Narzekałem, że nie mam butów, dopóki nie zobaczyłem człowieka, który stracił stopy.
Co zrobi adresat?
Najczęściej jest tak: piszesz maila, wysyłasz, czekasz na reakcję, ponaglasz, złościsz się albo cierpisz w milczeniu. Moja licealna nauczycielka geografii, zniesmaczona matołectwem młodzieży, bardzo często pomstowała: „Mówiłam, tłumaczyłam, dyktowałam do brudnopisu i co? I nic!” A może jednak istnieje jakiś sposób na to, żeby zamiast „niczego” efektem twojej komunikacji z innym ludźmi było „coś”? I w dodatku „coś” zbliżone do twoich oczekiwań?
Martwię się, więc jestem
„Martwię się, więc jestem” – tą modyfikacją słynnego stwierdzenia Kartezjusza „myślę, więc jestem” zamierzam przejść do historii. Ale… dlaczego ja – człowiek, który napisał książkę będącą swego rodzaju manifestem przeciwko martwieniu się – głoszę teraz, że obawy związane z przyszłością stanowią istotę człowieczeństwa?
Szanuj swoją firmę
Ten wpis dedykuję wszystkim aktualnym i potencjalnym właścicielom firm. Ludziom, którzy z wielką determinacją walczą o rynkowy sukces, ale często popełniają jeden niewybaczalny błąd: nie szanują swojej firmy. Proponowana przeze mnie metoda uniknięcia tej pułapki nie jest łatwa, ale działa bez pudła. Oto jedno zdanie, które wyjaśnia, na czym ona polega: