Nadeszła wiosna, a to najlepsza pora na wiosenne porządki i rozmowę o minimalizmie. Ale nie bój się, nie będę cię znów namawiał do pozbywania się rzeczy, które ci są niepotrzebne lub których już nie kochasz (jak mawia Marie Kondo). Nie muszę cię namawiać, bo… już jesteś minimalistą, tylko być może nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Rzecz w tym, że twoje życie jest jak ta słynna buddyjska filiżanka, do której nie można wlać więcej herbaty niż się w niej mieści. Twoja rzeczywistość ma pewną skończoną pojemność i kiedy coś do niej dokładasz, coś innego z niej wypada.
Weźmy banalny przykład ściany w twoim salonie. Jeśli powiesisz na niej olbrzymi telewizor, to nie postawisz tam regału z książkami. Całkiem niepostrzeżenie staniesz się książkowym minimalistą. Twoje otoczenie wpłynie na twoje nawyki.
Innym dobrym przykładem jest czas. Jeśli będziesz poświęcał godzinę za godziną na siedzenie na Facebooku, to zabraknie ci ich na zadbanie o swoją sprawność fizyczną. Całkiem niepostrzeżenie staniesz się ruchowym minimalistą.
Albo jeszcze inny przykład: sprawisz sobie domek nad jeziorem. Fajna sprawa, tylko ten domek cały czas będzie się domagał twojej obecności, no bo przecież skoro się już wykosztowałeś, to nie będziesz spędzał urlopu gdzie indziej. Całkiem niepostrzeżenie staniesz się podróżniczym minimalistą.
I nie zrozum mnie źle. Nie mam nic przeciwko twojemu telewizorowi, siedzeniu na Facebooku i domkowi, o ile… zdajesz sobie sprawę, że wybierając jedno, rezygnujesz z innych rzeczy – minimalizujesz ich rolę w swoim życiu. Coś zyskujesz, ale coś też tracisz. Jeśli mimo wszystko uważasz, że to ci odpowiada, to – jak mawia mój kolega – „the way is slow” (czyli „droga wolna” ;-) ) – rób to, co ci sprawia przyjemność, ale rób to świadomie.
To tyle filozofowania na dzisiaj. A wiosna jest naprawdę dobrą porą, żeby oczyścić swoje otoczenie z osadu, który nagromadził się przez lata. Zajrzyj w kąty i sprzedaj albo oddaj wszystko, co jest ci niepotrzebne albo cię już nie cieszy!
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo
