Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o indeksowym inwestowaniu pasywnym, ale boisz się zapytać

PILKA-NOZNA-150x150Na końcu niedawnego artykułu „Pasywna rewolucja, czyli sztuka zyskownego nicnierobienia” zadałem pytanie, czy chcecie się dowiedzieć, jak rozsądnie inwestować swoje oszczędności w całą światową gospodarkę. I to nie tracąc czasu i pieniędzy. Odpowiedzieliście, że chcecie, więc słowo się rzekło, kobyłka u płota. Od razu zaznaczam, że nie jestem doradcą inwestycyjnym, a poniższy tekst ma charakter edukacyjny i zawiera uproszczony obraz tego, co się dzieje na światowych giełdach.

Postanowiłem podejść do tematu w niestandardowy sposób i zamiast o ekonomii, wskaźnikach i procentach porozmawiamy sobie o piłce nożnej. Tak, posłużymy się światem piłki nożnej jako znakomitą metaforą lokalnej i globalnej gospodarki.

Jeśli nie jesteś kibicką lub kibicem, nie przejmuj się! Wystarczy, że wiesz, że jest coś takiego jak Ekstraklasa, w której grają najlepsze polskie drużyny, a oprócz niej w naszym kraju istnieje jeszcze sporo lig niższego poziomu, w których dają z siebie wszystko tysiące innych zespołów.

Panie sędzio, proszę o gwizdek rozpoczynający artykuł! ;-)

Profesjonalny klub piłkarski działa jak firma. Zarabia na biletach, gadżetach, reklamach, transmisjach telewizyjnych, nagrodach za zwycięstwa i sprzedaży zawodników. Fachowców proszę o wybaczenie, jeśli coś pominąłem, ale to tylko prosta metafora. Klub ma też koszty: utrzymuje stadion, kupuje sprzęt, zatrudnia trenerów i masażystów oraz pozyskuje zawodników. Różnica między przychodami, czyli tym, co wpływa do kasy, a kosztami, czyli tym, co wypływa, jest zyskiem. A zysk można wypłacić akcjonariuszom w postaci brzęczącej monety albo zatrzymać w klubie na przyszłe wydatki.

W zależności od tego, jak klub sobie radzi, cena jego akcji może iść w górę albo w dół. Dla uproszczenia przyjmijmy, że o wartości klubu świadczą jego wyniki sportowe, czyli miejsce w tabeli ligowej. Zatem wartość klubu grającego w Ekstraklasie jest o wiele wyższa niż klubu toczącego boje w lidze niższego poziomu. Z drugiej strony, cena akcji takiego czołowego klubu (na przykład Śląska Wrocław, Jagiellonii Białystok czy Lecha Poznań) może niewiele wzrosnąć, bo już jest drogi, natomiast przed trzecioligowym Pelikanem Łowicz lukratywna droga na szczyt stoi dopiero otworem. Problem w tym, że nie wiadomo, który z tysięcy klubów grających w ligach niższego poziomu przebije się do elitarnego grona Ekstraklasy. Inwestowanie w któryś z nich bardziej przypomina kupowanie losu na loterii niż rozsądne inwestowanie oszczędności.

No dobrze, to może lepiej kupić akcje jednej z czołowych drużyn? W tym przypadku ryzyko jest mniejsze – trudniej wtopić całą kasę, inwestując w kompletnego nieudacznika. Ale i tu nie wiadomo, kto zostanie mistrzem, a kto będzie ostatni i spadnie do niższej ligi. Wyniki z poprzedniego sezonu mogą być jakąś wskazówką, ale bardzo często okazują się kiepską prognozą na przyszłość. W którą stronę się nie obrócisz, wszędzie czai się niepewność zagrażająca twoim oszczędnościom.

Ale jest coś, co w tym nieprzewidywalnym chaosie jest od lat pewne: wbrew pozorom polska piłka nożna jako całość ciągle się rozwija. Jest coraz więcej klubów, zawodników i kibiców, a czołówka gra coraz lepiej i sumarycznie, jako grupa, zarabia coraz więcej. Skoro tak i skoro nie wiadomo, który klub zostanie mistrzem, to może najrozsądniejszym wyjściem jest kupienie akcji każdego z nich. Odpuszczenie sobie niższych lig, gdzie być może kryje się jakiś czarny koń, i zainwestowanie we wszystkie pewniaki? Najwięcej w aktualnego lidera Ekstraklasy, a najmniej w maruderów koczujących w strefie spadkowej? Wygląda na dobry plan!

Tylko… żeby to miało ręce i nogi, musiałbyś po każdej kolejce ligowej dokupować akcje tych klubów, które awansowały w górę tabeli i sprzedawać akcje tych, które obniżyły loty. Mówiąc językiem pasywnych inwestorów, musiałbyś śledzić notowania i wykonywać odpowiedni rebalancing swojego portfela. To dość nudne, czasochłonne i wymagające precyzji zajęcie – szczególnie dla osoby, która ma sporo innych rzeczy do zrobienia. A gdyby tak cię ktoś w tym wyręczał? Czyż nie byłoby wspaniale?

No właśnie! Przecież ktoś mógłby automatycznie monitorować tabelę ligową i odpowiednio modyfikować skład portfela zawierającego akcje tylko klubów Ekstraklasy! Okazuje się, że 50 lat temu w świecie finansów mądrzy ludzie wpadli na taki właśnie pomysł. Zarejestrowano wówczas pierwszy fundusz indeksowy. W naszym piłkarskim przykładzie działałoby to tak, że kupując jednostkę takiego funduszu, inwestowałbyś jednocześnie we wszystkie najlepsze kluby – te, które grają w polskiej Ekstraklasie. Jeśli jakiś klub spadałby z niej, fundusz sprzedawałby jego akcje, a kupowałby akcje klubu, który awansował na jego miejsce z niższej ligi. Wszystko działoby się bez twojego udziału, a ty zawsze miałbyś akcje czołowej osiemnastki naszego futbolu! I w dodatku najwięcej akcji aktualnego lidera, a najmniej ostatniego w tabeli! Magia, no po prostu magia!

Na warszawskiej giełdzie istnieje podobny mechanizm. Notowanych jest kilkaset spółek, ale indeks WIG20 to Ekstraklasa zawierająca największe z nich – aktualnie od Orlenu na czele po Jastrzębską Spółkę Węglową w strefie spadkowej. Tak, CD Projekt, ten od Wiedźmina, też tam jest. Świetna wiadomość jest taka, że można kupić jednostki funduszu indeksowego ETF, który odwzorowuje wartość wszystkich spółek z polskiej Ekstraklasy giełdowej. Gdzie znaleźć taki fundusz? Obecnie najlepszym polskim źródłem informacji na ten temat jest serwis Atlas ETF. Polecam!

No dobrze, powiesz, ale gdzie tam Lechowi czy Jagiellonii do Manchesteru City, Realu Madryt, Bayernu Monachium czy Interu Mediolan. Dobrze by chyba było wyjść ze swoimi pieniążkami poza polski grajdołek i inwestować w europejskie potęgi! Najlepiej w całą czołówkę każdego kraju, a nie tylko w pojedyncze drużyny. Przydałyby się zatem fundusze indeksowe odwzorowujące poszczególne ekstraklasy: Premier League, La Ligę, Bundesligę czy Serie A.

Okazuje się, że w świecie finansów coś takiego już jest! Praktycznie w każdym kraju, w którym działa giełda papierów wartościowych, istnieje odpowiednik polskiego indeksu WIG20. Na przykład w Niemczech jest to DAX (40 największych firm), a w Hiszpanii IBEX 35. A skoro są indeksy, to można znaleźć i kupić odwzorowujące je fundusze ETF!

Przyznasz sam, że to całkiem niezły pomysł na dywersyfikację geograficzną twoich inwestycji, szczególnie w dzisiejszych, niepewnych czasach, tylko… skąd niby masz wiedzieć, ile powinieneś kupić jednostek funduszu „angielskiego”, ile „hiszpańskiego”, a ile „niemieckiego” czy „włoskiego”. Jak wycenić względną wartość tych lig? Czyżbyśmy zabrnęli w ślepą uliczkę?

Niezupełnie. W Europie jest przecież Liga Mistrzów! Grają w niej 32 najlepsze drużyny kontynentu! W tym sezonie we współzawodnictwie uczestniczy 5 klubów z Hiszpanii i po 4 z Anglii, Niemiec i Włoch. Nie pytaj, proszę, o reprezentantów Polski… :-(

Zatem, zamiast kupować akcje lig poszczególnych krajów, rozsądnie by było móc kupić jednostki funduszu indeksowego inwestującego w Ligę Mistrzów!

Czy w świecie finansów jest to możliwe? Oczywiście! Jakżeby inaczej! Bez problemu znajdziesz fundusze ETF, które odwzorowują zbiorowe notowania europejskich czempionów, takich jak Adidas, BMW, Ferrari czy Nokia. I nie pytaj, proszę, o reprezentantów Polski… :-( Przykładem takiej gospodarczej Ligi Mistrzów jest indeks EURO STOXX 50.

Czyli co? Załatwione? A co z resztą globu? No właśnie. Niby europejska piłka nożna króluje, ale wspaniały Cristiano Ronaldo gra obecnie w saudyjskim klubie Al Nassr, a Lionel Messi w amerykańskim Interze Miami. Dotychczasowi outsiderzy starają się dogonić światowych gigantów i kto wie, czy im się nie uda? Czy w takim razie pominięcie w twoich inwestycyjnych planach tych rozwijających się piłkarskich rynków nie jest przypadkiem błędem? Cóż, w tym miejscu nasza piłkarska metafora zawodzi, ponieważ nie istnieje jeszcze system światowych rozgrywek klubowych w ramach Globalnej Superligi – grona kilkudziesięciu czy kilkuset najlepszych drużyn z całego świata. :-(

Na szczęście w świecie finansów coś takiego istnieje. Stworzono kilka indeksów klasyfikujących globalną gospodarkę. Jednym z nich jest FTSE All-World Index. Nazwa jak nazwa, ale najważniejsze jest to, że indeks ten działa jak światowa liga – słabi zawodnicy z niego wylatują, najlepsi zajmują należne im miejsca. W tej chwili w indeksie jest 4294 firm z 49 krajów. Pytasz o Polskę? OK, jesteśmy zauważeni w globalnym indeksie. Reprezentuje nas 10 firm, których wartość to 0,08% całości. Dla porównania: lider tej ligi, firma Apple, to 4,27% całości (dane na dzień 31 października 2023 roku). To tyle w temacie inwestowania w polską giełdę.

