Masz dobry pomysł. Trochę specjalistyczny, więc twój szef nie do końca ogarnia jego zalety. Ale wiesz, że ten pomysł będzie korzystny dla firmy i jeśli zostanie zrealizowany, okryje chwałą i obsypie gradem monet zarówno ciebie, jaki i twojego szefa. Co powinieneś zrobić? Zastosuj metodę słynnego fizyka Michaela Faradaya.
Działo się to w czasach wiktoriańskich. W Instytucie Królewskim w Londynie Michael Faraday demonstrował dostojnej publiczności związek między magnetyzmem a elektrycznością – zależność, którą obecnie nazywamy prawem Faradaya. Na pokazie obecny był ówczesny premier Wielkiej Brytanii William Gladstone. Osiągnięcia słynnego naukowca zrobiły na nim duże wrażenie, ale nie byłby rasowym politykiem, gdyby nie spytał, czy z tego „wynalazku” może wyniknąć coś praktycznego. Niewiele się zastanawiając, Faraday odpowiedział z kamienną twarzą: „Tak, sir. Przyjdzie taki dzień, że Rząd Jej Królewskiej Mości to opodatkuje”.
W gruncie rzeczy skuteczność „metody Faradaya” nie powinna nas dziwić. Wszak dobry marketing polega na mówieniu językiem korzyści dla klienta, a nie zalet produktu. Tak właśnie zrobił wielki uczony!
Wiąże się z tym jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: wszyscy są twoimi klientami. Nie tylko ci, którzy coś od ciebie kupują, ale również twój bezpośredni szef, jego szef, akcjonariusze, twoi współpracownicy i nawet twoi podwładni. Im też musisz umiejętnie sprzedawać – może nie produkty, ale idee, żeby mogły zostać wdrożone ku chwale twojej i wszystkich zainteresowanych. Musisz przyciągnąć ich magnetyzmem korzyści, żeby wzbudzić w nich elektryzujący zapał. Okazuje się, że Faraday był nie tylko świetnym fizykiem i chemikiem, ale również marketingowcem!