Tydzień temu obejrzałem prezentację najnowszych iPhone’ów i dopadła mnie złość zmieszana ze smutkiem. Chciałem nawet zatytułować ten artykuł „Zgniłe jabłko”, ale nie byłoby to ani eleganckie, ani celne merytorycznie. Bo pod względem jakości i funkcjonalności produktów Apple nie gnije. Apple wysycha i już wyjaśniam, co przez to rozumiem.
Jeszcze oglądając tę prezentację, napisałem na Twitterze/X:
Te prezentacje Apple coraz bardziej przypominają Dziennik Telewizyjny z prezenterami odczytującymi z promptera wycyzelowane korporacyjne komunikaty dla wyznawców. Tęsknię za Jobsem, który potrafił opowiadać z pasją.
I żeby nie było, jeszcze raz podkreślam, że nie chodzi mi o merytoryczną zawartość prezentacji, ani o to, czy nowe procesory, technologie, algorytmy i przyciski są rewolucją, czy nie. Chodzi o formę, a konkretnie o to, czy jako odbiorca wierzę, że prezenterzy wierzą w to, co mówią. Z przykrością stwierdzam, że niestety im nie wierzę. Nie dość, że nie mówią własnymi słowami jak normalni ludzie, to w dodatku robią to bez przekonania.
Myślę, że główny problem nie tkwi w jakichś podstawowych kwestiach warsztatowych, ale w braku poczucia tożsamości.
Kiedy Steve Jobs po raz pierwszy pokazywał nowego iMaca, iPoda, iPhone’a czy iPada, odnosiło się wrażenie, że osobiście bierze pełną odpowiedzialność za nowe dzieło swojej firmy. Dzieło skonstruowane przez pracowników Apple pod jego czujnym, nieznoszącym partactwa okiem.
Nie dostrzegam tego poczucia jedności z produktem ani u Tima Cooka, ani u osób, które opowiadają o szczegółach zastosowanych rozwiązań. Mówią do mnie wyznaczeni do tego zadania „ochotnicy”, a nie konkretny człowiek, który chce mi opowiedzieć o tym, co go pasjonuje. W gruncie rzeczy nie byłoby pewnie wielkiej różnicy, gdyby w prezentacji wystąpiły postacie wygenerowane przez sztuczną inteligencję.
A może po prostu czasy się nie zmieniły i firma Apple dostosowała się do nowych trendów w korporacyjnej komunikacji? Można byłoby tak sądzić, gdyby w biznesie nie działali tacy ludzie jak Elon Musk, Jensen Huang czy Michał Śliwiński. Żaden z nich nie jest nieruchomą twarzą recytującą napisane przez copywriterów teksty. Są przedsiębiorcami, którzy z pełnym zaangażowaniem opowiadają o swoich firmach i produktach. Widać, że im zależy. Bo oni nie pracują w swoich firmach. Oni są tymi firmami i tymi produktami.
A ty, czy jako szef firmy jesteś nią, czy tylko w niej pracujesz?

(ilustracja stworzona za pomocą ChatGPT)
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo
