W poprzednim artykule „Ja tylko pytam!” napisałem, że bardzo lubię wiedzieć, co z czego wynika i dlaczego. Moja dociekliwość sprawia mi olbrzymią satysfakcję, mimo że bywa uciążliwa dla bliźnich. Trochę ich rozumiem, bo ostatnio uświadomiłem sobie, że te moje poszukiwania jasnych i oczywistych przyczyn wszystkiego są w większości przypadków skazane na niepowodzenie.
Ja tylko pytam!
Mam paskudny nawyk. A może nawet nałóg. Jestem dociekliwy. Uwielbiam rozumieć. Nic mnie tak nie wkurza, jak jakieś zjawisko, którego nie rozumiem. Na przykład spóźnia się pociąg, a mnie bardziej od samego spóźnienia drażni niewiedza, co było przyczyną. Dlaczego uważam, że dociekliwość jest paskudnym nawykiem? Bo denerwuje ludzi!
Skok wzwyż
Nigdy nie wyróżniałem się wzrostem. Początkowo mi to nie przeszkadzało, lecz moja niewysoka, dość pulchna postura zaczęła mi ciążyć – dosłownie i w przenośni – w szóstej klasie szkoły podstawowej. Nie byłem jakąś wielką ofiarą, ale trzecie miejsce od końca pod względem wzrostu nie odpowiadało moim aspiracjom dotyczącym pozycji w klasowej hierarchii. Postanowiłem to zmienić. Nie dokonałbym jednak tego, gdybym nie mógł liczyć na nieustające, kreatywne wsparcie moich rodziców. A było tak…
2001: Odyseja komunikacyjna
Ludzie bardzo często uważają, że wysłanie maila załatwia sprawę. Jeżeli chodzi o ochronienie swojego tyłka, to być może tak jest, choć też nie zawsze. Ale jeśli chodzi o konkretne działanie, samo naciśnięcie przycisku „Wyślij” stanowi tylko początek pięcioetapowego procesu przekazywania komunikatu. Jakie to są etapy?