Czy istnieją fundusze indeksowe ETF odwzorowujące FTSE All-World Index? Tak, całkiem sporo. Je również znajdziesz w Atlasie ETF. W Europie bardzo popularny jest VWCE – Vanguard FTSE All-World UCITS ETF (USD) Accumulating, w który sam zainwestowałem parę groszy, ale oczywiście do niczego nie namawiam.

Przed jednym chciałbym cię jednak przestrzec. Kiedy będziesz przeglądać wykazy ETFów, możesz się przerazić, że jest ich aż tyle. Ja też byłem przerażony, ale nie ma się czego bać. Należy tę mnogość ignorować jak pełne półki w hipermarkecie! ETFów jest tak wiele, bo są tworzone, żeby zaspokoić twoje potrzeby, których… nie masz. Grupują one firmy według najdzikszych kryteriów. Gdyby przenieść to na grunt naszej piłkarskiej metafory, sprytni eksperci stworzyliby fundusze odwzorowujące na przykład wartość:

  • klubów strzelających najwięcej goli w marcu;
  • klubów tracących najmniej goli przy sztucznym oświetleniu;
  • klubów afrykańskich, które w podstawowym składzie mają więcej piłkarzy lewonożnych niż prawonożnych;
  • klubów, które stosują ekologiczną uprawę trawy na swoich boiskach;
  • i tak dalej, i tak dalej…

Chwytasz, o co tu chodzi? Na pewno nie o prostotę i święty spokój, które są najważniejsze dla inwestora pasywnego!

Temat pasywnego inwestowania indeksowego, byłby w tym momencie zamknięty, gdyby nie jeden problem: ceny akcji latają jak ogon psa widzącego wiewiórkę. Ich zmienność bywa olbrzymia i o ile wzrosty cieszą każdego, to spadki wystawiają nas na prawdziwe cierpienia. Trudno zachować spokój, kiedy nagle twój portfel traci na wartości kilkadziesiąt procent. Zainwestowałeś dwieście tysięcy, a tu BUM! – nagle masz tylko sto czterdzieści. Coś takiego zdarzyło się całkiem niedawno, kiedy w światową gospodarkę uderzył COVID-19. A wcześniej bywało jeszcze gorzej.

Co w związku z tym? Odwołując się znów do piłkarskich metafor, inwestowanie jedynie w ETFy akcyjne przypomina wystawienie drużyny złożonej z samych napastników. Masz szansę nastrzelać sporo goli, ale twojej bramki nikt nie obroni. Dlatego tak się nie robi – każdy rozsądny selekcjoner równoważy skład, wystawiając kilku obrońców i bramkarza.

A jak to jest w świecie finansów?

Podobnie. Do portfela, w którym jest już agresywny, globalny ETF akcyjny, fachowcy zalecają dodanie jakiejś przeciwwagi – swego rodzaju amortyzatora, który będzie łagodził giełdowe wahania i koił twoje nerwy. Co to może być? Obligacje, złoto, nieruchomości, opcje, kontrakty futures i inne cuda niewidy, których tu nie opiszę, bo nie sposób ich zmieścić ani na boisku piłkarskim, ani na trybunach. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, zajrzyj do bezpłatnej Akademii Atlasu ETF, a jeszcze lepiej niezwłocznie, póki trwa przedsprzedaż, zamów i przeczytaj rewelacyjną książkę „Po prostu kupuj” Nicka Maggiulliego, którą wydał w Polsce Michał Szafrański. Sam kupiłem pięć sztuk i rozdam rodzinie jako prezenty podchoinkowe!

I żeby rozwiać wątpliwości: informuję, że ani Michał, ani Nick nie płacą mi ani grosza za tę „reklamę”. Kiedy rok temu przeczytałem oryginał „Just Keep Buying”, wiedziałem, że ta książka musi się ukazać w Polsce jako kontynuacja „Finansowego Ninja”. I słowo stało się ciałem. Kupujcie i się edukujcie, żeby potem nie trzeba było śpiewać: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało…”.

Panie sędzio, proszę o gwizdek kończący artykuł! ;-)

ZOSTAN-PATRONEM-BBS-2000x200

5 myśli w temacie “Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o indeksowym inwestowaniu pasywnym, ale boisz się zapytać

  1. Genialne. Zawsze próbowałem to zrozumieć i dopiero teraz mi się to udało. Dziękuję.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.