Kategoria: x-gtd

Syndrom ciężkich czterech liter

Każdy cierpi na tę przypadłość. Ciężkie cztery litery sprawiają, że nie osiągasz swoich celów, nie realizujesz marzeń, a przestrzeń wokół ciebie zarasta bałaganem i pajęczynami.

Te cztery litery to:

  1. D jak decyzyjność. Odkładając decyzje w błahych sprawach, utrzymujesz stałe zamulenie swojego umysłu, które utrudnia ci sprawne działanie.
  2. U jak uległość Mówiąc zbyt często TAK, mówisz NIE swoim prawdziwym planom i dążeniom.
  3. P jak perfekcjonizm. Dążąc do doskonałości w każdej sprawie, nie masz ani czasu, ani siły, żeby wyróżniać się w dziedzinach, na których naprawdę ci zależy.
  4. A jak abnegacja Popadając w skrajność przeciwną do perfekcjonizmu, marnujesz swój potencjał, za pomocą którego mógłbyś uczynić świat choć odrobinę lepszym.

Dobrym lekarstwem na syndrom ciężkich czterech liter jest zasada dwóch minut będąca elementem metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. Zasada ta nakazuje niezwłoczne zabieranie się za sprawy, których załatwienie nie zajmie więcej niż dwie minuty. Dlaczego? Bo nie warto ich zapisywać, ani obciążać swojego umysłu ich pamiętaniem.

Proste?

Proste!

Zatem do dzieła: podnieś z podłogi tę pogniecioną kartkę, którą miesiąc temu bez powodzenia usiłowałeś umieścić w koszu na śmieci!

Zaprawdę powiadam wam…




Dwa miesiące temu na łamach BIZNESU BEZ STRESU rozprawiałem się z często zadawanym pytaniem:

Jakie oprogramowanie jest najlepsze do ogarnięcia się i skutecznego załatwiania spraw?

Jeśli chcesz znać moje zdanie na ten temat, przeczytaj wpis Nozbe.

Natomiast dziś chciałbym zacytować wypowiedź jednego z najbardziej doświadczonych entuzjastów metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena przedstawiającego się na forum GTD jako mcogilvie:

„Prawda jest taka, że nie istnieje idealne oprogramowanie do zarządzania sprawami do załatwienia. Nie dość, że nie ma takiego najlepszego rozwiązania dla wszystkich, to nie istnieje ono także dla każdego z nas. Wymyślałem różne funkcje, które wydawały mi się niezbędne, szukałem narzędzi, które je posiadają, i po chwili całkowicie zmieniałem swoje zdanie na temat ich przydatności. Wyrzucałem pieniądze, traciłem czas i energię, żeby w końcu znaleźć kilka przyzwoitych programów do zarządzania listami GTD i nabrać jeszcze większego szacunku do Davida Allena. Staję więc tu przed Wami, Bracia i Siostry, żeby zaświadczyć, że nie znajdziecie Królestwa GTD nigdzie na świecie – ani w książkach, ani w oprogramowaniu, jest ono bowiem tylko i wyłącznie w Was samych.

Amen.

Na ratunek Może Kiedyś

We wpisie Wysublimowane GTD stwierdziłem:

Moje życie się zmieniło, od kiedy zrozumiałem, że mogę osiągnąć dowolny cel, ale nie mogę osiągnąć ich wszystkich naraz. Sporządziłem więc swoją listę Może Kiedyś, żeby te odłożone na później sprawy mi nie umykały.

Jest to strategiczne spojrzenie na listę Może Kiedyś, która stanowi jeden z filarów metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. Ale listę tę warto również wykorzystywać taktycznie na polu bitwy ze sprawami do załatwienia. Gdy przeważające siły przeciwnika (czyli mnóstwo rzeczy na długiej liście „do zrobienia”) sprawiają, że masz ochotę się poddać i rzucić to wszystko w diabły, zacznij przenosić mniej pilne sprawy na listę Może Kiedyś. Jak długo powinieneś to robić? Aż do momentu, kiedy poczujesz, że masz już przewagą nad przeciwnikiem i znów panujesz nad swoim światem.

Powodzenia!

Gdybym miał więcej czasu…




Ludzie myślą, że gdyby mieli do dyspozycji więcej czasu, to pozbyliby się uczucia przytłoczenia nadmiarem spraw, które mają do załatwienia.

Niestety to tak nie działa. Dodatkowa godzina nie zmniejszy liczby rzeczy, które powinieneś, wypadałoby, mógłbyś lub chciałbyś zrobić.

Znana prawda mówi, że:

Każde praca zajmie ci tyle czasu, ile sobie dasz na jej wykonanie.

Oczywiście na krótką metę jesteś w stanie pokazać, czego możesz dokonać, dysponując dodatkowym wolnym czasem. Na przykład gdy odwołano zebranie, w którym miałeś uczestniczyć, możesz odpowiedzieć na kilka e-maili albo w przypływie twórczego natchnienia napisać parę stron dokumentacji.

Jednak na dłuższą metę wcale nie potrzebujesz większej ilości czasu. Istotą prawdziwej produktywności i sposobem likwidacji uczucia przytłoczenia jest:

  1. Zebranie w jednym miejscu wszystkich spraw, które nękają twój umysł.
  2. Określenie, które z tych spraw nie wymagają natychmiastowego działania.
  3. Skupienie się na realizacji Najbliższych Działań dotyczących tego, co najważniejsze i najpilniejsze.

Do tego właśnie służy metoda Getting Things Done (GTD) Davida Allena.

