Głupie? Ale działa!

„Jeśli coś wydaje ci się głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie.” – Mercedes Lackey („Owlknight”)

Najwyższy czas, żeby ta powszechnie stosowana w wojsku i lotnictwie zasada została też skutecznie wdrożona w twoim biznesie.

Bo jak długo można bazować na improwizacji i radosnej twórczości?

Ile razy można odkrywać Amerykę?

Spisany i stosowany system reguł postępowania, standardów i list kontrolnych jest najskuteczniejszą metodą oliwienia organizacyjnych mechanizmów!

Po co?

Żeby samoloty lądowały tyle samo razy, ile startują. Żeby pacjenci nie „wynosili” w sobie żadnych narzędzi chirurgicznych z sal operacyjnych. Żeby pociągi nie zamieniały się w stertę złomu po próbie przejechania zakrętu z naddźwiękową prędkością. I w milionach innych przypadków.

Nie daj się zwieść! Każdy pracownik „wie lepiej” tylko do czasu, aż mleko się rozleje albo maszyna urwie mu rękę. Ale wtedy jest już za późno…

Pamiętaj, że w większości przypadków:

„Jeśli coś wydaje ci się głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie.”

Policz wakacje!

„Jedną z moich ulubionych list, do których mam zwyczaj okresowo zaglądać, jest wykaz ferii i wakacji do wspólnego spędzenia z dziećmi. To nadaje lepszą perspektywę wyborom, których dokonujemy razem z moją żoną.” – parafraza wpisu opublikowanego w serwisie Twitter przez Mike’a Williamsa, Prezesa David Allen Company.

Jeśli zatrzymasz się na chwilę i zastanowisz, łatwo policzysz, że do momentu wejścia twoich dzieci w samodzielną dorosłość masz do zagospodarowania zaledwie kilkanaście letnich i kilkanaście zimowych wyjazdów wakacyjnych. Mniej niż trzydzieści okazji do bezmyślnego przebąblowania dłuższych okresów „wolności” albo spędzenia ich z pełną intensywnością, na jaką stać ciebie i twoją rodzinę.

Możecie przesiedzieć ten czas przed telewizorem lub komputerem albo wylegiwać się na plaży. Ale możecie też zwiedzić ciekawe miejsca, nauczyć się wypalać gliniane garnki, zbudować indiański szałas lub pograć w ping-ponga. Możecie stworzyć wspólną przestrzeń wspomnień, której nie da się zastąpić pieniędzmi, prezentami, telewizją czy internetem.

Podobnie jest z tymi kilkunastoma okresami Świąt Bożego Narodzenia, zanim cynizm i nauka zadadzą śmiertelny cios Świętemu Mikołajowi przynoszącemu dzieciom prezenty z Tesco lub Biedronki.

Jeśli właściwie zadbasz o „bycie razem”, zamiast kupować szczęście na straganach, to i ciebie spotka takie miłe zaskoczenie, jak mnie w minioną sobotę.

Nikt nie spodziewa się Świętego Mikołaja, ale on, mimo to, czasami lubi sprawić niespodziankę!

Święta Inkwizycja

Dżentelmen u Basi

Z okazji imienin Barbary oraz Święta Górników i Artylerzystów zapraszam wszystkich do poczytania miłego mojemu sercu i rozumowi blogu „Przelotnie-pobieżnie-przejściowo” [basiaacappella.wordpress.com] autorstwa Basi A Cappelli.

Niedawno zamieściłem tam świetny komentarz.

Dlaczego świetny?

Bo mój!

Oto on:

„Co do maniery przepuszczania kobiety przez drzwi mam z GOŁA odmienne zdanie: dżentelmen powinien wepchnąć się pierwszy, albowiem gdyż ponieważ może wówczas efektywnie te drzwi udrożnić (otworzyć skrzydło lub wystraszyć nadchodzących z przeciwka pacanów) oraz obadać sytuację za drzwiami, chroniąc damę przed czyhającym niebezpieczeństwem – a to deszczem (rozkłada parasol), a to odchodem ptasim (zręcznie przechwytuje nieczystość do reklamówki), a to spadającym samolotem (gwałtownym rzutem ciała wstecz nakrywa partnerkę), a to zbirem nieogolonym (zręcznie paruje cios i powala napastnika zdobywając serce niewieście).” – TesTeq, 2014-11-27, 09:30

A ty?

Pchasz się pierwszy czy posługujesz się partnerką do otwierania ciężkich drzwi i sondowania zadrzwiowej rzeczywistości?

Koalicje i konsorcja

Jakże piękny byłby świat, gdyby partie polityczne tworzyły koalicje, a organizacje gospodarcze konsorcja po to, żeby realizować wspólne, korzystne dla wszystkich cele. Po to, żeby uzupełniać swoje kompetencje oraz czynić użytek z oczywistych i nieoczywistych synergii. Po to wreszcie, żeby razem zrobić coś pożytecznego, zarabiając przy tym mnóstwo kasy lub przechodząc do historii…

Ach, marzenia…

Coś takiego zdarza się, ale tylko wtedy, gdy główny koalicjant lub konsorcjant jest zdecydowanie silniejszy od pozostałych i ma swoją wizję, do której dopasowuje całą resztę ekipy. Ci słabsi są po prostu przybudówkami lub podwykonawcami.

Niestety bardzo często koalicje i konsorcja służą zupełnie innemu celowi: sparaliżowaniu możliwości działania „partnerów”.

Żeby zablokować realizację programu partii politycznej, czasami lepiej przestać ją zwalczać, zawrzeć z nią koalicję i w ramach tej koalicji, pod sztandarami współpracy i jedności programowej skutecznie sypać piach w tryby.

Podobnie w biznesie – żeby obezwładnić silnych konkurentów, którzy chcą zdobyć to samo duże zamówienie rządowe, wystarczy, szermując hasłami wolności rynkowej, równego traktowania podmiotów i patriotyzmu ogólnego, doprowadzić do powstania wielkiego konsorcjum narodowego. I problem z głowy! Nic nie zostanie zrobione. Niestety kasy na takim blokowaniu nie da się zarobić, ale posiadając inne źródła przychodów, można w ten sposób skutecznie zamorzyć rywali. I o to bardzo często chodzi!

Strzeż się koalicji i konsorcjów!

Chyba że służą twojemu celowi…