Nie potrafię

Nie potrafię:

  • jeździć konno;
  • spawać elektrodą topliwą w osłonie gazów obojętnych (MIG) lub aktywnych (MAG);
  • kitesurfować;
  • skakać na nartach na odległość 100 metrów;
  • mówić i pisać po chińsku, japońsku, szwedzku i w wielu innych językach;
  • rozpoznawać drzew z dużej odległości (w tym modrzewi);
  • rzucać dyskiem;
  • przesuwać przedmiotów siłą woli;
  • grać w golfa;
  • i tak dalej, i tak dalej…

Nie potrafię zrobić tysięcy, jeśli nie milionów, rzeczy, które potrafią robić inni ludzie.

Czy z tego powodu powinienem uważać, że jestem do niczego?

NIE!

Nie potrafię, ponieważ nigdy nie spróbowałem. Jedne rzeczy mnie nie zainteresowały, inne znudziły, a o jeszcze innych nigdy nie słyszałem. I tyle. Nie ma innego rozsądnego wytłumaczenia.

Żeby jednak bez kompleksów móc się przyznać do tak wielkiej niekompetencji, powinienem dysponować skromniejszą, ale dla mnie istotną, listą umiejętności, w których uzyskałem nieprzeciętną biegłość. Nieprzeciętną? Tak, wystarczy robić coś nieco lepiej niż 80% społeczeństwa, żeby zostać uznanym za osobę nieprzeciętną w danej dziedzinie.

Potrafię:

  • składnie pisać i porozumiewać się po polsku i po angielsku;
  • pływać na desce windsurfingowej;
  • programować komputery;
  • przebiec 10 kilometrów w 55 minut;
  • obliczyć prawdopodobieństwo wypadnięcia szóstki w Lotto;
  • wstawać codziennie rano bez marudzenia;
  • czarująco brzdąkać na gitarze;
  • a przede wszystkim doprowadzać sprawy do pozytywnego końca.

Tak jak w przypadku każdego człowieka, moja lista „potrafię” jest znacznie krótsza od „nie potrafię”, ale najważniejsze, że ją mam i o niej nie zapominam. Duża liczba nieistotnych minusów nie przesłania mi moich ulubionych plusów.

Jak zatem zbudowałem swoją listę umiejętności?

Próbowałem.

Ale nie tak na niby, żeby zawsze móc obrócić wszystko w żart typu „tylko się wygłupiam”, kiedy ludzie zaczynali się ze mnie śmiać. To jest przecież oczywiste, że niemrawe ruchy początkującego są zazwyczaj bardzo pocieszne. Zauważyłem jednak, że ten śmiech rzadko był szyderczy, gdy ludzie zaczynali dostrzegać, że naprawdę się staram, że mi zależy.

Próbowanie zawsze prowadziło mnie do dwóch możliwości: albo zaczynałem coraz bardziej lubić to, czym się zająłem, i kontynuowałem doskonalenie swoich umiejętności aż do nieprzeciętnego poziomu, albo dochodziłem do wniosku, że to jest jednak nie to, i zaczynałem próbować czegoś innego.

W większości przypadków udawało mi się pacyfikować mój jaszczurczy mózg, żeby nie paraliżował ochoty do sprawdzania się w nowych dziedzinach i wydłużania listy moich umiejętności.

Pamiętaj! Tylko kamienie się nie ruszają, czekając, aż ktoś je kopnie w inne miejsce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s