Kategoria: x-a-propos

Łap kolejkę, nim odjedzie!

Siedziałem onegdaj na ławce na peronie i czekałem na podmiejską kolejkę, która miała mnie gdzieś tam, gdzieś tam zawieźć. Pociągi zatrzymywały się, wypełniały pasażerami i odjeżdżały w różnych kierunkach.

Wreszcie podjechał ten „mój”. Wstałem z ławki, podszedłem do otwartych drzwi i już po chwili mknąłem w pożądanym kierunku.

Być może w tym momencie poziom twojego zniecierpliwienia przekracza już stan alarmowy i myślisz sobie: „Co to za kolejowe banały zamiast BIZNESU BEZ STRESU?”.

Masz rację!

To banał.

Ale banał zatrważająco powszechny.

Na peronach swojego życia siedzą miliony sfrustrowanych ludzi, którzy z uporem maniaka przegapiają zatrzymujące się przed nimi okazje. I wciąż narzekają na dotykającą ich niesprawiedliwość losu. A mogliby przecież choć raz podnieść swoje cztery litery i wsiąść do pociągu, który zapraszająco otwiera przed nimi drzwi.

A ty?

Czy wytrwale siedzisz, patrzysz i „masz za złe”, czy raczej łapiesz „swoją” kolejkę, nim odjedzie?

Krzywe lustra

Nie próbuj szukać swojego prawdziwego odbicia w opiniach, które wypowiadają na twój temat bliźni.

Dlaczego?

Ponieważ niezależnie od tego, czy są twoimi wrogami, czy przyjaciółmi, czy kieruje nimi zawiść, czy miłość, są tylko krzywymi zwierciadłami. Lustrami powyginanymi przez ich własne doświadczenia życiowe, które z pewnością są inne od twoich. Bo nie dość, że każdy z nas startuje z inną pulą genów determinującą predyspozycje psychiczne i fizyczne, to na dodatek wychowujemy się w innych środowiskach, żyjemy wśród innych ludzi i podążamy własnymi, unikalnymi ścieżkami.

Dlatego słuchaj uważnie, co ludzie mają ci do powiedzenia. Koryguj swoją wiedzę na podstawie faktów, które ci przedstawiają. Bierz pod uwagę ich opinie, ale nigdy nie traktuj ich punktu widzenia jako prawdy absolutnej. Szczególnie wtedy, kiedy z niezmąconą żadnymi wątpliwościami pewnością siebie mówią ci, kim ty jesteś.

Zawsze-nigdy, wszędzie-nigdzie, wszyscy-nikt

Jednym z moich wrogów numer jeden…

No nie, wróg numer jeden może być tylko jeden!

Brak logiki jest moim wrogiem numer jeden! ;-)

Tak więc, poza brakiem logiki, jednym z moich głównych wrogów są nieuprawnione uogólnienia. Najbardziej martwi mnie to, że tak łatwo dajemy się na nie nabierać i tak często je sami stosujemy!

  • Zawsze się spóźniasz.
  • Nigdy po sobie nie sprzątasz.
  • Wszędzie kradną, to i ja mogę.
  • Nigdzie nie ma lepszej atmosfery niż w naszej firmie.
  • Wszyscy Szkoci to sknery
  • Nikt mnie nie lubi.

Zdecydowana większość takich uogólnień jest nieprawdziwa.

  • Notorycznemu spóźnialskiemu zapewne nieraz zdarzyło się przyjść punktualnie.
  • Bałaganiarz też czasami potrafi się ogarnąć.
  • Nie wszędzie ludzie kradną.
  • Być może są firmy, gdzie jest jeszcze fajniej niż u nas.
  • Zapewne niejeden Szkot okazał zadziwiającą hojność.
  • Rozejrzyj się dokładnie dookoła siebie. Czy naprawdę nikt cię nie lubi? Czy taka ocena nie jest krzywdząca dla kogoś, komu na tobie zależy, tylko ty tego nie dostrzegasz?

