Kategoria: x-lektury

Działanie i odpowiedzialność

Dziś dwa dodatkowe cytaty z książki „The 12 Week Year: Get More Done in 12 Weeks than Others Do in 12 Months” („12-tygodniowy rok, czyli jak zrobić więcej w ciągu 12 tygodni, niż inni przez 12 miesięcy”) autorstwa Briana P. Morana i Michaela Lenningtona:

Bez wątpienia słyszałeś wielokrotnie, że wiedza to potęga. Ale wiedza jest potęgą tylko wtedy, gdy ją wykorzystujesz. Ludzie latami wchłaniają wiedzę, tylko po co? Wiedza sama w sobie nie przynosi żadnego pożytku, o ile jej posiadacz czegoś z nią nie zrobi. Wspaniałe pomysły też są nic nie warte, jeśli nie zostaną wprowadzone w życie. Liczą się tylko te idee, które ktoś zmaterializował. Możesz być inteligentny, mieć do dyspozycji mnóstwo informacji i wspaniałych pomysłów, znać odpowiednich ludzi, być zdolnym do ciężkiej pracy i obdarzonym wieloma talentami, ale w końcowym rozrachunku liczy się twoje działanie. To ono jest największą przewagą na rynku. Najlepsze firmy i ludzie odnoszący największe sukcesy potrafią działać lepiej od konkurencji. Barierą, która odgradza cię od życia, jakie mógłbyś prowadzić, jest brak konsekwentnego działania. Skuteczne działanie to klucz do wolności. To ścieżka wiodąca do zdobywania tego, czego pragniesz.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 244]

Odpowiedzialność to zdanie sobie sprawy z tego, że zawsze masz wybór; że tak naprawdę w życiu nie ma żadnego przymusu. Przymus to wszystkie te rzeczy, których nienawidzisz, ale jednak robisz, bo musisz. Nie, wcale nie musisz! Wszystko, co robimy w życiu, jest naszym wyborem. Nawet w sytuacjach, gdzie obowiązują jakieś nakazy i zakazy, wciąż masz wybór – ale… jest olbrzymia różnica pomiędzy podejściem „wybrałem” a podejściem „muszę”. Przymus to ciężar – kłopot, który opędzasz jak najmniejszym wysiłkiem. Gdy jednak zdasz sobie sprawę, że w ostatecznym rozrachunku masz wybór, będziesz mógł wykreować diametralnie odmienny scenariusz. Kiedy wybierasz pewne działanie, możesz wykorzystać swoje zasoby i należycie przyłożyć się do wykonania zadania. To postawa dająca znacznie większą siłę przebicia. Jesteś wówczas panem swoich działań – ich rezultatów i konsekwencji.

Odpowiedzialność to nie konsekwencje; to władza.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 837]

12-tygodniowy rok

12 Work Year

Mieliśmy już przebojowy „4-godzinny tydzień pracy” Tima Ferrissa – propozycję, którą uważam bardziej za marketingowy eksperyment niż poradnik prezentujący alternatywny sposób na życie. Oczywiście nie mogę odmówić autorowi popularyzacji wielu pożytecznych wskazówek praktycznych, ale całość nie przystaje do skrzypiącej rzeczywistości. Jak mówi ludowe przysłowie, „pańskie oko konia tuczy”, więc marny los tych, którzy uważają, że wystarczy poświęcać tylko 4 godziny tygodniowo na pilnowanie swoich spraw.

Znacznie lepszą koncepcją z dziedziny manipulacji jednostkami czasu jest 12-tygodniowy rok opisany w książce „The 12 Week Year: Get More Done in 12 Weeks than Others Do in 12 Months” („12-tygodniowy rok, czyli jak zrobić więcej w ciągu 12 tygodni, niż inni przez 12 miesięcy”) autorstwa Briana P. Morana i Michaela Lenningtona.

Tytuł obiecuje dużo i, moim zdaniem, wcale nie stanowi przesady. Bez napinki, sztuczek motywacyjnych, stresu i zmęczenia można zdziałać znacznie więcej, stosując proponowaną przez Morana i Lenningtona metodę zmiany perspektywy czasowej planowania i realizacji swoich zamierzeń.

