Tag: marketing

Umarłeś? Mamy dla Ciebie aplikację!

DEADAPP1

W swoim antyekranowym, antyaplikacyjnym manifeście „The Best Interface is No Interface” Golden Krishna przeciwstawia się panującej obecnie modzie rozwiązywania wszelkich problemów świata przez przylepianie do wszystkiego kolorowych ekranów lub pisanie programiku na smartfon. Jednym z podanych przez niego przykładów jest aplikacja dla zmarłych. Sprytny kamieniarz z firmy Allen Monument Company umieszcza na grobie kod, który można odczytać swoim iPhone’em. Kod ten pozwala automatycznie wejść na stronę internetową poświęconą zmarłemu!

DEADAPP2

Nic mi nie wiadomo o tym, żeby bracia Allenowie, którzy założyli firmę kamieniarską, byli rodziną Davida Allena, tego od metody Getting Things Done. Ale trzeba przyznać, że przedłużyli w nieskończoność „czas życia” swoich klientów. To dopiero osiągnięcie!

DEADAPP3

Firma Allen Monument Company nie żałuje pieniędzy na marketing i reklamę. Już w najbliższych dniach będzie sponsorem lokalnej edycji „Tańca z gwiazdami”. Warto przecież zaistnieć w świadomości wszystkich potencjalnych klientów, nieprawdaż?

DEADAPP5

Zapasowa głowa

Lego Head

W kwietniowym numerze Productive! Magazine znajdziesz jeden z moich najważniejszych artykułów na temat metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. A właściwie na temat tego, czego w tej metodzie nie ma: Zapasowa głowa – brakujący element GTD.

Na zachętę – fragment:

Wydawać by się mogło, że powyższa procedura obejmuje wszystkie rodzaje spraw, które powinieneś wyrzucić ze swojej głowy, aby uwolnić ją od natrętnych myśli krępujących kreatywność. Niestety tak nie jest.

  1. „Naharowałem się przy tym przedsięwzięciu, a szef nawet tego nie zauważył.”
  2. „Ślęczałem nad oprogramowaniem, a moi wspólnicy kupowali sobie samochody służbowe.”
  3. „Czy on mnie jeszcze kocha?”

Te trzy przykłady reprezentują całą klasę myśli kłębiących się w Twojej głowie. Myśli, których metoda GTD nie rozumie, a które skutecznie zagracają Twój umysł. Nie da się ich po prostu wyrzucić, nie warto chować ich do archiwum i, ani teraz, ani później, nie da się ich załatwić.

Przecież nic rozsądnego nie osiągniesz, wpisując na listę Najbliższych Działań „powiedzieć szefowi, żeby mnie pochwalił”, „nawymyślać wspólnikom” albo „spytać, czy mnie jeszcze kocha”. To nie ma sensu.

Co zatem czynić z myślami zrodzonymi z emocji, z którymi nic nie da się zrobić?

Wrzucić do zapasowej głowy!

Stając się Stevem Jobsem

Czytam teraz kolejną książkę („Becoming Steve Jobs: The Evolution of a Reckless Upstart into a Visionary Leader”), której bohaterem jest Steve Jobs. Moim zdaniem jest to najlepsza, jak dotąd, biografia tej złożonej postaci. Już sam tytuł wskazuje, że autorzy – Brent Schlender i Rick Tetzeli – wiedzieli, jak podejść do tematu. Bo istota fenomenu Jobsa polegała na tym, że dostawał od losu kolejne szanse uczenia się na swoich błędach i umiał te okazje wykorzystywać. Jeśli chciałbyś zrozumieć, dlaczego pod rządami Steve’a firma Apple stała się najpotężniejszą marką na świecie, sięgnij po tę książkę. Polecam.

A oto kilka różnorodnych, ciekawych cytatów:

Ed Catmull z firmy Pixar lubi mawiać, że ponieważ nie możesz sterować wyrokami losu, które – dobre, czy złe – i tak staną ci na drodze, najważniejsza jest twoja gotowość do stawienia im czoła.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 647]

Gates miał rację. Akceptacja faktu, że warto płacić za oprogramowanie, doprowadziła do powstania nowej, dynamicznej gałęzi przemysłu. Można postawić tezę, że największym cywilizacyjnym wkładem Gatesa nie był Microsoft, MS-DOS, system operacyjny Windows czy pakiet aplikacji biurowych Office używany przez setki milionów ludzi. Odegrał rolę orędownika idei, że oprogramowanie samo w sobie posiada realną wartość.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1163]

Osobiste zaloty Steve’a w stosunku do Sculleya, wówczas jeszcze prezesa Pepsico, zostały już wielokrotnie udokumentowane. To historia dwóch facetów, z których każdy dostrzegł w drugim dokładnie to, co sam chciał zobaczyć. Facetów przełykających ślinkę na myśl, jak współpraca odmieni ich życie, a później boleśnie się rozczarowujących.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1184]

„Choć wszystkie deklaracje Pana Jobsa na temat zarządzania są całkiem szlachetne i godne, w praktyce jest on okropnym szefem. … Jest sztandarowym przykładem menedżera, który zdobywa uznanie za swoje optymistyczne zobowiązania, a potem zwala całą winę na podwładnych za niedotrzymywanie terminów.” – [Jef Raskin]

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1230]

Na samym początku Steve oświadczył, że jego najważniejszym zadaniem w NeXT jest „stworzenie wspaniałej firmy”. To potencjalnie szlachetne marzenie stało się niedopracowanym, niejasnym i rozpraszającym przedsięwzięciem. Czasami dobre intencje Steve’a prowadziły do głębokiego, intelektualnego samooszukiwania się, kiedy rzeczy trywialne rosły do niebywałych rozmiarów, a sprawy podstawowe były zamiatane pod dywan.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1807]

Steve w NeXT mylił się i znieważał ludzi w takim samym stopniu, jak i na każdym innym etapie swojej kariery. Co więcej, w swoim znieważaniu stosował równouprawnienie. Regularnie wrzeszczał nie tylko na inżynierów, ale i na dyrektorów oraz sekretarki.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1859]

Przepełniała go pewność, że jest w stanie sprzedawać ludziom poczucie odkrywania przez nich ich nieuświadomionych potrzeb pod postacią technologicznych cudeniek. Ta pewność była często uzasadniona. Kiedy uniósł do góry wnętrze komputera NeXT i opisał je jako „najpiękniejszą płytkę drukowaną, jaką kiedykolwiek widział w swoim życiu”, widownia westchnęła, a potem wybuchła aplauzem, mimo że z odległości kilku metrów każda płytka drukowana wygląda tak samo. Klaskano nawet, gdy Steve pokazał trzymetrowy przewód zasilający. Tego dnia poszliby za nim nawet na koniec świata.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1905]

McNealy ze wspólnikami powołał do życia firmę Sun po to, żeby sprzedawać mnóstwo komputerów, służyć klientom i zarobić masę pieniędzy. Steve założył NeXT, ponieważ wściekł się na Johna Sculleya i Apple, ponieważ rozpaczliwie pragnął drugiego aktu przedstawienia i ponieważ czuł się z urodzenia odpowiedzialny za ciągłe zadziwianie świata. Kiedy Steve tworzył NeXT, rzeczywiście istniał nieobsłużony fragment rynku komputerowego do zaatakowania – sukces MaNealy’ego to udowodnił. Ale Steve był wciąż młody, niedojrzały i nie wyobrażał sobie, że w branży komputerowej ktoś oprócz niego może mieć jakiekolwiek znaczenie. Patrzył w lustro, kiedy McNealy wyglądał przez okno, żeby dowiedzieć się, czego naprawdę potrzebuje świat.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1971]

Z głowy

Ukazał się właśnie kolejny numer Productive! Magazine.

Szczerze polecam przejrzenie całości.

Czytelników BIZNESU BEZ STRESU zobowiązuję do uważnego przestudiowania mojego artykułu Z głowy, którego smakowity fragment cytuję na zachętę:

Najboleśniejsza dla przedsiębiorstwa jest sytuacja, gdy szef trzyma całą firmę w swojej głowie. Często dzieje się tak w rozrastających się, małych przedsiębiorstwach, w których założyciel nie ma odwagi podzielić się odpowiedzialnością z kimkolwiek. Po firmie błąka się kilkadziesiąt zagubionych owieczek, raz na jakiś czas mających prawo ujrzeć niewielki fragment układanki, którą tylko wódz ogarnia swoim umysłem.

Niechęć szefa do odkrywania wszystkich tajników biznesu, który stworzył, jest zrozumiała. Przecież zdarzają się rozstania z pracownikami, konkurencja nie śpi, a wiele informacji ma tak istotne znaczenie, że ich ujawnienie oznaczałoby bankructwo.

Istnieją dwie główne przyczyny totalnego chomikowania wiedzy przez założycieli firm:

  1. Zazdrość. Założyciel kocha swoją firmę. Często bardziej niż cokolwiek na świecie. Nawet bardziej niż najbliższą rodzinę. A nie można się dzielić tym, co darzy się tak wielkim uczuciem. Taka miłość jest patologicznie zaborcza i zwykle prowadzi do katastrofy. W krótkim artykule nie sposób podać uniwersalnej metody zwalczania zazdrości, jeśli w ogóle takowa istnieje. To zadanie dla psychoterapeuty lub doradcy życiowego.
  2. Brak zasad. Nie, nie chodzi mi o brak etyki, lecz o zasady klasyfikacji informacji i dyscyplinę w ich stosowaniu. Każdy założyciel firmy ma na początku wszystko w swojej głowie. I to działa, ale tylko do momentu, kiedy organizacja jest stosunkowo niewielka. Gdy liczba pracowników nie przekracza dwudziestu. Potem brak zasad zarządzania informacją prowadzi do chaosu leczonego zatrudnianiem kolejnych osób, które – zamiast być lekarstwem – stają się jedynie pożywką dla choroby toczącej przedsiębiorstwo.