W poprzednim artykule „Ja tylko pytam!” napisałem, że bardzo lubię wiedzieć, co z czego wynika i dlaczego. Moja dociekliwość sprawia mi olbrzymią satysfakcję, mimo że bywa uciążliwa dla bliźnich. Trochę ich rozumiem, bo ostatnio uświadomiłem sobie, że te moje poszukiwania jasnych i oczywistych przyczyn wszystkiego są w większości przypadków skazane na niepowodzenie.
W swojej książce „Logika porażki” niemiecki psycholog Dietrich Dörner tłumaczy, dlaczego inteligentni ludzie, mimo swojej dociekliwości, przezorności i działania w dobrej wierze, nierzadko doświadczają tragicznych konsekwencji. Otóż problem tkwi w naszym liniowym sposobie rozumowania. Myśląc o jakimś skutku, zazwyczaj skupiamy się tylko na jednej przyczynie – tej, która wydaje nam się najważniejsza. Pozostałe ignorujemy, ponieważ nie jesteśmy w stanie ogarnąć złożonych relacji, jakie zachodzą w otaczającym nas świecie.
Przerasta nas wielowymiarowy, całościowy obraz rzeczywistości, a nasze jednowymiarowe wnioski sprawiają, że pracowicie konstruujemy swoją przyszłą porażkę z małych błędów, które z uporem stawiamy jeden na drugim, budując z nich swoją świętą, piramidalną bzdurę. A potem nadziewamy się na jakiś zaskakujący skutek, który nazywamy nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności.
Jeśli ci się wydaje, że twój sposób rozumowania jest pełny, wielowymiarowy, wyobraź sobie, że rzucasz – najdalej jak potrafisz – piłką tenisową. Widzisz to?
Jeśli patrzysz na tor lotu piłki z miejsca, z którego rzucasz, widzisz, że przez pewien czas unosi się ona pionowo do góry, a potem spada na ziemię. Jeśli spojrzałbyś z boku, obraz byłby całkiem inny: piłka mknie po łuku, a właściwie po asymetrycznej paraboli, a jeszcze właściwiej po krzywej balistycznej. A jak to wygląda z góry? Piłka porusza się po prostej od miejsca wyrzutu do miejsca upadku. Wcale nie widać, jak wysoko leci. Może toczy się po ziemi? To samo zjawisko, a trzy różne obrazy, bo masz do czynienia z ruchem w trójwymiarowej przestrzeni, który obserwujesz tylko w dwóch wymiarach, pomijając trzeci.
Tak samo, a nawet gorzej, jest z naszą rzeczywistością przyczynowo-skutkową i tym, jak ją postrzegamy. Ma ona wiele oczywistych wymiarów, które nam umykają i które potem owocują nieoczekiwanymi konsekwencjami. Na szczęście nie wszystkie z nich są negatywne.
Jednym z pozytywnych przykładów jest opisana przez Adama Smitha „niewidzialna ręka rynku”: Każda jednostka, chcąc nie chcąc, przyczynia się do wzrostu bogactwa całego społeczeństwa z całych swoich sił. Pojedyncza osoba zwykle ani nie ma takiego zamiaru, by wspierać interes publiczny, ani też nie ma świadomości, jak bardzo to w istocie czyni. (…) Realizując swój własny interes jednostka bardzo często wspiera interes publiczny bardziej, niż gdyby chciała to robić świadomie”.
Co z tego wszystkiego wynika? Chyba tylko to, że warto dociekać, co jest przyczyną czego, bo to zwiększa naszą „świadomość sytuacyjną”, ale warto też sobie zdawać sprawę, że nie dostrzegamy wielu wymiarów otaczającej nas rzeczywistości i musimy być przygotowani do zmierzenia się z tym, czego nie wiemy, że nie wiemy.
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo
