Rok: 2010

Umrzeć bez bagażu

Czy wiesz, gdzie znajdują się najcenniejsze miejsca na ziemi?

Nie, to nie są pola naftowe.

Nie, to nie są centra wielkich miast.

Nie, to nie są obszary występowania złota, diamentów i innych cennych kruszców.

Tymi miejscami są cmentarze.

To tam spoczywają ludzkie marzenia, niespełnione nadzieje i nigdy niezrealizowane plany.

Cmentarze są przechowalnią bagażu, który ludzie zabrali ze sobą, odchodząc z tego świata. Świadomi tego, że nie wykorzystali możliwości, jakie świat ten dał im do dyspozycji.

To tam stoją pomniki żalu za przegapionymi okazjami. Pomniki zaniechań, zahamowań i odkładania na później.

To dlatego mowy pogrzebowe jakże często wyrażają smutek, że zmarły odszedł przedwcześnie, a przecież mógł jeszcze tak wiele dokonać. Znacznie rzadziej słyszymy, że opuścił nas człowiek spełniony, który nie zamiatał swoich marzeń pod dywan, tylko wytrwale je realizował.

Nie ciągnij ze sobą bagażu niespełnienia!

Podaruj sobie i światu swoją aktywność!

Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia!

Nie warto zabierać ich do grobu!

Poziomy kompetencji

Według George’a Leonarda, autora książki „Mastery”, możemy wyróżnić trzy poziomy kompetencji w danej dziedzinie:

  1. Student realizuje zadania krok po kroku, poświęcając wiele wysiłku na prawidłowe wykonywanie poszczególnych czynności.
  2. Naukowiec realizuje zadania poprawnie i instynktownie.
  3. Profesor realizuje zadania z łatwością, jednocześnie tłumacząc, jak należy wykonywać poszczególne czynności i dlaczego.

Istnieje też inna, czterostopniowa klasyfikacja poziomów kompetencji:

  1. Nieświadoma niekompetencja – nie zdajesz sobie sprawy z istnienia zadania, którego nie umiesz zrealizować.
  2. Świadoma niekompetencja – wiesz, czego nie umiesz, ale nie interesuje cię zmiana tego stanu rzeczy.
  3. Świadoma kompetencja – umiesz zrealizować zadanie ze skupieniem i uwagą (poziom ten odpowiada wyżej zdefiniowanemu poziomowi studenta).
  4. Nieświadoma kompetencja – realizacja zadania jest twoją drugą naturą, potrafisz wykonywać je z łatwością. Jeśli masz cierpliwość i skłonności pedagogiczne jesteś w stanie przekazywać swoje umiejętności innym.

A ty?

Na jakim poziomie kompetencji jesteś w swojej dziedzinie?

A na jakim chciałbyś być i co zamierzasz w tym kierunku zrobić?

Turysta XXI wieku

Spotkać TesTeqa na turystycznym szlaku jest trudno. Ostatnie takie zjawisko wystąpiło… w ubiegłym tygodniu. Korzystając ze służbowej okazji zdobyłem Równicę w Beskidzie Śląskim. A oto pouczająca anegdota z tej krótkiej i niezbyt wymagającej wyprawy.

Schodząc ze szczytu, spotkałem pokaźną grupę młodzieży gimnazjalnej, której przewodzili: pan przewodnik w czerwonym swetrze z dumnie błyszczącą na piersi odznaką przewodnika oraz pani nauczycielka. Uczniowie zwartą grupą zajmowali całą szerokość szlaku, słuchając barwnych opowieści specjalisty od spraw gór. Chcąc przedostać się przez ciżbę, powiedziałem „przepraszam” i przemknąłem niemal niepostrzeżenie. Niemal, ponieważ pani nauczycielka zwróciła się do podopiecznych:

– Dzieci przesuńcie się trochę, bo tamujemy ruch.

Na to pan przewodnik odparł:

– A po co? Mogą nas obchodzić.

Przyznam, że wypowiedź ta zmroziła moje serce. W młodości wpojono mi zasadę, że na szlaku, nartostradzie, ścieżce biegowej lub rowerowej należy zatrzymywać się tak, żeby nie przeszkadzać osobom będącym w ruchu. Nie chciałem jednak facetowi robić wstydu przy młodzieży, więc poszedłem dalej. Tymczasem grupa zaczęła podążać za mną, a pan przewodnik zdecydowanie wysforował się do przodu. W tej sytuacji zaczekałem na niego i gdy się zbliżył, zwróciłem mu delikatnie uwagę, że nie powinno się utrudniać ruchu na szlaku i należy z tą zasadą zapoznawać młodych adeptów turystyki.

I tu się zaczęło. Pan przewodnik przyjął moją wypowiedź bardzo osobiście i przeprowadził kontrakt pełną oburzenia salwą nieparlamentarnych argumentów osobistych, szczególnie troszcząc się o stan mojego umysłu.

Zawsze sądziłem, że profesjonalista powinien być otwarty na konstruktywną krytykę… W tym przypadku zawiodłem się bardzo i nie pozostało mi nic innego, jak podziękować panu przewodnikowi za pouczającą rozmowę i pójść w swoją stronę. Z oddali usłyszałem jeszcze pokrzykiwania, że jestem chory i w związku z tym powinienem się leczyć.

Myślę, że wydarzenie to świetnie ilustruje tezę mojego poprzedniego wpisu, że przywódca zawsze daje przykład – czy chce tego, czy nie. W tym przypadku rolę przywódcy pełnił specjalista od spraw gór z odznaką przewodnika. Swoją postawą pokazywał młodym ludziom, jak na szlaku powinien zachowywać się turysta XXI wieku.

Ale czymże jest taka niesmaczna chwila wobec majestatu wielkiej góry od wieków pochylonej nad doliną, którą płynie niepozorny potok zwany przez mieszkańców tej okolicy Wisłą…

Przywódca daje przykład

Przywódca daje przykład.

Zarówno dobry, jak i zły.

Czy chce tego, czy nie.

Nawet wtedy, gdy nie wymusza nagrodami i karami określonych zachowań podwładnych.

Wystarczy, że sam postępuje tak, a nie inaczej.

Daje przykład, gdy jest punktualny i gdy się spóźnia.

Daje przykład, gdy kłamie i gdy mówi prawdę.

Daje przykład, gdy jest sprawiedliwy i gdy krzywdzi swoich podwładnych.

Każdym słowem i czynem przywódca określa model zachowań w swojej organizacji i drużynie, w plemieniu, któremu przewodzi.

To wielka odpowiedzialność, z której powinieneś sobie zdawać sprawę.

Ale i wielka satysfakcja, gdy ludzie cię naśladują, gdy nie wybierają drogi na skróty, gdy idą przetartą przez ciebie ścieżką przyzwoitości.

Tak trzymaj!