Dziś kontynuujemy rozpoczętą artykułem „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o indeksowym inwestowaniu pasywnym, ale boisz się zapytać” podróż po świecie inwestycji giełdowych. Podróż, podczas której w prosty sposób objaśniam skomplikowane (ale tylko pozornie) pojęcia. Dziś zajmiemy się drawdownem, czyli obsunięciem kapitału. A pomoże nam w tym całkiem nowa metafora rowerowa!
Wyobraź sobie, że jedziesz malowniczą, nadmorską ścieżką rowerową, która miejscami wije się między piaszczystymi wydmami, przecinając sosnowe zagajniki, a gdzie indziej wspina na urwiste klify, żeby potem znów zbiec z nich na dół. Bunkrów co prawda nie ma, ale też jest zajebiście. ;-)
No więc jedziesz tą ścieżką, której profil wysokościowy przypomina notowania giełdowe – w górę i w dół, w górę i w dół… Czujesz to? Jest jednak pewna różnica. Historycznie rzecz biorąc, notowania giełdowe wciąż się pną do góry i nie wracają do poziomu morza. Bardziej przypominają podróż rowerową od morza do szczytów Tatr niż wycieczkę wzdłuż Bałtyku od Władysławowa do Międzyzdrojów. Świetnym odzwierciedleniem notowań giełdowych może być profil trasy drugiego etapu Tour de Pologne 2023 ze startem w Lesznie i metą w Karpaczu.

Przypatrz się uważnie temu profilowi. Już za chwileczkę pojęcie drawdownu, czyli obsunięcia kapitału, stanie się dla ciebie tak proste i oczywiste, jak konstrukcja cepa.
Na 164. kilometrze trasy, na Przełęczy pod Średnicą, organizatorzy wyścigu wyznaczyli premię górską. Dla kolarzy, którzy dojechali tu z Leszna, wysokość 566 m n.p.m. (metrów nad poziomem morza) stała się najwyższą wartością od momentu startu, czyli ATH (All-Time High). Wyżej na tym etapie jeszcze nie byli. I właśnie po tej premii zaczął się dla nich drawdown, czyli zjazd w dół.
Drawdown to dołek na drodze w górę – dołek, który ma dwa parametry: głębokość i czas trwania (w naszej kolarskiej metaforze dystans trwania). Z profilu trasy można w przybliżeniu odczytać, że mniej więcej na 178. kilometrze peleton znalazł się na samym dnie drawdownu, na wysokości około 380 m n.p.m., czyli o 186 metrów niżej od ATH. Oznacza to spadek o blisko 33%. Z każdych 100 metrów, które kolarze „mieli” na premii górskiej, „zostało im” tylko 67.
A co z czasem trwania drawdownu? Ten parametr liczymy do ponownego znalezienia się peletonu na wysokości odpowiadającej ATH, czyli ostatniej najwyższej wartości. Stało się to mniej więcej na 182. kilometrze. Powtarzam: długość drawdownu liczymy do momentu ponownego wspięcia się na wysokość ATH, a nie do następnej premii górskiej, która znajdowała się wyżej i stanowiła ATH dla kolejnego drawdownu. Jak łatwo obliczyć, drawdown za Przełęczą pod Średnicą „trwał” 18 kilometrów – od 164. do 182. kilometra.
Co w tym wszystkim jest zwodniczego? Zwodniczy jest niewłaściwy sposób myślenia o drawdownie. Sposób, który przeraża wielu początkujących inwestorów. Bo czy nasi kolarze nie powinni być załamani, kiedy przejeżdżali przez dołek położony na wysokości 380 m n.p.m.? Przecież wcześniej osiągnęli już 566 m n.p.m., ale potem, zjeżdżając krętymi serpentynami, stracili aż jedną trzecią wartości tego swojego „wysokościowego portfela”!
No więc nie! To jest błędne rozumowanie. Ta strata to tylko złudzenie! Prawda jest inna. Kolarze wystartowali z Leszna. Linia startu znajdowała się na wysokości 86 m n.p.m. Nawet na dnie drawdownu byli o 294 metry wyżej – na wysokości o 342% większej od tej, z której wyruszyli! Dlatego właśnie zatytułowałem ten artykuł „Strachy na Lachy…”! Drawdownu nie należy się lękać!
Drawdown jest dobrą ogólną miarą zmienności danego instrumentu finansowego i związanego z tą zmiennością ryzyka. Może też służyć do porównywania różnych rodzajów inwestycji, ale moim zdaniem patrzenie na takie wykresy jak poniższy, który zaczerpnąłem z witryny AtlasETF, przynosi inwestorowi więcej szkody niż pożytku.

