Ludzki mózg myśli tylko o jednym. Twój prawdopodobnie też. Cały czas się boi, żeby nie przegrać. W każdej dziedzinie. Ten strach ma swoje źródła u zarania dziejów, kiedy przegrana oznaczała tylko jedno: bycie zjedzonym przez drapieżnego człowiekożercę. Obecnie trudno spotkać człowiekożercę, ale strach pozostał. I musi się karmić czymś innym. Często twoje obawy są irracjonalne, ale najgorsze jest to, że zwykle błędnie określasz ich istotę. Na przykład:
- mówisz, że boisz się ciemności, a tak naprawdę boisz się tego, co w tej ciemności się kryje;
- mówisz, że boisz się wysokości, a tak naprawdę boisz się tego, że spadniesz i się zabijesz;
- mówisz, że boisz się ludzi, a tak naprawdę boisz się tego, że się im nie spodobasz i cię odrzucą;
- mówisz, że boisz się miłości, a tak naprawdę boisz się tego, że ktoś nie odwzajemni twojego uczucia;
- mówisz, że boisz się rozstania, a tak naprawdę boisz się przyznać, że już od dawna nic cię nie łączy z tą osobą;
- mówisz, że boisz się spróbować jeszcze raz, a tak naprawdę boisz się tego, że kolejna porażka zrani twoją dumę i podkopie twoje poczucie własnej wartości.
Te przykłady pokazują, jak częstym zjawiskiem jest błędna identyfikacja źródła strachu. A strachu błędnie zidentyfikowanego nie da się skutecznie opanować, co z kolei uniemożliwia podjęcie racjonalnego działania w celu redukcji zagrożenia, jeśli w ogóle ono istnieje.
Zatem, jeśli już masz się czegoś bać, bój się tego, co ci naprawdę może zaszkodzić, a nie iluzji, którą zamaskowałeś istotę sprawy!
