Tag: komunikacja

Turysta XXI wieku

Spotkać TesTeqa na turystycznym szlaku jest trudno. Ostatnie takie zjawisko wystąpiło… w ubiegłym tygodniu. Korzystając ze służbowej okazji zdobyłem Równicę w Beskidzie Śląskim. A oto pouczająca anegdota z tej krótkiej i niezbyt wymagającej wyprawy.

Schodząc ze szczytu, spotkałem pokaźną grupę młodzieży gimnazjalnej, której przewodzili: pan przewodnik w czerwonym swetrze z dumnie błyszczącą na piersi odznaką przewodnika oraz pani nauczycielka. Uczniowie zwartą grupą zajmowali całą szerokość szlaku, słuchając barwnych opowieści specjalisty od spraw gór. Chcąc przedostać się przez ciżbę, powiedziałem „przepraszam” i przemknąłem niemal niepostrzeżenie. Niemal, ponieważ pani nauczycielka zwróciła się do podopiecznych:

– Dzieci przesuńcie się trochę, bo tamujemy ruch.

Na to pan przewodnik odparł:

– A po co? Mogą nas obchodzić.

Przyznam, że wypowiedź ta zmroziła moje serce. W młodości wpojono mi zasadę, że na szlaku, nartostradzie, ścieżce biegowej lub rowerowej należy zatrzymywać się tak, żeby nie przeszkadzać osobom będącym w ruchu. Nie chciałem jednak facetowi robić wstydu przy młodzieży, więc poszedłem dalej. Tymczasem grupa zaczęła podążać za mną, a pan przewodnik zdecydowanie wysforował się do przodu. W tej sytuacji zaczekałem na niego i gdy się zbliżył, zwróciłem mu delikatnie uwagę, że nie powinno się utrudniać ruchu na szlaku i należy z tą zasadą zapoznawać młodych adeptów turystyki.

I tu się zaczęło. Pan przewodnik przyjął moją wypowiedź bardzo osobiście i przeprowadził kontrakt pełną oburzenia salwą nieparlamentarnych argumentów osobistych, szczególnie troszcząc się o stan mojego umysłu.

Zawsze sądziłem, że profesjonalista powinien być otwarty na konstruktywną krytykę… W tym przypadku zawiodłem się bardzo i nie pozostało mi nic innego, jak podziękować panu przewodnikowi za pouczającą rozmowę i pójść w swoją stronę. Z oddali usłyszałem jeszcze pokrzykiwania, że jestem chory i w związku z tym powinienem się leczyć.

Myślę, że wydarzenie to świetnie ilustruje tezę mojego poprzedniego wpisu, że przywódca zawsze daje przykład – czy chce tego, czy nie. W tym przypadku rolę przywódcy pełnił specjalista od spraw gór z odznaką przewodnika. Swoją postawą pokazywał młodym ludziom, jak na szlaku powinien zachowywać się turysta XXI wieku.

Ale czymże jest taka niesmaczna chwila wobec majestatu wielkiej góry od wieków pochylonej nad doliną, którą płynie niepozorny potok zwany przez mieszkańców tej okolicy Wisłą…

Profesjonalne niezgadzanie się z szefem

Oto 6 zasad profesjonalnego niezgadzania się ze swoim szefem:

  1. Nie zgadzaj się z szefem tylko w cztery oczy.
  2. Nigdy nie mów „nie zgadzam się” – wyraź oględniej swoje odmienne zdanie.
  3. Zgłaszanie podczas burzy mózgów pomysłów sprzecznych z poglądami szefa nie jest niezgadzaniem się z nim.
  4. Nie zgadzaj się wcześniej, a nie później.
  5. Nie zgadzaj się podczas planowania, a nie podczas działania.
  6. Niezgadzanie się za plecami szefa, w gronie współpracowników lub osób trzecich, jest nieetyczne i nieprofesjonalne.

Cisza wyborcza

Cisza wyborcza to okres, w którym pod groźbą kary zabroniony jest jakikolwiek sposób agitacji. Z założenia cisza wyborcza ma być czasem, w którym obywatele, po kampanii, mogą zastanowić się, jakiego chcą dokonać wyboru. – Wikipedia

W przeciwieństwie do większości rodaków („59% Polaków uważa, że cisza wyborcza jest potrzebna.” – sondaż SMG/KRC, 2010-06-19) uważam przepis ograniczający agitację wyborczą tuż przed wyborami za totalną i niepraktyczną bzdurę.

Po pierwsze: kto to słyszał, żeby świadomie ograniczać możliwość pozyskiwania informacji osobie, która ma podjąć decyzję wyborczą? Żeby tylko jednej osobie! Wszystkim!

Po drugie: każdy sztuczny zakaz jest źródłem nieporozumień i przedmiotem przewrotnych interpretacji. Czy, na przykład, agitacja w internecie prowadzona za pomocą materiałów wideo umieszczanych w amerykańskim serwisie YouTube jest dozwolona? A jeśli te materiały umieszcza obywatel USA? A co z plakatami wyborczymi naklejonymi przed ciszą wyborczą w miejskim autobusie? Czy jeśli w czasie obowiązywania zakazu autobus wyjedzie na inną trasę niż zazwyczaj, zostaną złamane przepisy (plakaty pojawią się tam, gdzie ich nie było)?

Niezależnie jednak od tego, że pewien element procedury wyborczej mi nie odpowiada, będę głosował. I wierzę, że większość czytelników BIZNESU BEZ STRESU postąpi podobnie.

Wybierzcie większe dobro lub mniejsze zło, ale nie dajcie się wyręczyć i nie rezygnujcie z przysługującego wam prawa. Bo prawo nieużywane, tak jak każdy organ lub obyczaj, zanika i potem jest już tylko żal, zgrzytanie zębów i utyskiwanie, że mądry Polak po szkodzie.

Głosuj! To naprawdę nie boli!