Miesiąc: Kwiecień 2012

FOMO?

FOMO to popularny ostatnio skrót angielskiego określenia „fear of missing out”, które można zgrabnie przetłumaczyć na język polski jako:

OPPO – Obawa Przed Przegapieniem Okazji

FOMO to irracjonalny strach przed tym, że każdy twój wybór wiąże się z rezygnacją z wielu innych, lepszych możliwości, a także, że jeśli nie monitorujesz wszystkich dostępnych opcji, zmniejszasz szanse swojego życiowego sukcesu.

Oto przykłady FOMO:

  • Dzwoni twoja komórka. Nie masz w tej chwili ani czasu, ani ochoty z nikim rozmawiać, ale natarczywy sygnał nie daje ci spokoju. Przewierca ci umysł nieznośnym „odbierz mnie, odbierz mnie, może to coś ważnego, odbierz mnie, odbierz mnie…”. Prawdopodobieństwo, że akurat dzwoni do ciebie Bill Gates, żeby podarować ci 100 milionów dolarów, jest znikome, ale im dłużej ignorujesz dzwonienie, tym silniej czujesz niepokój, że taką, a może nawet lepszą okazję właśnie zaprzepaszczasz.
  • Znajomy zaprasza cię na piwo. Co zrobić? Odmówić? A może będzie super zabawa i spotkasz fajnych ludzi? Pójść? A co będzie, jeśli pod twoją nieobecność do drzwi zapuka seksowna sąsiadka, żeby pożyczyć odrobinę cukru do herbaty?
  • Wybierasz na studiach przedmioty. Ale które? Czy decydując się na etnografię śródziemnomorską, nie wyjdziesz na zaharowanego głupka, bo trzeba było zapisać się na filozofię skoku w bok lub probabilistyczne podstawy analizy toru lotu muchy nad krowim łajnem?

Powyższe przykłady wydają się być może niedorzeczne, ale nie znam człowieka, który nie popada w jakiejś sferze swojego życia w podobne rozterki. A tymczasem tak naprawdę bardzo rzadko przychodzi ci podejmować kluczowe decyzje, które odmieniają twoje życie i w przypadku których Obawa Przed Przegapieniem Okazji dałaby się uzasadnić. Zamartwiasz się w najbanalniejszych sytuacjach i paraliżuje cię strach przed niewłaściwym krokiem. Niepotrzebnie! Marnujesz w ten sposób swoją energię decyzyjną, która, jak ostatnio wykazano, zużywa się tak samo szybko, jak energia fizyczna czy intelektualna.

Zapobiegaj FOMO poprzez:

  1. Świadomość, że w mniejszym lub większym stopniu ty też cierpisz na tę przypadłość.
  2. Uczciwość wobec samego siebie i innych, FOMO bowiem żywi się złudzeniami.
  3. Ćwiczenie szybkiego podejmowania decyzji. Jak powiedział Nikodem Dyzma: „Umiejętność kierowania polega na umiejętności szybkiej decyzji, panie kochany!”. Dotyczy to również kierowania własnym życiem.
  4. Analizowanie dostępnych opcji pod kątem celów, do których dążysz, i wartości, które wyznajesz, a nie emocji, które podstępnie starają się potargać twój umysł.

Duża rzecz na YouTube

Podczas Huge Thing Kick Off Day, który odbył się w sobotę, 31 marca 2012, po siedzibie akceleratora krążył tajemniczy Kusiciel – Paweł Kusiciel reprezentujący „Dziennik Internautów”. Mimo że byłem właśnie bardzo zajęty mentorowaniem i akcelerowaniem przy stole ping-pongowym, udało mu się skusić mnie do spontanicznego, niepoprzedzonego żadnym namysłem lub profesjonalnym przygotowaniem, pojawienia się przed jego kamerą. Następnie zostałem wrzucony na YouTube’a, gdzie będzie mnie można oglądać do woli, do końca świata albo i dłużej: „Huge Thing w oczach mentorów”

GTD jest jak samochód

Liczysz na to, że metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena nada sens twojemu życiu?

Nic z tego!

GTD jest jak samochód – na przykład Volkswagen Golf GTD. :-)

Chyba nie spodziewasz się, że twój samochód podpowie ci, dokąd masz pojechać? Nic z tego! Punkt docelowy i drogę musisz wybrać sam.

Właściwie GTD nie jest samochodem osobowym, ale dużym dostawczakiem, zdolnym pomieścić wszystkie twoje sprawy, które postanowiłeś ze sobą zabrać. Ludzie nie korzystający z GTD niosą to wszystko w swojej głowie. Nic dziwnego, że czują się przytłoczeni i nie mogą skupić się na skutecznym docieraniu do kolejnych punktów docelowych swojej podróży.

Metoda GTD to system uwalniający mózg od trudów pamiętania, dzięki czemu może on zająć się tym, w czym jest niezastąpiony – przetwarzaniem informacji w celu wyznaczenia optymalnego kierunku działania.

Pamiętaj zatem:

GTD jest jak samochód.

Życzliwy klaps

Zdarza się, że czasami jesteś w bardzo, bardzo, bardzo mylnym błędzie. Albo tylko w mylnym błędzie. Z pełną determinacją brniesz w gęste maliny i jesteś jedyną osobą w promieniu tysiąca kilometrów, która nie widzi, że nie tędy droga.

Tłum obserwujący zbliżającą się katastrofę zwykle reaguje biernie, acz różnorodnie:

  • jedni zamierają z przerażenia;
  • inni czekają, ze złośliwą satysfakcją, na okazję do powiedzenia „A nie mówiłem!” albo „I dobrze mu tak!”;
  • jeszcze inni mają na końcu języka słowo przestrogi, ale krępują się je wypowiedzieć z obawy, że się obrazisz.

I tylko jedna osoba się nie waha. Bez zmrużenia oka wymierza ci siarczystego, acz życzliwego klapsa, zmieniając radykalnie twój punkt widzenia. Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a gdy piecze cię jeden pośladek musisz nieco zmienić pozycję… :-)

Nie obrażaj się więc na tego szlachetnego sadystę. Wręcz przeciwnie, pielęgnuj jego obecność w swoim otoczeniu. Oczywiście może się zdarzyć, że to on się myli i klaps będzie niezasłużony, ale znacznie lepiej otrzymywać, nawet bolesne, sygnały ostrzegawcze, niż żyć w błogiej nieświadomości.

Bądź zatem gotów na życzliwe przyjmowanie życzliwych klapsów, ponieważ to właśnie dzięki nim masz okazję korygować kurs swojej żeglugi przez życie i omijać mielizny, rafy oraz pirackie armady.