Zatem:

Zawsze i wszędzie pamiętaj, że nigdy i nigdzie wszyscy nie są tacy sami i nikt nie zasługuje na bezpodstawną, krzywdzącą ocenę wynikającą z zaszufladkowania go do wymyślonej naprędce kategorii.

Macierzyństwo i kariera

Ten trudny temat nurtuje mnie od dawna: co zrobić, żeby kobiety mogły, bez szkody dla swojej kariery zawodowej, poświęcać się macierzyństwu? Nie ma chyba lepszego momentu, żeby zastanowić się nad tą kwestią, niż okres pomiędzy Dniem Matki a Dniem Dziecka.

Dla większości kobiet macierzyństwo, czyli urodzenie i wychowanie dzieci, staje się na pewnym etapie życia jego esencją. Niepodważalnym priorytetem, największą pasją i najważniejszym elementem codzienności. Dla kochających matek dobro ich dzieci jest zawsze na pierwszym miejscu w natłoku spraw, które mają do załatwienia. I to jest piękne.

Jednocześnie wiele kobiet pragnie rozwijać się także w innych dziedzinach i osiągać sukcesy w swojej pracy zawodowej. Napotykają jednak na barierę, którą uważają za dyskryminację w świecie biznesu opanowanym przez szowinistycznych, samolubnych samców alfa. Powszechny jest postulat mówiący, że na takim samym stanowisku kobieta powinna otrzymywać takie samo wynagrodzenie co mężczyzna.

I ja ten postulat w pełni popieram, o ile efekty pracy kobiety i mężczyzny na tym stanowisku są identyczne.

Tak powinno być!

Jest tylko jedno „ale”: czy rzeczywiście kobieta, dla której wspaniałym priorytetem jest macierzyństwo, może w równym stopniu poświęcić się pracy zawodowej co mężczyzna, którego organizm nie jest zmęczony ciążą, połogiem i nocnymi karmieniami, którego nie absorbuje kolor zawartości pieluch, i który nie musiał na wiele miesięcy rozstać się ze swoją profesją. Kobieta ma usprawiedliwione powody, żeby czasami być mniej dyspozycyjną i mniej wydajną od mężczyzny.

W dzisiejszych czasach im wyższe stanowisko zajmujesz, tym większa jest potrzeba twojego osobistego zaangażowania oraz utrzymywania stałego i niezawodnego kontaktu z klientami i współpracownikami. Sprzątaczka, kasjerka czy salowa (z całym szacunkiem dla tych zawodów) są wynagradzane za sumienność w wykonywaniu swojej pracy. Relacje międzyludzkie nie mają tu tak dużego znaczenia w budowaniu pozycji zawodowej.

Sprawa przedstawia się inaczej w przypadku członkiń zarządów, redaktorek prowadzących w wydawnictwach czy opiekunek klienta w bankach. Sukces na tych stanowiskach polega na niezawodnym reprezentowaniu interesów pracodawcy wobec osób, z którymi należy nawiązać trwałą nić porozumienia. Zmiana priorytetów życiowych bardzo często powoduje kilkumiesięczną nieobecność członkini zarządu, brak odpowiedzi redaktorki na wysyłane do niej e-maile czy przegapianie ciekawych propozycji inwestycyjnych przez opiekunkę klienta banku.

Czy w takich przypadkach możemy nadal mówić o równoważnych efektach pracy kobiety i nieabsorbowanego obowiązkami rodzinnymi mężczyzny? Niestety nie.

Jako rozwiązanie tego problemu często podaje się postulat reorganizacji pracy firm, wydawnictw, banków itp. tak, żeby stały się przyjaźniejsze dla macierzyństwa. Niestety w dzisiejszym świecie na rynku zawsze wygrywa ten, dla kogo to biznes jest priorytetem, a nie pielucha i godziny karmienia rozkosznego maluszka…

Powiem szczerze: nie potrafię znaleźć generalnego rozwiązania tej kwestii.

A ty?

Co o tym sądzisz?

Czy widzisz jakąś konstruktywną, rynkową możliwość pogodzenia macierzyństwa z aspiracjami zawodowymi kobiet bez uszczerbku dla konkurencyjności zatrudniających je firm?