Tag: marketing

Wikingowie w biznesie

Jak się okazuje, wiele moglibyśmy nauczyć się od Wikingów w dziedzinie wydajności, nowoczesnego zarządzania i doprowadzania spraw do końca.

Pierwszą rzeczą, którą można zauważyć, jest to, że Wikingowie nadawali sobie dobrze brzmiące nazwiska – na przykład Ingvar Daleko-Podróżujący czy Styrbjorn Sterki, Zdobywca Jomsborga. Nikt nie traktowałby poważnie Ingvara Daleko-Podróżującego, gdyby ten nazywał się Jan Kowalski, Młodszy Asystent Księgowy w Dziale Zwolnień. Nazwisko mówi o tobie wszystko. Musisz się postarać, żeby podwładnym kojarzyły się z twoją osobą takie przymiotniki, jak „okrutny” albo „dzikim-wzrokiem-patrzący”. To załatwi część problemów z ludźmi.

Drugą pożyteczną wiedzą, którą posiedli Wikingowie, była umiejętność pozostawania przez długi czas tam, gdzie nie byli mile widziani. W związku z tym można z powodzeniem zaliczyć ich do grona pierwszych konsultantów biznesowych. Pojawiali się niewzywani i nieproszeni, rozkazywali gospodarzom, co ci mają robić, po czym uciekali z całą gotówką. Ponadto Wikingowie byli pionierami w dziedzinie podróży biznesowych i wrogich przejęć.

Po trzecie Wikingowie nosili hełmy wyposażone w rogi i spędzali większość swojego życia na długich, złowrogo wyglądających, drewnianych okrętach. Wbrew pozorom takie postępowanie może mieć zastosowanie również i w dzisiejszych czasach. Wyobraź sobie, jakie wrażenie zrobiłbyś na współpracownikach, którzy – wchodząc do twojego biura – zauważyliby na drzwiach wywieszkę „Sprytny Elmont, Obrońca Północnego Królestwa”, a po ich otworzeniu ujrzeliby ciebie siedzącego w miniaturowej kopii łodzi Wikingów, odzianego w futrzane ubranie i hełm z rogami. Z pewnością nie ośmieliliby się – na prośbę o „Prognozę Sprzedaży w Czwartym Kwartale” – odpowiedzieć na odczepnego „Przygotuję na koniec tygodnia.”

Tylko poważne podejście do pracy pozwoli ci uzyskać poważne rezultaty!

Na podstawie „Viking Productivity”.

Ogłoszenie ślepca

Na schodach przed wejściem do pewnego budynku siedział raz ślepiec. U jego stóp leżał kapelusz na datki, a obok kartka z napisem „Wspomóż biednego ślepca”.

Przechodził tamtędy pracownik agencji reklamowej i zauważył, że kapelusz ślepca jest prawie pusty. Wrzucił parę drobnych i – bez pytania – wziął leżącą obok kartkę. Na jej drugiej stronie napisał nową treść i odłożył na miejsce.

Gdy kilka godzin później wracał, zobaczył, że w kapeluszu jest pełno monet i banknotów. Ślepiec poznał go po brzmieniu kroków i zapytał o treść nowego napisu na kartce, który przyniósł tak wspaniałe rezultaty.

Pracownik agencji reklamowej odpowiedział: „Nie napisałem nic niezgodnego z prawdą, tylko wyraziłem twoje intencje nieco innymi słowami”.

Nowy napis brzmiał:

„Dziś przyszła wiosna, a ja nie mogę jej zobaczyć”.

TesTeq – Krzysztof Wysocki

Kaczka

Jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka, to najprawdopodobniej jest to naprawdę kaczka.

Nie daj sobie wmówić, że jest to niedźwiedź, wielbłąd albo orzeł. Ufaj swoim zmysłom, jeśli wszystkie poszlaki wskazują jednoznacznie, jaka jest rzeczywistość.

Jedynym wyjątkiem są sowy, które nie zawsze są tym, czym się wydają (szczególnie w Twin Peaks).

TesTeq – Krzysztof Wysocki

Błąd! Jestem Fosco.

Właśnie skończyłem lekturę książki Leonie Swann pod tytułem „Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna”. Choć nie znalazłem w niej zaskakujących spostrzeżeń filozoficznych, warto było ją przeczytać. Z tematyką mojego blogu szczególnie koresponduje epizodyczna postać barana o imieniu Fosco – prawdziwego zwierzęcia sukcesu. Owce ze stada George’a Glenna (panna Maple, Biały Wieloryb, Zora i Otello) spotkały go na Konkursie na Najmądrzejszą Owcę. Oto ich pierwsza rozmowa:

Brązowy baran po prawej stronie nerwowo żuł słomę. Panna Maple już miała go o coś spytać, gdy wtem zauważyła, że przygląda się jej inny, gruby i szary.