Tafla wody




W dosłownym tłumaczeniu „Getting Things Done” oznacza „załatwianie spraw”. Jednak to nie załatwianie jak największej liczby spraw jest głównym celem metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. GTD stosują ci, którzy chcą osiągnąć stan Umysłu Jak Tafla Wody. Umysłu, którego nie mącą fale podświadomego niepokoju wynikającego z obawy, że zapomni o czymś ważnym lub przegapi jakiś termin. Umysłu gotowego do kreacji rzeczy nowych i skutecznej reakcji na to, czego nie dało się przewidzieć.

Z okazji śmigusa-dyngusa życzę ci posmakowania takiego właśnie stanu: stanu zrelaksowanej gotowości do działania czyli Umysłu Jak Tafla Wody.

Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu będzie przeczytanie książki Davida Allena. Warto poświęcić kilka godzin, żeby odzyskać pełną moc swojego umysłu!

GTD-Day z Nozbe

GTD Day z Nozbe

Siedem lat temu, 12 marca 2009 roku w San Francisco rozpoczął się GTD-Summit. W pierwszą rocznicę tego niesamowitego wydarzenia proklamowałem 12 marca Międzynarodowym Dniem GTD. Co roku obchodzę to święto pod dwoma hasłami:

  • Happy GTD-Day to you!
    – czyli Szczęśliwego Dnia GTD!
  • Hug your trusted system!
    – czyli Przytul swój zaufany system!

Zaufany system jest podstawą metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. Musisz być w pełni przekonany, że to, co w nim zapisujesz, nigdy nie zginie. Tylko w ten sposób twój umysł może przestać w kółko myśleć o setkach spraw i skupić się na skutecznym załatwieniu pierwszej z nich. A potem następnej i następnej, i następnej…

Tegoroczny GTD-Day miałem zaszczyt i przyjemność obchodzić z Michałem Śliwińskim – twórcą aplikacji Nozbe, która doskonale sprawdza się jako taki właśnie niezawodny, zaufany system GTD.

To było wspaniałe spotkanie i niezwykle inspirująca rozmowa! Zapał Michała i jego spojrzenie na świat są niesamowite: przepełnione energią i chęcią dawania ludziom tego, co im pomaga w życiu. Niezbitym dowodem na to, że Nozbe naprawdę pomaga jest ponad 300 tysięcy zadowolonych użytkowników.

W takim momencie, po osiągnięciu tak olbrzymiego sukcesu wielu przedsiębiorców osiadłoby na laurach i zaczęło odcinać kupony. Inni próbowaliby odkryć metodę, jak wyciągnąć od klientów więcej gotówki, nie dając im nic w zamian.

Tymczasem podejście Michała jest zupełnie inne: wie, że robi coś bardzo użytecznego, wie, że w ten sposób pomaga tysiącom ludzi, i wie, że nie udało mu się jeszcze dotrzeć do milionów tych, którzy nadal zmagają się z życiem i są przytłoczeni swoimi sprawami. Do tych, którzy po prostu nie wiedzą o istnieniu niezawodnego narzędzia do ogarnięcia tego wszystkiego.

Drogi Michale! Stoi przed nami wielkie wyzwanie: sprawić, żeby każdy mógł skutecznie realizować swoje plany. Żeby przejął ster swojego życia, a nie tylko usiłował nie zachłysnąć się wodą za jego burtą! Oby nam się udało!

Szczęśliwego Dnia GTD!

Nozbe

NOZBE3

Często spotykam się z pytaniem:

Jakie oprogramowanie jest najlepsze do ogarnięcia się i skutecznego załatwiania spraw?

Nie chcę nikogo urazić, ale znam inne, równie celne pytanie:

Jaki kolor jest najładniejszy?

Może trochę przesadziłem z tą ironią, ale chciałem w ten sposób podkreślić subiektywny charakter takich ocen. Różnimy się między sobą i każdy z nas ma nieco inne potrzeby i gusta. Jedni zapisują swoje dane w zeszyciku, który codziennie chowają do sejfu, a inni nie widzą nic zdrożnego w korzystaniu z internetowej chmury. Jedni mogą wrzucać do tego samego worka zarówno dane służbowe, jak i prywatne, inni popełniliby w ten sposób wykroczenie. Jedni biegle władają językiem angielskim, inni wolą aplikacje mówiące do nich po polsku.

Dlatego, tak jak nie można kategorycznie stwierdzić, który kolor jest najładniejszy, nie można również wskazać oprogramowania, które będzie idealne dla każdego. Warto zatem popróbować różnych rozwiązań, nie traktując swoich testów ze śmiertelną powagą.

Od czego proponuję zacząć?

Od Nozbe!

Dlaczego?

Ponieważ:

  1. Od 9 lat systematycznie się rozwija.
  2. Ma już ponad 300 tysięcy użytkowników.
  3. Jest polskim programem, który odniósł globalny sukces.
  4. Zespół Nozbe nie „chodzi” do pracy i stanowi żywe świadectwo, że nie trzeba mieć wspaniałego biura, żeby robić wspaniałe rzeczy.
  5. Można za darmo sprawdzić, czy Nozbe to jest „właśnie to”.
  6. Można skorzystać z filmów instruktażowych uczących sprawnego działania.
  7. I wreszcie najważniejsze: znam Michała Śliwińskiego – godnego zaufania człowieka, który stoi za sukcesem Nozbe. Sukcesem, który był możliwy przede wszystkim dlatego, że Michałowi naprawdę zależy!

UWAGA: ten wpis nie jest sponsorowany. BIZNES BEZ STRESU dba o swoją reputację, której filarem są wolne od materialnych pokus, niezależne opinie.

Oznacza to, że nie zarobię ani grosza, jeśli staniesz się klientem Nozbe.

Jedyną osobą, która może na tym zyskać, jesteś ty!