Ludzie dzielą się na dwie grupy: jednym metoda Getting Things Done (GTD) Davida Allena odmieniła życie, a u drugich „nie działa”. Podczas dyskusji na forum GTD Connect jeden z członków tej społeczności naprowadził mnie na zadziwiająco proste wyjaśnienie, dlaczego sporo osób ma trudności z GTD. Człowiek ten napisał, że przestał „walczyć” z GTD, kiedy zaakceptował, że jest to metoda odmieniająca życie. Brzmi marketingowo, nieprawdaż? Ale jak się zastanowić, to stwierdzenie wyraża znacznie głębszą prawdę…
Bo co to znaczy, że GTD odmienia życie? Wiele osób oczekuje, że po przeczytaniu książki Davida Allena ich problemy same się rozwiążą, a sprawy, które nad nimi wiszą miesiącami, same się załatwią. Sporządzają listy tych spraw i… po miesiącu stwierdzają, że nic się nie zmieniło. Mają tyle samo do roboty, co przedtem, i w dodatku muszą się zajmować jakimiś durnymi listami Najbliższych Działań i Projektów. Zrobiony po dwóch miesiącach Przegląd Tygodniowy przelewa czarę goryczy i utwierdza ich w przekonaniu, że oni są OK, choć zabiegani i zestresowani, a GTD do luftu.
Tymczasem stwierdzenie, że GTD odmienia życie należy rozumieć inaczej. Metoda Davida Allena pokazuje, jak powinniśmy podchodzić do wyzwań, które stawia przed nami życie. Jak decydować, co jest istotne, a co nie. I jak dbać o to, żeby te istotne rzeczy nam nie umykały. GTD nic nie załatwia. GTD pomaga, ale nie wyręcza. To my musimy odmienić swoje życie, żeby ta metoda zadziałała. To my musimy świadomie skreślić z listy naszych zamierzeń rzeczy, na których – po przemyśleniu – tak bardzo nam nie zależy. Dopiero wtedy spełni się obietnica bezstresowego ogarniania najważniejszych spraw.
Jednym z podstawowych powodów, dla których „GTD nie działa” jest obawa przed szczerą odpowiedzią na pytanie „Co to jest?” za każdym razem, kiedy świat „wrzuca nam coś na warsztat”. O ile w przypadku rachunku za prąd odpowiedź jest oczywista – trzeba zapłacić, żeby tego prądu nam nie wyłączyli. Ale już zaproszenie na wieczór kawalerski dawno niewidzianego kumpla z liceum wymaga ustosunkowania się – decyzji, czy warto tłuc się na drugi koniec Polski i tracić na to trzy dni. W tym przypadku odłożenie odpowiedzi na pytanie „Co to jest?” na później, pozostawienie jej bez decyzji, co z tym fantem zrobić, tworzy osad zamulający umysł. I jest sprzeczne z GTD, bo w tej metodzie chodzi właśnie o oczyszczenie głowy, żeby było w niej miejsce na twórcze myślenie.
Jaki z tego wszystkiego wynika wniosek?
Jeśli u ciebie „GTD nie działa”, zastanów się, czego nie zmieniłeś w swoim życiu. Bo Getting Things Done to nic innego, jak tylko zaawansowany zdrowy rozsądek, który nie ma prawa nie działać!
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo
