Hipoteza rynku efektywnego, czyli dlaczego rozsądni ludzie ulegają urokowi nierozsądnych pomysłów

LICZYDLO-150x150Czas na obnażenie kolejnego mitu związanego z giełdą i inwestowaniem. Listę poprzednich artykułów na ten temat znajdziesz na końcu niniejszego tekstu. Dziś postanowiłem wziąć na tapet hipotezę rynku efektywnego, która w XX wieku zauroczyła wielu, skądinąd rozsądnych, ekonomistów. I zamuliła im umysły. Ale najpierw kapitalna anegdota, która tłumaczy, na czym polega błąd wyznawców tej hipotezy:

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i nagle dostrzegasz stuzłotowy banknot, który – jak gdyby nigdy nic – leży sobie na chodniku. Co robisz? No jasne, że – ucieszony – podnosisz go, wkładasz do kieszeni, idziesz do najbliższego spożywczaka i kupujesz sobie batonik, żeby uczcić ten szczęśliwy traf!

A co w takiej sytuacji zrobiłby wyznawca hipotezy rynku efektywnego? Ominąłby banknot szerokim łukiem, bo według jego „religii” szczęśliwe trafy się nie zdarzają. Pomyślałby, że gdyby na na ulicy leżał prawdziwy banknot, to wszyscy natychmiast by się o tym dowiedzieli i ktoś inny znalazłby go i zabrał. A zatem ta stuzłotówka musi być złudzeniem albo fałszywką!

Hipoteza rynku efektywnego występuje w trzech odmianach:

  • słaba zakłada, że ceny akcji uwzględniają wszystkie historyczne informacje, który mogą na nie wpływać;
  • półsilna zakłada, że ceny akcji uwzględniają wszystkie publicznie dostępne (zarówno historyczne, jak i bieżące oraz prognozujące przyszłość) informacje, który mogą na nie wpływać;
  • silna zakłada, że ceny akcji uwzględniają wszystkie publicznie i niepublicznie dostępne informacje, który mogą na nie wpływać.

Gdyby ta hipoteza działała, nikt nie handlowałby akcjami. Dlaczego? Bo wszyscy mieliby to samo zdanie na temat cen. Dziś jedni kupują akcje firmy Apple, bo uważają, że pójdą w górę, a inni sprzedają, bo ich zdaniem polecą w dół na łeb na szyję.

Wynika to stąd, że poglądy inwestorów nie opierają się na „wszystkich dostępnych informacjach”. I nie chodzi mi tu o fakt, że dostęp do niektórych informacji mają tylko wybrani. Po prostu ogrom czynników wpływających na ceny akcji jest nie do ogarnięcia dla nikogo, nawet dla analityków wyposażonych w najbardziej wyszukane narzędzia informatyczne.

Poza tym… jesteśmy ludźmi. Postrzegamy i interpretujemy rzeczywistość subiektywnie i emocjonalnie, a nie obiektywnie i racjonalnie. Jeśli widzimy trend wzrostowy akcji Apple, to je kupujemy, zbytnio nie analizując, co jest tego przyczyną. Bo przecież „trend is your friend” („trend to twój przyjaciel”), jak mówi stare giełdowe przysłowie.

Wyceny jeżdżą w górę i w dół w oderwaniu od „wszystkich dostępnych informacji” i będzie tak, dopóki nie zastąpią nas sztuczne inteligencje. Chociaż, kto wie, może i one będą miały gdzieś hipotezę rynku efektywnego, i w walce o zyski zaczną umyślnie tworzyć bańki spekulacyjne i je przebijać…

W każdym razie pamiętaj: „wszystkie dostępne informacje” mają wpływ na ceny akcji, ale sposób, w jaki to się dzieje, jest daleki zarówno od racjonalności, jak i efektywności!

To tyle na dziś. A oto obiecany spis wcześniejszych artykułów obnażających giełdowo-inwestycyjne mity:

* * *

Jeśli podobał ci się ten artykuł

albo

ZOSTAN-PATRONEM-BBS-2000x200

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.