– Nie jesteście zbyt mądrzy – rzucił z błyszczącymi oczami. – Przychodzicie tu jak na letnie pastwisko. I w ogóle bierzecie udział w konkursie. To niezbyt mądre. – Figlarnie puścił do niej oko.

– Inni też biorą – zauważył Biały Wieloryb.

– Oni też nie są zbyt mądrzy – odparł tamten.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Wieloryb nigdy dotąd nie spotkał barana, który byłby grubszy od niego. Natychmiast poczuł przed nim respekt.

– Ty też tu jesteś – wtrąciła urażona panna Maple; ostatecznie to ona wpadła na pomysł z konkursem. – A jeśli tak, znaczy to, że i ty nie jesteś zbyt mądry.

– Błąd – odrzekł szary baran. – Jestem Fosco. Tamci są tutaj pierwszy raz i nie mają pojęcia, co ich czeka. Wszyscy, oprócz tego nakrapianego barana, bo on bierze udział w konkursie tak długo jak ja. Ale on nic nie kojarzy. Po roku wszystko zapomina. Tylko wariat wystąpiłby tu drugi raz.

– Aha, więc jesteś wariatem, tak? – spytała panna Maple.

– Błąd – odparł tamten. – Jestem Fosco. Udział biorą oni. Ja wygrywam.

A oto sposób, jaki Fosco miał na niezawodne wygrywanie:

Okularnik wszedł na podwyższenie z przepraszającym uśmiechem i zapowiedział kolejnego uczestnika.

– Simon Foster i jego Einstein, którzy bronią tytułu!

– To ja – rzucił Fosco. – Myślą, że mam na imię Einstein – dodał z konspiracyjnym błyskiem w małych oczach, jakby to, że ludzie mylą go z Einsteinem, było jego najsprytniejszym posunięciem.

Pasterz był wysoki, silny i jeszcze grubszy od niego. W jednym ręku miał torbę, drugą trzymał w kieszeni. Spokojnie wyszli na scenę. Jak na swoją tuszę, Fosco poruszał się z zaskakującą lekkością.

Pasterz nie wypowiedział ani jednego słowa. Wyjął z torby butelkę guinessa i dużą szklankę. Napełnił ją i postawił na podłodze. Fosco chwycił szklankę zębami i podniósł ją do góry. Potem odchylił głowę i wypił piwo. Buchnęły oklaski. Fosco postawił szklankę. Pasterz sięgnął do torby po drugą butelkę. Jak dotąd nie wyjął z kieszeni ręki. Wyjął za to trzecią butelkę. Ludzie ryczeli z radości. Przy czwartej butelce wstali z miejsc, skandując:

– Einstein! Einstein!

Piątą butelkę wypił sam pasterz – wciąż nie wyjmując drugiej ręki z kieszeni. Wreszcie wyjął ją i pomachał publiczności obydwiema. Pośród ogłuszającego aplauzu zszedł z podwyższenia i odprowadził pupila na miejsce. Pozostali pasterze patrzyli na niego z zazdrością. Grubas przywiązał Fosca do ogrodzenia obok owiec George’a i usiadł.

– A więc to tak wygrywasz? – spytała panna Maple. – Pijąc?

– Błąd – odparł Fosco. – Pijąc guinessa. Ze szklanki, tak jak oni. Dlatego są przekonani, że to najmądrzejsza rzecz, jaką tylko można zrobić. Dlatego wygrywam. Za każdym razem.

– Przecież to łatwe – powiedziała Zora.

– To kolejny dowód na moją inteligencję – odparł Fosco. – Po co robić coś trudnego, skoro można wygrać, robiąc coś łatwego?

– Ale dlaczego chcesz wygrywać? – spytała panna Maple, teraz już absolutnie pewna, że można się od niego dużo nauczyć.

– Dla piwa, oczywiście – odrzekł Fosco. – Nie słyszałaś, że zwycięzca wygrywa piwo? A potem pokazuje swoją sztuczkę w innych pubach. I znowu dostaje piwo. No i nie zapominaj o wielu tygodniach ćwiczeń przed konkursem. – Błyszczały mu oczy.

Populizm receptą na sukces? Ostatnimi czasy wiele przykładów to potwierdza. Fosco to rozumie. Rozumie także, że aby osiągnąć sukces należy:

  • robić to, co się lubi;
  • robić właściwe rzeczy, a nie bezmyślnie harować, robiąc cokolwiek tylko po to, żeby wykazać swoje zaangażowanie.

TesTeq – Krzysztof Wysocki