Hipermarket szczęścia

Jedni twierdzą, że nie znoszą zakupów, inni, wprost przeciwnie, że je uwielbiają. A ja jak zwykle mam pokręcony stosunek do tej sprawy. Szczególnie jeśli chodzi o wizyty w hipermarketach.

Lubię niekiedy spędzić trochę czasu w wielkiej, wypełnionej ludźmi i towarami hali. Bardziej latem niż zimą, ponieważ wtedy na olbrzymim, płaskim dachu nie zalega gruba warstwa ciężkiego, zlodowaciałego śniegu, gotowego za chwilę spaść mi na głowę.

Przechadzam się wówczas po hipermarketowych alejkach, niczym po parku lub salach muzealnych, i podziwiam kunsztownie rozlokowane na półkach kolorowe towary. Każdy mogę dokładnie obejrzeć i dotknąć – nie tak, jak w przybytkach kultury, gdzie obowiązuje słuszna, chroniąca dobra światowe i narodowe zasada: „RĘCE PRECZ OD EKSPONATÓW!”.

To pouczający spacer, ponieważ okazuje się, że na półkach leżą albo takie rzeczy, których wcale nie potrzebuję, albo takie, które już mam. Często nawet nie biorę wózka lub koszyka, ponieważ wiem, że i tak nic do nich nie włożę.

Gdy już się naoglądam, wolnym krokiem zmierzam w kierunku kas, omijam skłębione w kolejkach, spocone tłumy ludzi najwyraźniej robiących zapasy na wypadek wojny atomowej, powodzi lub upadku drugiego meteorytu tunguskiego i z uśmiechem na twarzy wychodzę na rozświetlony słońcem, olbrzymi parking.

I jestem szczęśliwy – nieobciążony rzeczami, niepozbawiony gotówki i wszystko-co-potrzebne-do-życia-mający.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s