzyludzkich.

Ciężko czyta się tę książkę. Nie z powodu tematyki, ale urywanych znienacka zdań i interpunkcji, która często nie poddaje się żadnym zasadom. Ma to, jak sądzę, wywołać w czytelniku poczucie zagubienia podobnego zagubieniu, którego doświadcza Hig.

To niezła książka. Myślę, że zasłużyła na nagrody, którymi została obsypana w Ameryce w 2012 roku.

A oto jeden, wyrwany z kontekstu, cytat:

Straciłem rachubę. Czasu. Może upłynęło pięć, może dziewięć dni. Czas rozciągał się jak miech akordeonu wydając świszczący głęboki dźwięk.

Sucho i coraz cieplej. Z dnia na dzień. Strumień trochę płytszy, trochę mniej wartki, mniej bystry nurt, gasnący wodospad, biała kaskada coraz węższa na kamiennej krawędzi. Strumień jak nastrój. Mniej żywiołowy. Obudziłem się w środku nocy i leżałem w hamaku, wysunąłem stopę ze śpiwora na chłód i wyczułem nagą stopą szorstką ziemię i zacząłem bujać się w przód i w tył. I patrzyłem na gwiazdy pływające w pajęczynie liści. Jak ryby które próbują się przecisnąć przez oka sieci.

Tym właśnie jesteśmy, to robimy: próbujemy się przecisnąć, napinamy sieć, sieć która nie istnieje. Jej węzły trzymają tylko tak mocno jak nasze własne przekonania. Nasz własny strach.

Ha. Przyznaj się: nie masz zielonego pojęcia co robisz, nigdy nie miałeś. Mimo wszystkich sieci na świecie, realnych i nierealnych. Kręciłeś się w kółko w bezładnej migotliwej ławicy płynąc za ogonem ryby przed tobą. W zasadzie. Żywiąc się czymkolwiek co znajdywałeś tam, gdzie akurat byłeś.

[Peter Heller, „Gwiazdozbiór psa”, s. 245-246]

GTD w Łazienkach

Ciepłe, wiosenne słońce delikatnie pieściło moje przymknięte powieki i malowało na nich żółto-czerwone, abstrakcyjne wzory.

Gdzieś w górze ptaki dobierały się w pary i omawiały szczegóły architektoniczne oraz wyposażenie gniazd, które zamierzały w tym roku zbudować.

Po stawie majestatycznie dryfowały białe łabędzie.

TesTeq? – zapytał znienacka głos znikąd.

Powoli otworzyłem oczy i ujrzałem postać, która wydawała się pasować do głosu. Postać zgrabną, odzianą w wiosenną sukienkę, patrzącą na mnie wzrokiem zaciekawionym, acz przyprawionym szczyptą zawstydzenia.

Tak, tu i ówdzie tak mnie nazywają. Skąd mnie znasz? – odpowiedziałem z uśmiechem.

Czytam BIZNES BEZ STRESU. Było tam kilka twoich zdjęć, więc cię rozpoznałam! – postać zaszczebiotała nieśmiało.

Siadaj. To dobry moment, żeby złapać trochę słoneczka – zaprosiłem ją do wspólnego relaksowania się.

Nie wiem, czy powinnam. Mam tyle rzeczy na głowie! Swoją drogą to dziwne, że guru GTD w Polsce może tak sobie po prostu siedzieć w parku na ławce i nic nie robić. Czy to nic-nie-robienie miałeś zapisane na swojej liście Najbliższych Działań? – zapytała ze zdumieniem.

Nie, po prostu przechodziłem tędy i uznałem, że wszystkie inne sprawy mogą poczekać, kiedy nadarzają się tak optymistyczne okoliczności przyrody – wyjaśniłem przymykając oczy.

Ja to bym tak nie mogła. Już się denerwuję, że siedząc tu, zawalam coś ważnego i nawet sama nie wiem co! Jak ty to robisz, że cię to nie stresuje?

Moimi sprawami opiekują się teraz moje listy Projektów i Najbliższych Działań. A ja tymczasem mogę sobie spokojnie z tobą gawędzić.

Jak to? Zawsze bałam się, że jak spiszę wszystko, co mam do zrobienia, to mnie to tak zdołuje, że popadnę w czarną rozpacz i nigdy się z niej nie wygrzebię. Że lepiej jest już nie wiedzieć i się tym stresować, niż wiedzieć i czuć obowiązek wzięcia się za wszystko naraz – przedstawiła mi swoją filozofię.

I w tym tkwi nieporozumienie dotyczące metody Getting Things Done Davida Allena. Listy Projektów i Najbliższych Działań są po to, żeby uwolnić nas od stresu pamiętania. Oprócz tego pokazują jak na dłoni, co musimy, a czego nie musimy robić w danej chwili. To dzięki nim wiem, że mogę teraz bezpiecznie zatopić się w cudownym spokoju Łazienek Królewskich i poświęcić całą swoją uwagę naszej rozmowie.

O, kurczę! To ja zupełnie nie zrozumiałam, że choć listy muszą zawierać wszystko, ja nie muszę tego natychmiast robić! Powinnam tylko je okresowo przeglądać, żeby mój zdrowy rozsądek mógł mi podpowiadać, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie! – wyrzuciła z siebie podniecona.

Mój zdrowy rozsądek podpowiada mi, że dziś wieczorem powinniśmy spotkać się na kolacji i dogłębniej omówić kwestię zainstalowania GTD w twoim życiu. Co ty na to?

Oj… nie wiem… mam tyle do zrobienia… ale… masz rację. Muszę sobie to wszystko spisać i wtedy nie będzie mnie to tak krępowało. Zgoda! – odpowiedziała, uśmiechając się zalotnie.

Co było dalej, jako profesjonalista, nie mogę wam opowiedzieć, ale pamiętajcie:

Spisanie wszystkiego, przemyślenie i sporządzenie list GTD nie ogranicza spontanu. Wręcz przeciwnie, zapewnia ciągłą gotowość na różne niespodzianki i okazje, które niestrudzenie podsuwa nam los.