Kategoria: x-a-propos

Kierunkowskaz

Kierunkowskaz to migacz, czyli, jak słusznie prawi Wikipedia, sygnalizator planowanej zmiany kierunku jazdy przez pojazd mechaniczny.

Ja jednak wymyśliłem nowe znaczenie tego wyrazu, odnoszące się do interesującej mnie dziedziny pomyślnego załatwiania spraw i efektywnej realizacji wszelkiego rodzaju przedsięwzięć. Oto ono:

Kierunkowskaz to metoda realizacji przedsięwzięć polegająca na ciągłej weryfikacji, czy kolejne działanie zbliża wykonawcę do założonego celu.

Kierunkowskaz zawsze wskazuje ostateczny cel, a ty, biorąc pod uwagę bieżące uwarunkowania i przeszkody, stawiasz kolejne kroki tak, aby się do niego zbliżać.

Dlaczego nie „kompas”? Dlatego, że kompas pokazuje zawsze północ magnetyczną lub najbliższy magnes, a nie pożądany kierunek wędrówki.

Jest jednak jeden, bardzo ważny warunek poprawnego działania kierunkowskazu: cel musi być precyzyjnie i jasno określony.

Dlaczego kierunkowskaz jest lepszy od szczegółowego planu działania?

Oto przykład piłkarsko-turystyczny, który to zagadnienie świetnie wyjaśnia: załóżmy, że w Warszawie zamierzasz dotrzeć na piechotę z Dworca Centralnego PKP na Stadion Legii. Siadasz nad planem miasta i skrzętnie zapisujesz na kartce następującą trasę: wyjść z Dworca Centralnego i Alejami Jerozolimskimi udać się prosto do Ronda de Gaulle’a (tego z palmą), tam w prawo w Nowy Świat, w lewo w Książęcą, w dół na Powiśle, w prawo w Rozbrat, następnie pod Trasą Łazienkowską w lewo, w ulicę Łazienkowską i już – jesteś na miejscu! Zapisana kartka jest twoim planem działania, który powinien zapewnić ci bezproblemowe dotarcie do celu.

Ale czy na pewno?

Otóż nie. Kartka stanie się bezużyteczna, gdy tylko napotkasz pierwszą, nieoczekiwaną przeszkodę.

Jaką? Na przykład:

  • remont sieci wodociągowej uniemożliwiający przejście;
  • antyrządową demonstrację oburzonych z tego lub innego powodu;
  • galopujące stado kibiców innego klubu piłkarskiego;
  • seksownego tubylca nieobojętnej ci płci…

Pamiętaj, że realizując każde przedsięwzięcie, jednego możesz być pewien: bez wątpienia pojawią się nieoczekiwane przeszkody i problemy, które zmuszą cię do zboczenia ze wstępnie obranej drogi. Jeśli w takiej sytuacji dysponujesz jedynie swoim pierwotnym, doskonałym, acz niezmiennym planem, jesteś zgubiony. Natomiast gdy masz do dyspozycji kierunkowskaz, który zawsze pokazuje aktualny „kierunek na cel”, to łatwo możesz korygować kurs swojego działania i zmierzać tam, dokąd chcesz się dostać.

Dlatego, podejmując się każdego zadania, przede wszystkim precyzyjnie i jasno określ swój cel. Często wymaga to sporo odwagi i uczciwości. Dzięki temu cel ten zostanie silnie „namagnesowany” i twój kierunkowskaz będzie go bezbłędnie namierzał nawet wtedy, gdy zostaniesz zmuszony do zboczenia z drogi, którą na początku uznałeś za optymalną.

Miłych wędrówek z kierunkowskazem!

FEAR

FEAR to angielskie słowo oznaczające STRACH.

Jestem zwolennikiem teorii, że większość ludzkich zachowań, nawet tych z pozoru przepełnionych odwagą, napędzanych jest przez strach.

Czasami rzeczywiście jest się czego bać, jednak w większości przypadków strach ma przysłowiowe „wielkie oczy”.

Dobrze oddaje to angielskie rozszyfrowanie słowa FEAR jako skrótu:

FEAR – False Expectations Appearing Real

czyli

„fałszywe oczekiwania wydające się rzeczywistością”.

Zbyt często masz wrażenie, że jakaś sytuacja, uwarunkowania czy działania innych ludzi zagrażają twojemu życiu i zdrowiu. Tymczasem, jeśli nie jesteś idiotą nagminnie przebiegającym przez jezdnię na czerwonym świetle, masz na co dzień nikłe szanse spotkać się z realnym zagrożeniem. To wyobraźnia płata ci złośliwe figle, podsuwając setki niepomyślnych scenariuszy, które nigdy nie staną się rzeczywistością.

Pamiętaj: jeżeli sam nie będziesz sobie strzelał w stopę, robiąc ewidentne głupoty lub powtarzając wielokrotnie ten sam błąd, świat nie zrobi ci krzywdy. Wręcz przeciwnie, podsunie ci wiele okazji do pożytecznego działania, które pomoże tobie i otaczającym cię ludziom zrealizować wasze zamierzenia.

Zatem… Nie bój nic, większość twoich obaw to tylko iluzja!

Był

Zadzwoniłem do niego w poniedziałek.

Nie odebrał służbowej komórki.

Chciałem, żeby jego firma odesłała nam wypożyczony sprzęt.

Oddzwonił po kilku godzinach i szarym jak mgła głosem powiedział: „Załatwię to”.