Dlaczego?
Już tłumaczę.
Po pierwsze: ten wykres wygląda okropnie. Paskudne, ciemne zacieki spływające w dół sprawiają przygnębiające wrażenie i wcale nie odzwierciedlają tego, że rynek cały czas niestrudzenie pnie się w górę!

Po drugie: większość ludzi nie wygrywa nagle na loterii dziesięciu milionów złotych i nie wrzuca tej góry forsy na giełdę. A jeśli nawet by tak zrobili, to musieliby być NAJWIĘKSZYMI PECHOWCAMI NA ŚWIECIE WŚRÓD NAJWIĘKSZYCH SZCZĘŚCIARZY, żeby trafić szóstkę w Lotto dokładnie wtedy, kiedy akcje na giełdzie szczytują tuż przed dramatycznym spadkiem. To byłby zbieg okoliczności na galaktyczną skalę!
Większość ludzi stopniowo buduje swoje portfele, sukcesywnie inwestując – co miesiąc lub co kwartał – swoje oszczędności. Ponieważ kolarska metafora słabo się nadaje do zilustrowania kwestii drawdownu podczas systematycznego inwestowania, proponuję ci coś innego: wymyśloną przeze mnie giełdę kartoflaną. Na tej giełdzie sesje odbywają się tylko pierwszego dnia każdego miesiąca.
Załóżmy, że co miesiąc kupujesz jednego złotego kartofla. Na poniższym wykresie niebieskim kolorem zaznaczyłem kurs złotych kartofli w poszczególnych miesiącach i twoje zakupy od 1 stycznia 2023 roku do 1 stycznia 2024 roku. Kurs szedł w górę, więc kupowałeś coraz drożej, ale średnia cena twoich zakupów, którą zaznaczyłem na zielono, rosła znacznie wolniej. Dlaczego? Bo tak działa uśrednianie ceny zakupu – na początku roku kupowałeś kartofle znacznie taniej niż później!

Na przełomie listopada i grudnia na kartoflanym rynku nastąpił krach: cena spadła z dotychczasowego ATH równego 200 złotych do 150 złotych, czyli o 25%. To jest właśnie głębokość drawdownu, z którym musiała zmierzyć się twoja psychika. Co za strata!
Ale chwileczkę… Przecież 1 grudnia 2023 roku twoja średnia cena zakupu złotych kartofli była równa 150 złotych, czyli tyle samo, ile w tym momencie wynosił ich rynkowy kurs. Wcale nie straciłeś 25%! Nic nie straciłeś! Te -25% to były tylko strachy na Lachy! A kiedy giełda odbiła w górę, znów byłeś na dużym plusie!
Taka jest cała prawda o „przerażającym drawdownie”. Analizując swoje systematyczne inwestycje, zawsze porównuj bieżący kurs waloru ze swoją średnią ceną jego zakupu, a nie ze spadkiem od ATH, czyli od najwyższej wartości wszech czasów.
Mam nadzieję, że teraz, kiedy już wiesz, czym jest drawdown, będziesz spokojnie patrzył, jak giełda leci w dół o kilkadziesiąt procent od ATH. Bo ty, systematycznie kupując indeksowe ETFy, cały czas uśredniasz swoją cenę zakupu i pozwalasz rynkowi pracować, dzięki czemu prawie zawsze jesteś na plusie!
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo

2 myśli w temacie “Strachy na Lachy, czyli wszystko o drawdownie, którym straszą cię analitycy giełdowi”