Zarówno w życiu prywatnym, jak i w pracy zawodowej przywykliśmy do rocznych cyklów planowania i rozliczania kluczowych przedsięwzięć. Wydaje się to rozsądne, jednak nie jest ze względu na ułomności natury ludzkiej. Zobowiązania noworoczne nie działają, a wykonywanie firmowych projektów i budżetów zwykle odbywa się w następującym trybie:

  • pierwszy kwartał: nie dzieje się prawie nic, opóźnienia w skali roku są jeszcze niewielkie, nie ma powodu do niepokoju;
  • drugi kwartał: ktoś bez pośpiechu zaczyna coś robić, ale w dalszym ciągu jest jeszcze masę czasu do końca roku, więc ewentualne zaległości da się bez problemu nadrobić;
  • trzeci kwartał: okres urlopowy sprawia, że o żadnym przyspieszeniu i nadrabianiu opóźnień nie ma mowy – oczywiście z przyczyn obiektywnych i łatwo wytłumaczalnych;
  • czwarty kwartał: to czas, w którym wszyscy biegają jak opętani, pracują po nocach, próbując zrobić przez ostatnie 3 miesiące roku pracę zaplanowaną na 12 miesięcy.

Taka jest rzeczywistość, w jakiej większość z nas działa. Co zatem zrobić? Rozwiązanie nasuwa się samo: planować i rozliczać przedsięwzięcia w okresach kwartalnych czyli trzymiesięcznych czyli 12-tygodniowych (plus jeden tydzień rezerwy na uratowanie się z niekontrolowanego poślizgu lub na zasłużony odpoczynek).

Podoba mi się ten pomysł!

12 tygodni to czas wystarczająco długi, żeby zrobić coś nietrywialnego, i jednocześnie wystarczająco krótki, żeby od początku czuć presję zbliżających się terminów wykonania tygodniowych zadań cząstkowych oraz wcale nie tak odległego terminu końcowego. Sam pomyśl: dziś jest 3 października, a Boże Narodzenie, które nastąpi za 12 tygodni, wydaje się być w zasięgu wzroku! Właściwie to już trzeba zacząć myśleć o prezentach! ;-)

Planuj więc i działaj w rytmie kwartalnym!

Ale przedtem przeczytaj kilka cytatów, które wynotowałem z tej książki:

„Gdy­byśmy ro­bili te wszys­tkie rzeczy, które jes­teśmy w sta­nie zro­bić, wpra­wili­byśmy się w og­romne zdumienie.” – Thomas Edison

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 226]

Większość z nas ma dwa życia: to, które przeżywamy i to, które bylibyśmy zdolni przeżyć.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 229]

„Nie możesz bu­dować re­putac­ji na tym, co za­mie­rzasz zrobić.” – Henry Ford

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 313]

„Całe życie chciałam być kimś. Teraz widzę, że powinnam to sprecyzować.” – Lily Tomlin

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 485]

„Najlepszym wskaźnikiem, jaka będzie twoja przyszłość, jest to, co robisz każdego dnia.”

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 607]

„Uncja działania jest warta tony teorii.” – Ralph Waldo Emerson

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 624]

„Wierzymy w Boga; pozostali muszą przynieść konkrety.” – W. Edwards Deming

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 674]

„Jeśli zatroszczymy się o minuty, lata same sobie poradzą.” – Benjamin Franklin

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 769]

„Najlepszą cechą przyszłości jest to, że nadchodzi dzień po dniu.” – Abraham Lincoln

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 949]

Zachęcające jest to, że niezależnie od przeszłych lub obecnych wyników, możesz zacząć osiągać wspaniałe rezultaty już dziś, wybierając dobre robienie tego, co wiesz, że powinieneś robić. To naprawdę nie jest ani trochę bardziej skomplikowane. W końcu – albo przykładasz się tu i teraz, albo wcale.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 983]

Przyjmij rzeczywistość do wiadomości.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 2332]

Skup się na tym, na co masz wpływ.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 2336]

Pierwsze 20 godzin

Z zainteresowaniem i pewną, nieco naiwną nadzieją przystąpiłem do lektury książki Josha Kaufmana „The First 20 Hours: How to Learn Anything… Fast!” („Pierwsze 20 godzin: Jak zdobyć dowolną umiejętność… pędzikiem!”). Skąd moje pozytywne nastawienie do tej książki? Josh Kaufman jest autorem znakomitego, bestsellerowego podręcznika „The Personal MBA: Master the Art of Business”, który zawiera praktycznie całą, niezbędną w codziennym życiu wiedzę o biznesie, sprzedawaną naiwnym studentom za grube pieniądze na „studiach MBA”.

