Pomoc przez nic-nie-robienie

Bardzo często rodzice wyręczają dzieci, a szefowie pracowników. Najpierw zlecają im wykonanie jakiegoś zadania, a potem, widząc, że zleceniobiorcy sobie nie radzą, wyręczają ich albo wyznaczają kogoś innego, żeby „dokończył”. „Dokończył” coś, co być może w ogóle nie zostało zaczęte. To wyręczanie wydaje się pragmatyczne, bo przecież posuwa sprawy do przodu, ale na dłuższą metę utrwala postawę nieodpowiedzialnej bezradności u dzieci i u podwładnych. Jak zatem postępować? Co robić?

NIC!

To znaczy nie do końca NIC. NIC w zakresie realizacji danego zadania. Natomiast odpowiednio dużo, żeby pomóc dziecku lub podwładnemu samodzielnie osiągnąć oczekiwany rezultat.

Nic-nie-robienie, czyli niewyręczanie, to klucz do skutecznego delegowania zadań i klucz do rozwoju osób, którym te zadania są powierzane. Tylko samodzielne, acz wspierane przez rodzica lub szefa wykonywanie pracy, uczy skutecznego stawiania czoła opornej rzeczywistości.

Niedawno Instagram podsunął mi zlepek klipów wideo pokazujących, jak trenerzy asekurują ewolucje młodych akrobatów. Nie trzymają ich cały czas za rączki i nóżki, tylko uważnie obserwują, co się dzieje, i w razie czego w ostatniej chwili łapią dzieciaka, żeby sobie nie skręcił karku.

Tak naprawdę to tytułowe nic-nie-robienie powinno być czujną asekuracją, która polega na oddawaniu dzieciom i podwładnym pola do nieskrępowanego działania, a potem nienachalnym wspieraniu ich i czuwaniu, żeby nie stała im się (i otoczeniu) jakaś krzywda.

2 myśli w temacie “Pomoc przez nic-nie-robienie

  1. I ostatnia faza – pozwolić walnąć o glebę; oczywiście w przypadku, kiedy to nie jest ostatnie walnięcie.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.