Kategoria: x-raptularz

Dom nad rozlewiskiem

W niedzielne wieczory, w porze największej oglądalności, za sprawą serialu „Dom nad rozlewiskiem” pierwszy program TVP przenosi swoich widzów w piękne, mazurskie plenery. Nie zajmowałbym was, Drodzy Czytelnicy, tym łatwym do samodzielnego sprawdzenia faktem, gdyby nie bliska mojemu sercu nazwa miejscowości, w pobliżu której toczy się akcja widowiska. To Pasym. Miasto w połowie drogi między Olsztynem a Szczytnem, malowniczo położone nad jeziorem Kalwa. To miejsce, gdzie spędziłem większość swoich wakacji. To miejsce, gdzie po raz pierwszy:

  • złowiłem taaaaką rybę;
  • samodzielnie płynąłem łodzią wiosłową i rowerem wodnym, sterowałem żaglówką i motorówką;
  • alkohol (cherry na winiaku) zaburzył moje poczucie równowagi;
  • stanąłem na desce windsurfingowej;
  • będąc świeżo upieczonym kierowcą, zbyt szybko, lecz na szczęście bez konsekwencji przejechałem nieoczekiwanie ostry zakręt drogi;
  • w blasku zachodzącego słońca wyrzeźbiłem tęczę w fontannie tryskającej spod wodnej narty rozcinającej gładką, przedwieczorną toń;
  • zabrałem dziewczynę na samotny rejs po jeziorze;
  • kupiłem piwo w wiadrze (ach, te okresowe, permanentne niedobory – nawet piwa w butelkach brakowało) i wódkę w restauracji, wyrzucając obowiązkowego śledzika do beczki pełnej śledzików;
  • zmierzyłem się z nieprzeniknioną, bezgwiezdną ciemnością mazurskiego lasu;
  • obszedłem na piechotę jezioro i zrozumiałem, że buty nie muszą być piękne – wystarczy, że będą wygodne;
  • wdrapałem się na „kurhan pod wysokim napięciem” i zobaczyłem, że z góry widać więcej i wiatr wolności przyjemnie rozwiewa tam włosy.

Tak, nie da się zapomnieć takich chwil i niezależnie od tego, jak potoczą się dalsze losy bohaterów serialu, zawsze będę tam widział siebie i wspominał czasy, kiedy wszystko było takie… pierwsze.

Dom Nad Rozlewiskiem - Pasym

Pod dywanem Zbigniewa Hołdysa

W 1987 roku wraz z czterdziestoma tysiącami fanów uczestniczyłem we wspaniałym koncercie grupy Perfect na Stadionie X-lecia w Warszawie. Mimo że 4 lata wcześniej Zbigniew Hołdys ogłosił rozwiązanie zespołu, Perfect wystąpił w swoim znakomitym składzie (Zbigniew Hołdys, Andrzej Nowicki, Piotr Szkudelski, Grzegorz Markowski i Andrzej Urny) i wspaniałej formie. W sobie tylko wiadomy sposób organizatorzy imprezy ściągnęli wojskowe reflektory przeciwlotnicze, które w tych siermiężnych czasach stworzyły niezapomnianą oprawę świetlną koncertu. Energię, którą muzycy wyemitowali wówczas ze sceny, czuję do dziś, mimo że upłynęły 22 lata.

Cóż, czasy się zmieniły, Perfect występuje od 1993 roku bez swojego założyciela (który w międzyczasie zrealizował inne projekty), a na miejscu Stadionu X-lecia powstaje Stadion Narodowy – arena zmagań piłkarzy nożnych. Jedyne, co pozostało, to wspaniałe wspomnienia i poniższy dokument świadczący o tym, że pod dywanem Zbigniewa Hołdysa (i innych członków zespołu) wciąż zalega włochaty fafoł. W 2000 roku nie było żadnego obiecanego, darmowego koncertu grupy dla właścicieli certyfikatów. Choć z prawnego punktu widzenia można się spierać, czy nie zaszła okoliczność usprawiedliwiająca niewywiązanie się zespołu z danej obietnicy (w kwietniu 2000 roku zmarł Andrzej Nowicki), myślę, że w wirze niesnasek i kłótni muzycy po prostu uznali tę kwestię za nieistotną. Czy słusznie? Moim zdaniem nie, ponieważ reputację mamy tylko jedną i każdy powinien o nią dbać, a szczególnie osoby, które czują się powołane do mówienia innym, jak żyć.

Szkoda, że był to czek bez pokrycia. Tymczasem możemy z tej historii wysnuć następujący morał:

Nie rzucaj obietnic na wiatr, bo nie wiadomo, w którą stronę powieje, a ktoś przecież może uwierzyć w twoje słowa i wziąć je za dobrą monetę.

Perfect 2000 awers

Perfect 2000 rewers

Budowniczy Warszawy

Mój Tata budował Warszawę. To było jednocześnie jego pasją, pracą zawodową i celem życia. Chciał, żeby jego ukochane miasto było piękne, miało szerokie, równe ulice, zadbane domy i zielone skwery. Żeby ludziom dobrze się w nim mieszkało. Denerwował się, gdy ze względu na „złożoną sytuację i trudności obiektywne” trzeba było iść na kompromisy, ale wyznawał zasadę, że lepiej starać się coś zrobić, niż siedzieć z założonymi rękami i narzekać.

W dzisiejszych realiach wiele osób powiedziałoby: widocznie miał w tym swój interes. I na nic zdałyby się tłumaczenia, że tym interesem była tylko troska o dobro Warszawy. Szkoda, że obecnie tak trudno jest w to uwierzyć…

Mimo że Mój Tata już odszedł, Warszawa pełna jest miejsc pamiętających jego zaangażowanie i entuzjazm.

Dziękuję Ci, Tato, za pokazanie mi, że praca zawodowa może być pasją, a nie tylko wyczekiwaniem na fajrant, urlop i wypłatę.

WARSZAWA

Partnerstwo dla przyszłości

To, kim jestem i co osiągnąłem w życiu, w olbrzymim stopniu zawdzięczam mojej Mamie. Tacie też, ale z Mamą spędziłem większość swojego dzieciństwa, ponieważ mój Tata przede wszystkim żył swoją pracą. A właściwie swoją pracą i radością z sukcesów swojego syna.

Myślę, że najważniejszym darem, jaki otrzymałem od Mamy, było partnerstwo. Od najmłodszych lat traktowała mnie na tyle poważnie, na ile pozwalały na to moje możliwości intelektualne. Zawsze usiłowała uzyskać moją akceptację dla konkretnych działań, a nie robić coś wbrew mojej woli. W większości przypadków jej talent polityczny zapewniał przyjęcie przeze mnie jej propozycji, ale zawsze miałem satysfakcję z udziału w rodzinnym procesie decyzyjnym.

Innym przejawem tego partnerstwa było aktywne wspieranie moich pomysłów i życiowych eksperymentów. Nie z łaski czy przymusu, ale z autentycznej radości uczestniczenia w moich pierwszych krokach. I ich ubezpieczania. Wiedziałem, że mogę liczyć na konstruktywną krytykę i radę, ale decyzję będę musiał podjąć sam i wziąć za nią odpowiedzialność.

Dziękuję Ci za to, Mamo.

I za to, że pozwoliłaś mi eksperymentować z przyborami do golenia mojego Taty i zrobiłaś to wspaniałe zdjęcie! :-)

Golenie