W „Pierwszych 20 godzinach” autor stawia tezę, że wszystkiego można nauczyć się, podchodząc do sprawy metodycznie i poświęcając na ten cel sumarycznie 20 godzin skupionego wysiłku. W zamierzeniu jego książka ma stanowić antidotum na, spopularyzowany przez Malcolma Gladwella w „Outliers”, pogląd, iż do osiągnięcia mistrzostwa w dowolnej dziedzinie potrzeba 10 tysięcy godzin praktyki. „Do mistrzostwa, być może, tak” – twierdzi Kaufman. – „Ale do przebrnięcia przez początkowe trudności i znalezienia pierwszej satysfakcji wystarczy 20 godzin”.

Posłowie „Pierwszych 20 godzin” zaczyna się tak:

W ciągu jednego roku opanowałem 6 złożonych umiejętności.
Nie jestem geniuszem ani wybrykiem natury. Nie dysponuję specjalnymi talentami. Nie zrezygnowałem z mojej pracy zawodowej. Nie rzuciłem wszystkiego i nie przeniosłem się na drugi koniec świata. Nie odstawiłem na bok mojej rodziny.
Po prostu przeznaczyłem mniej więcej jedną godzinę dziennie na inteligentnie zorganizowane samokształcenie. Umiejętności, które na początku były dla mnie kompletną magią, dawały się ogarnąć po kilku dniach, a często nawet po kilku godzinach. Wszystko polegało na pogrzebaniu w źródłach wiedzy, a następnie poświęceniu 20 godzin na konsekwentne, skupione i staranne ćwiczenia.

I to niestety jest kłamstwo! Nie tylko w konfrontacji z rzeczywistością, ale i w kontekście opisanych w książce sukcesów edukacyjnych autora!

Oto, czego nauczył się Josh Kaufman:

  1. Joga – Josh kupił sobie matę, przez kilka godzin trenował pod okiem znakomitego instruktora i opanował zestaw ćwiczeń, który obecnie może samodzielnie powtarzać w domu. Trudno to uznać za wielki sukces edukacyjny.
  2. Programowanie – Josh samodzielnie oprogramował swoją witrynę internetową, składając w rozsądnie działającą całość dostępne w sieci biblioteki i przykładowe fragmenty kodu. Niewątpliwie, jak na 20 godzin, to duże osiągnięcie, ale… już 10 lat wcześniej, w szkole średniej pisał programy w C++, a także doskonale znał HTML i CSS, jeśli ci to coś mówi.
  3. Pisanie bezwzrokowe – tę umiejętność Josh też już posiadał, zanim postanowił zmienić układ klawiatury ze standardowego QWERTY na ergonomiczniejszy. To był chyba najciekawszy eksperyment, który pokazał, że stosunkowo szybko można oduczyć się starych nawyków i przyswoić nowe.
  4. Gra planszowa go – Josh zapoznał się z regułami tej gry i zdobył pierwszy stopień wtajemniczenia, dzięki czemu przestał przegrywać partie w żenujący sposób. Czy to znaczy, że opanował umiejętność gry w go?
  5. Muzykowanie na ukulele – po 20 godzinach ćwiczeń Josh wystąpił publicznie i zagrał wiązankę utworów opartą na tym samym, 4-akordowym schemacie harmonicznym. Byłbym pełen podziwu, gdyby nie fakt, że w szkole średniej uczył się grać na trąbce, występował w szkolnym chórze i w każdym zespole muzycznym, który formował się w jego pobliżu.
  6. Windsurfing – Josh kupił sobie sprzęt i po kilku godzinach pływania nauczył się nie spadać z deski i w miarę bezpiecznie powracać do brzegu. Oczywiście tylko wtedy, gdy wiatr mu na to pozwolił. :-) Z własnego doświadczenia wiem, że umiejętności związane z równowagą, płynnością i koordynacją ruchu wymagają znacznie więcej wysiłku niż 20 godzin treningu, więc droga autora do ślizgu w strzemionach z zapiętym trapezem będzie jeszcze bardzo długa i mokra. Nie mówiąc już o efektownych zwrotach przez rufę, które są esencją ślizgarstwa.

Podsumowując: umiejętność umiejętności nierówna. Są rzeczy, które w 20 godzin można opanować na nieżenującym poziomie, ale są i takie, które wymagają setek, a nawet tysięcy godzin pracy. Nie ma więc mowy o jakiejś magicznej metodzie, którą da się zastosować do wszystkiego. O czym z przykrością cię informuję.

Ale nie trać nadziei! Jeśli naprawdę coś cię interesuje, to bez problemu wygospodarujesz dowolną liczbę godzin na doskonalenie swoich umiejętności – nierzadko kosztem zarwanych nocy i „zrujnowanego” życia osobistego. Zrujnowanego? Zdaniem kanapowych ciotek być może tak, ale przecież one nigdy w życiu nie poczuły szumu wiatru w rozwianych włosach…

Mandarynka

Jedną z moich tegorocznych, wakacyjnych lektur była książka „Hardcore Zen” zawierająca przemyślenia Brada Warnera na temat punk rocka, filmów o potworach i prawdy o rzeczywistości. Zdaniem autora sposobem dojścia do tej prawdy jest kwestionowanie wszystkiego – poddawanie świata krytycznej obserwacji, a nie branie czegokolwiek na wiarę. „Dość wciskania kitu!” – jest drogą prowadzącą do życia tu i teraz, choćby owo „tu i teraz” nie zawsze było zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Czy namawiam cię do przeczytania tej książki? Chyba nie, ponieważ arcydziełem literatury z pewnością nie jest. Wystarczy, że przeczytasz poniższy, moim zdaniem najlepszy, jej fragment:

Na świecie jest mnóstwo diamentów, więc jeśli nawet zgubisz ten ulubiony, to możesz ciężko pracować, zarobić mnóstwo pieniędzy i znaleźć taki, który go zastąpi. Z chwilami twojego życia tak nie jest. Kiedy już przeminą, to nigdy nie wrócą. Każda z nich jest najcenniejszą rzeczą w życiu. Nie da się nigdy w sposób znaczący porównać jednej chwili z jakąkolwiek inną. Nie da się w sposób znaczący porównać twojego życia z czyimkolwiek innym. Jakkolwiek bogaty byłby ktoś inny, na jakkolwiek szczęśliwego by wyglądał, jakkolwiek wielkiego doznałby oświecenia, nigdy nie będzie tobą. Nigdy, przenigdy. Tylko ty możesz przeżyć swoje życie.

Moja żona dała mi tego dnia na lunch mikan, coś w rodzaju japońskiej mandarynki, a ja usiadłem przy biurku i zacząłem obierać owoc. Patrzyłem na zdejmowaną skórkę i nagle uderzyło mnie, jak jest piękna. To była mandarynka na swój własny sposób doskonała. Nagle dostrzegłem w pełni jej pomarańczowy kolor, który zdawał się świecić od wewnątrz, jaśniejszy niż światła neonów. Siła jej piękna była niemal bolesna. Widywałem piękne widoki w życiu: zachód słońca nad Pacyfikiem oglądany z zachodniego brzegu Maui, góra Kilimandżaro wznosząca się nad równiną, po której przechadzają się słonie i żyrafy, pełna spokoju godność starych świątyń buddyjskich. Ale w tamtej chwili nic nie równało się tej małej mandarynce, którą trzymałem w ręce. Poczułem niewysłowioną wdzięczność za to, że jestem po prostu sobą, za to, że siedzę przy swoim biurku, że mogę obrać i zjeść mandarynkę. Nikt inny nigdy nie skosztuje tej mandarynki.

[Brad Warner, „Hardcore Zen”, s. 190-191]