Tag: komunikacja

Zawsze-nigdy, wszędzie-nigdzie, wszyscy-nikt

Jednym z moich wrogów numer jeden…

No nie, wróg numer jeden może być tylko jeden!

Brak logiki jest moim wrogiem numer jeden! ;-)

Tak więc, poza brakiem logiki, jednym z moich głównych wrogów są nieuprawnione uogólnienia. Najbardziej martwi mnie to, że tak łatwo dajemy się na nie nabierać i tak często je sami stosujemy!

  • Zawsze się spóźniasz.
  • Nigdy po sobie nie sprzątasz.
  • Wszędzie kradną, to i ja mogę.
  • Nigdzie nie ma lepszej atmosfery niż w naszej firmie.
  • Wszyscy Szkoci to sknery
  • Nikt mnie nie lubi.

Zdecydowana większość takich uogólnień jest nieprawdziwa.

  • Notorycznemu spóźnialskiemu zapewne nieraz zdarzyło się przyjść punktualnie.
  • Bałaganiarz też czasami potrafi się ogarnąć.
  • Nie wszędzie ludzie kradną.
  • Być może są firmy, gdzie jest jeszcze fajniej niż u nas.
  • Zapewne niejeden Szkot okazał zadziwiającą hojność.
  • Rozejrzyj się dokładnie dookoła siebie. Czy naprawdę nikt cię nie lubi? Czy taka ocena nie jest krzywdząca dla kogoś, komu na tobie zależy, tylko ty tego nie dostrzegasz?

Zatem:

Zawsze i wszędzie pamiętaj, że nigdy i nigdzie wszyscy nie są tacy sami i nikt nie zasługuje na bezpodstawną, krzywdzącą ocenę wynikającą z zaszufladkowania go do wymyślonej naprędce kategorii.

Skuteczna prośba o akceptację

Większość dokonań ludzkości powstaje w wyniku pracy zespołowej. Zadania dzielimy według kompetencji i możliwości wykonawczych poszczególnych realizatorów przedsięwzięcia. W związku z tym często zachodzi konieczność skonsultowania pewnych koncepcji z inną osobą lub uzyskiwania od niej akceptacji konkretnych rozwiązań projektowych. Nierzadko jest to długi i bolesny proces beznadziejnego oczekiwania na odpowiedź lub decyzję – czy to z powodu przepracowania, czy strachu przed odpowiedzialnością, czy zwykłego roztargnienia.

Jak temu zapobiec?

Stosując metodę od dawna wykorzystywaną przez banki i inne instytucje świadczące usługi na podstawie regulaminów, które są załącznikami do zawieranych z klientami umów.

Gdy bank, dostawca energii lub operator telekomunikacyjny zamierza coś zmienić w regulaminie, przesyła ci list z propozycją tej zmiany i informacją, że jeżeli się na nią nie zgadzasz, możesz w terminie 14 dni odstąpić od umowy świadczenia danej usługi. W przeciwnym przypadku – to znaczy, jeśli nie zrobisz nic – zmiana automatycznie wchodzi w życie w proponowanym brzmieniu.

Ty też możesz stosować tę metodę, żeby skutecznie uzyskiwać informację zwrotną od swoich współpracowników. Na przykład tak:

Jarku,
W załączeniu przesyłam Ci projekt naszej nowej strony internetowej, którą zamierzamy uruchomić w najbliższą środę (2016-04-20).
Jeżeli do poniedziałku nie zgłosisz żadnych uwag, dam zielony sygnał działowi IT i zostanie ona wdrożona w proponowanym kształcie.
Pozdrawiam,
Krzysztof

Określając, co się stanie, gdy nie otrzymasz odpowiedzi, jednocześnie mobilizujesz adresata do zastanowienia się nad problemem i definiujesz swoje zachowanie w przypadku braku informacji zwrotnej.

Proste!

Marsjanie i nadludzie

„Przestaliśmy rozmawiać z ludźmi” – tak Platforma Obywatelska zdiagnozowała swoją porażkę w wyborach parlamentarnych. Kurczę blade! A w tym rządzie i tej partii to kto był? Marsjanie? Totalny odlot międzyplanetarny!

Obecny prezydent oparł swoją kampanię wyborczą na spotkaniach ze zwykłymi ludźmi. Głównym przesłaniem medialnym rządu Prawa i Sprawiedliwości jest „rozmowa ze zwykłymi ludźmi” i rozwiązywanie ich problemów. Dobra zmiana sprawiła więc, że Marsjanie przeszli do opozycji, a władzę przejęli nadludzie.

Bo czyż mówiąc „porozmawiam z tobą, zwykły człowieku”, nie sugerują oni, że sami są niezwykli? Czy nie stawiają się na piedestale?

Tymczasem każdy z nas jest na swój sposób niezwykły, a wielu mogłoby łatwo wykazać swoją wyższość nad osobami, które dziwnym zbiegiem okoliczności zostały wybrane lub mianowane na różne stanowiska. Ale nie to jest najważniejsze.

Problem w tym, że ci Marsjanie i nadludzie nie przyjmują do wiadomości tego, iż w państwie demokratycznym są tylko pracownikami zatrudnionymi przeze mnie, przez ciebie i przez wszystkich obywateli do administrowania naszym wspólnym majątkiem i naszymi sprawami. To, z całym szacunkiem dla tego zawodu, tylko zwykli administratorzy, z którymi podpisaliśmy umowy o pracę na czas określony.

Drodzy administratorzy! Nie wyjeżdżajcie mi tu z gadkami o rozmawianiu ze zwykłymi ludźmi, tylko bierzcie się do roboty, za którą wam płacę! Dbajcie o to, żebym miał dobry zwrot z kapitału, który wam powierzam w postaci podatków!

Myślenie i mówienie

„Nastały czasy, kiedy ludzie mówią, co myślą, zamiast myśleć, co mówią.” – tę przemyślaną opinię opublikowałem na Twitterze we wtorek, 15 marca 2016 roku o godzinie 8:06.

Czy oznacza to, że jestem zwolennikiem autocenzury? Zwolennikiem powstrzymywania się od wygłaszania swoich poglądów?

I tak, i nie.

Wolność to wspaniała zdobycz i musimy bronić naszego prawa do korzystania z niej. Ale wolność nierozerwalnie wiąże się z odpowiedzialnością i ma swoje granice wytyczone wolnością innych ludzi.

Dlatego, zanim skorzystasz z wolności słowa, zastanów się, co chcesz osiągnąć, mówiąc to, co mówisz!

Czy każdą twoją myśl warto rozpowszechnić?

Na przykład jesteś na randce z dziewczyną i myślisz: „Ale się spociła pod pachami!”. Czy nadasz temu niewątpliwie prawdziwemu spostrzeżeniu rozgłos? Czy jednak zachowasz je dla siebie? Niestety ostatnio wielu ludzi uważa wytykanie bliźnim ich drobnych potknięć za metodę zaistnienia w swoim środowisku i zdobycia popularności. Nie owijając w bawełnę, powiem, że moim zdaniem jest to żałosne.

Dlatego proszę cię: zawsze się zastanów, czemu ma służyć to, co zamierzasz powiedzieć. Czy chcesz wywołać rechot lub wprawić kogoś w zakłopotanie, udając, że chodzi ci o „prawdę i tylko prawdę”? Czy może jednak chciałbyś, żeby świat po twojej wypowiedzi stał się odrobinę lepszy?