Ponieważ od początku roku nie było okazji ani spotkać się, ani nawet porozmawiać telefonicznie, rzuciłem zdawkowe, acz serdeczne: „Zdrowego i dobrego roku!”.

Podziękował i wzajemnie życzył mi tego samego.

Sprzęt przyjechał w piątek – dzień po tym, jak postanowił odejść z tego świata.

Nawet nie wiedziałem, że w sobotę był jego pogrzeb.

Zapewne miał swoje powody.

Zawsze będę go wspominał jako miłego, ciepłego i uczynnego człowieka.

Takiego, jakim sam chciałbym kiedyś być wspominany…

Róbta dzieci?

Gdzie się nie obejrzę, widzę i słyszę „autorytety” wieszczące zagrażającą nam (Polsce, Europie, całej naszej planecie) katastrofę demograficzną.

– Róbta dzieci! – krzyczą nagłówki gazet.

– Bo kto, jak nie one, zarobi na wasze emerytury? – pytają profesorowie.

Już nawet nie chodzi mi o instrumentalne traktowanie naszego potomstwa. Jesteśmy karmieni najidiotyczniejszym i najbezczelniejszym nadużyciem logicznym w historii, będącym podstawą tej demograficznej manipulacji. Otóż:

Spłodzenie i wychowanie dziecka nie jest warunkiem wystarczającym zapewnienia sobie godziwej emerytury!

Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przeobrażenia cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami, doprowadzą do gruntownej przebudowy i zmiany charakteru rynku pracy oraz struktur społecznych.

Komentując wpis „Wykształcona kobieta na wysypisku śmieci w Nairobi” u Torlina [torlin.wordpress.com] (a właściwie wieńczące ten wpis stwierdzenie: „Ale nasuwa się przy tym końcowa myśl, musi się coś na świecie zmienić, aby wykształcona kobieta nie musiała pracować na wysypisku. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, no ale bez przesady.”) napisałem:

Będzie wręcz przeciwnie. Nawoływania do rodzenia i kształcenia dzieci, żeby zarobiły na nasze emerytury, są idiotyzmem. Przetrwają najbogatsi, którzy wynajmą najzdolniejszych, żeby zrobotyzowali cały proces wytwarzania dóbr. Dla reszty pozostaną proste usługi, takie jak supermarketowe kasjerstwo, śmieciarstwo, pielęgniarstwo w domach starców i prostytucja. Dlatego obrazek przedstawiający czytelniczkę na wysypisku śmieci jest precyzyjną, alegoryczną wizją przyszłości.

Moje proroctwo spełni się w każdym kraju, który będzie kultywował durną politykę rozwoju opartego na przyroście pogłowia ludności. A droga prowadząca do sukcesu w XXI wieku jest zupełnie inna! Polega ona na skupieniu całego wysiłku na kształceniu tych „najzdolniejszych, którzy zrobotyzują cały proces wytwarzania dóbr”. I nie, nie chodzi tu o nieludzką, wzorowaną na tradycji spartańskiej, selekcję nowo narodzonych dzieci pod względem ich zdolności. Chodzi o coś znacznie lepszego i mądrzejszego – o przebudowę systemu edukacyjnego tak, aby rozniecał, a nie tłumił dziecięcą kreatywność.

Marzenia…

Znacznie łatwiej jest grać na emocjach przyszłych matek i podsycać ich pragnienie posiadania dziecka pseudoracjonalnymi uzasadnieniami demograficznymi, obietnicami „becikowego” (kto nie chciałby dostać paru złotych ekstra) i wydłużonych urlopów (kto nie chciałby odpocząć od nużącej, rutynowej roboty na rzecz unikalnego zadania, jakim jest ukształtowanie nowego człowieka?).

Znacznie trudniej jest dostosować system edukacji do nowej przyszłości, która gdzieniegdzie jest już obecna.

Gdzie?

Przykładowy argument potwierdzający moją diagnozę społeczną podpowiedział mi sam Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Na stronie Białego Domu [whitehouse.gov] czytamy :

„Remarks by the President at the Daimler Detroit Diesel Plant, Redford, MI”
(…)
Today, Daimler is announcing a new $120 million investment into this plant, creating 115 good, new union jobs building transmissions and turbochargers right here in Redford — (applause) — 115 good new jobs right here in this plant, making things happen.
(…)

Prezydent USA uznał za warte swojej obecności i płomiennego przemówienia utworzenie przez koncern Daimler 115 nowych miejsc pracy w fabryce, która pokryje zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na samochodowe skrzynie biegów i turbosprężarki! Taka jest skala popytu na siłę roboczą w przemyśle wytwórczym! Apple też przenosi produkcję do USA. Politycy mówią, że „wracają miejsca pracy”, ale to nieprawda! Wraca produkcja, zautomatyzowana produkcja, a nie miejsca pracy.

Jaki stąd wniosek?

Chcesz mieć dzieci? Proszę bardzo, to wspaniała sprawa! Ale niech powodem powoływania nowego człowieka na świat nie będą dla ciebie zachęty rządu, kościoła czy kogokolwiek. To twoja decyzja i to ty musisz wziąć odpowiedzialność za przyszłość swoich potomków. Inni są tylko kibicami w tej rozgrywce lub konkurentami – sami walczą o to, żeby to ich dzieci, a nie twoje, zajęły najlepsze miejscówki w ekspresie odjeżdżającym w przyszłość.