Tag: buddyzm

Mandarynka

Jedną z moich tegorocznych, wakacyjnych lektur była książka „Hardcore Zen” zawierająca przemyślenia Brada Warnera na temat punk rocka, filmów o potworach i prawdy o rzeczywistości. Zdaniem autora sposobem dojścia do tej prawdy jest kwestionowanie wszystkiego – poddawanie świata krytycznej obserwacji, a nie branie czegokolwiek na wiarę. „Dość wciskania kitu!” – jest drogą prowadzącą do życia tu i teraz, choćby owo „tu i teraz” nie zawsze było zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Czy namawiam cię do przeczytania tej książki? Chyba nie, ponieważ arcydziełem literatury z pewnością nie jest. Wystarczy, że przeczytasz poniższy, moim zdaniem najlepszy, jej fragment:

Na świecie jest mnóstwo diamentów, więc jeśli nawet zgubisz ten ulubiony, to możesz ciężko pracować, zarobić mnóstwo pieniędzy i znaleźć taki, który go zastąpi. Z chwilami twojego życia tak nie jest. Kiedy już przeminą, to nigdy nie wrócą. Każda z nich jest najcenniejszą rzeczą w życiu. Nie da się nigdy w sposób znaczący porównać jednej chwili z jakąkolwiek inną. Nie da się w sposób znaczący porównać twojego życia z czyimkolwiek innym. Jakkolwiek bogaty byłby ktoś inny, na jakkolwiek szczęśliwego by wyglądał, jakkolwiek wielkiego doznałby oświecenia, nigdy nie będzie tobą. Nigdy, przenigdy. Tylko ty możesz przeżyć swoje życie.

Moja żona dała mi tego dnia na lunch mikan, coś w rodzaju japońskiej mandarynki, a ja usiadłem przy biurku i zacząłem obierać owoc. Patrzyłem na zdejmowaną skórkę i nagle uderzyło mnie, jak jest piękna. To była mandarynka na swój własny sposób doskonała. Nagle dostrzegłem w pełni jej pomarańczowy kolor, który zdawał się świecić od wewnątrz, jaśniejszy niż światła neonów. Siła jej piękna była niemal bolesna. Widywałem piękne widoki w życiu: zachód słońca nad Pacyfikiem oglądany z zachodniego brzegu Maui, góra Kilimandżaro wznosząca się nad równiną, po której przechadzają się słonie i żyrafy, pełna spokoju godność starych świątyń buddyjskich. Ale w tamtej chwili nic nie równało się tej małej mandarynce, którą trzymałem w ręce. Poczułem niewysłowioną wdzięczność za to, że jestem po prostu sobą, za to, że siedzę przy swoim biurku, że mogę obrać i zjeść mandarynkę. Nikt inny nigdy nie skosztuje tej mandarynki.

[Brad Warner, „Hardcore Zen”, s. 190-191]

Budda w Niebieskich Dżinsach – podsumowanie

BwND logo

Szczęśliwie dotarliśmy do końca wakacyjnego cyklu wpisów dotyczących nowoczesnego, poetyckiego spojrzenia na buddyzm Zen. Podejścia, które sprawia, że możesz stworzyć sobie oazę wytchnienia w dzisiejszym zagonionym, zagubionym świecie skupionym głównie na pseudosensacjach.

Mam nadzieję, że kilkoro z moich czytelników stało się już Buddami w Niebieskich Dżinsach, a inni są na dobrej drodze.

W ramach podsumowania przygotowałem dla ciebie trzy niespodzianki:

Proszę, czerp radość z dzielenia się tą książką i nagraniami ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi.

Przekazuj je w całości, nie oczekując zapłaty.

Nauczysz się tego siedząc w ciszy.

Uwaga: „Budda w Niebieskich Dżinsach” jest obecnie dostępny tylko w postaci pliku PDF, ponieważ postanowiłem nie przenosić tu poszczególnych wpisów opublikowanych latem 2013 roku.

Medytacja

Wielu ludziom wydaje się, że medytacja to siedzenie na specjalnej poduszce w pozycji lotosu, głębokie oddychanie i powtarzanie w kółko kilku słów lub buczenie niczym transformator energetyczny wysokiego napięcia.

Istnieje wiele stron internetowych opisujących tę jedynie słuszną pozycję i z niezachwianą pewnością siebie głoszących, że pierwszą rzeczą, jakiej trzeba nauczyć się w medytacji, jest „właściwy sposób siedzenia”.

Oczywiście nieskrępowana wygoda ciała i możliwość rozluźnienia poszczególnych mięśni mają duże znaczenie dla skuteczności praktyki medytacyjnej, ale nie są jej warunkiem koniecznym. Medytować można także wtedy, gdy okoliczności wcale temu nie sprzyjają. Na przykład w zatłoczonym autobusie, w kolejce do kasy w hipermarkecie czy podczas zmywania talerzy po obiedzie.

Dlaczego?

Dlatego, że:

Medytacja to nauka bycia swoim własnym, dobrym przyjacielem – przyjacielem, który cię rozumie i akceptuje.

To właśnie do budowania tej przyjaźni niezbędne jest wsłuchiwanie się w swój oddech, zauważanie i odkładanie na bok przelatujących przez głowę myśli oraz skupianie uwagi na poszczególnych częściach własnego ciała.

Wiele dolegliwości trapiących ludzkie ciało i duszę można złagodzić lub całkowicie uleczyć zaprzyjaźniając się z samym sobą.

Zacznij więc już teraz – od piętnastu oddechów. Jeśli nie prowadzisz pojazdu mechanicznego, zamknij oczy i:

  • przez pierwsze trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten dzień.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę godzinę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę chwilę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten oddech.”
  • przez ostatnie trzy oddechy nie myśl już o niczym, tylko poczuj bezgraniczną radość bycia żywą istotą i doceń to, że jesteś w stanie tę radość odnaleźć.

Ciasto w lodówce

Thich Nhat Hanh to wietnamski mnich buddyjski, jeden z najsłynniejszych popularyzatorów buddyzmu na Zachodzie. Opublikował ponad 100 książek, a ostatnią z nich jest broszurka wielkości dzienniczka szkolnego „Making space: creating home meditation practice” (czyli „Tworzenie przestrzeni dla domowej praktyki medytacyjnej”). Jeśli interesują cię te klimaty, a sądzę, że powinny, na kilkudziesięciu niewielkich stronach znajdziesz wiele wskazówek, jak niewielkim nakładem sił i środków stworzyć w swoim domu lub miejscu pracy przestrzeń duchowego wyciszenia.

Jest też w tej książeczce jeden rozdział niezwykły, luźno związany z jej głównym tematem. Mam nadzieję, że przytoczenie jego fragmentu w ramach BIZNESU BEZ STRESU zachęci cię do zapoznania się z całością.


Ciasto w lodówce

To nie jest ciasto zrobione z mąki i cukru jak biszkopt. Możesz je jeść bez końca i nigdy go nie zabraknie.

Gdy atmosfera w domu się zagęszcza, dzieci lub dorośli kłócą się i na siebie krzyczą, możesz wykorzystać metodę „ciasta w lodówce”, żeby przywrócić harmonię. Po pierwsze weź trzy głębokie wdechy i wydechy, a potem powiedz do osoby, z którą się sprzeczasz (lub do osób, które boczą się na siebie): „Przypomniałem sobie, że mamy ciasto w lodówce”. Nie ma znaczenia, czy rzeczywiście w lodówce jest jakieś ciasto, czy nie.

Tak naprawdę twoje stwierdzenie „mamy ciasto w lodówce” oznacza: „Nie sprawiajmy sobie już dłużej cierpienia”. Ciasto jest świetnym narzędziem pozwalającym ewakuować wszystkich z niebezpiecznej sytuacji. Ktoś musi pójść do lodówki po ciasto (albo po coś innego do zjedzenia), ktoś musi zająć się talerzami i widelcami. Każdy dostaje powód do przerwania waśni i stworzenia sobie przestrzeni do nabrania oddechu. Otwierając lodówkę, żeby wyjąć ciasto, i gotując wodę na herbatę, możesz nadal robić głębokie wdechy i wydechy, aby poczuć się lżej na duszy i na ciele.

Thich Nhat Hanh „Making space” (49-50)