Rok: 2012

Sylwestrowa kawa

W najnowszym numerze Polityki znalazłem próbkę kawy rozpuszczalnej, na której opakowaniu wydrukowano następującą instrukcję:

ARABICA1

Zgodnie z zaleceniami producenta:

  1. Wsypałem zawartość saszetki do filiżanki.
  2. Zalałem gorącą, ale nie wrzącą wodą.
  3. Włożyłem filiżankę z aromatyczną kawą do opakowania, które szczelnie zamknąłem.
  4. Umieściłem paczuszkę w suchym miejscu.

Przez chwilę zastanawiałem się, kiedy powinienem przystąpić do konsumpcji napoju, ale na szczęście zauważyłem dodatkową instrukcję, która wyjaśniła mi wszystko:

ARABICA2

Napis „Najlepiej spożyć przed końcem 12.2013” jednoznacznie nakazuje mi rozkoszować się tak przygotowaną kawą w Sylwestrowy wieczór 2013 roku, co uczynię z należytą powagą i satysfakcją!

GTD Dominoes

Wczoraj, 16 maja 2012 roku, w siedzibie akceleratora Huge Thing odbyła się, ciepło przyjęta, premiera mojej prezentacji „GTD Dominoes” przedstawiającej podstawowe założenia metody Getting Things Done Davida Allena. A oto slajdy składające się na tę prezentację:

GTD Dominoes 1

GTD Dominoes 2

GTD Dominoes 3

GTD Dominoes 4

GTD Dominoes 5

GTD Dominoes 6

GTD Dominoes 7

GTD Dominoes 8

Hipermarket szczęścia

Jedni twierdzą, że nie znoszą zakupów, inni, wprost przeciwnie, że je uwielbiają. A ja jak zwykle mam pokręcony stosunek do tej sprawy. Szczególnie jeśli chodzi o wizyty w hipermarketach.

Lubię niekiedy spędzić trochę czasu w wielkiej, wypełnionej ludźmi i towarami hali. Bardziej latem niż zimą, ponieważ wtedy na olbrzymim, płaskim dachu nie zalega gruba warstwa ciężkiego, zlodowaciałego śniegu, gotowego za chwilę spaść mi na głowę.

Przechadzam się wówczas po hipermarketowych alejkach, niczym po parku lub salach muzealnych, i podziwiam kunsztownie rozlokowane na półkach kolorowe towary. Każdy mogę dokładnie obejrzeć i dotknąć – nie tak, jak w przybytkach kultury, gdzie obowiązuje słuszna, chroniąca dobra światowe i narodowe zasada: „RĘCE PRECZ OD EKSPONATÓW!”.

To pouczający spacer, ponieważ okazuje się, że na półkach leżą albo takie rzeczy, których wcale nie potrzebuję, albo takie, które już mam. Często nawet nie biorę wózka lub koszyka, ponieważ wiem, że i tak nic do nich nie włożę.

Gdy już się naoglądam, wolnym krokiem zmierzam w kierunku kas, omijam skłębione w kolejkach, spocone tłumy ludzi najwyraźniej robiących zapasy na wypadek wojny atomowej, powodzi lub upadku drugiego meteorytu tunguskiego i z uśmiechem na twarzy wychodzę na rozświetlony słońcem, olbrzymi parking.

I jestem szczęśliwy – nieobciążony rzeczami, niepozbawiony gotówki i wszystko-co-potrzebne-do-życia-mający.