Miesiąc: Styczeń 2010

Sposób na złośliwego urzędnika

Czy spotkałeś kiedyś złośliwego urzędnika?

Z pewnością nie raz i nie dwa.

Ja też… ale od pewnego czasu już ich nie spotykam.

A wiesz dlaczego?

Ponieważ zapobiegam wylęganiu się złośliwych urzędników w moim otoczeniu.

Doznałem kiedyś olśnienia. Zrozumiałem, że urzędnik to też człowiek, a nie tylko wysunięta ku mnie macka urzędu, który reprezentuje. Że porusza się w gąszczu sprzecznych przepisów i regulacji. Że z różnych przyczyn często nie dysponuje pełną wiedzą na temat spraw, którymi się zajmuje. Że ma swoje radości i smutki, swoje kompleksy i obawy, tak jak każdy z nas. Że boi się, aby ktoś, słusznie czy niesłusznie, publicznie nie podważył jego kompetencji lub wręcz nie obnażył ich braku.

Jako interesant, spotykając się z nieprawidłową twoim zdaniem interpretacją przepisów, masz ochotę rozpocząć walkę z biurokracją ograniczającą twoje możliwości lub naruszającą twoje prawa. Ale dla urzędnika jest to bitwa o jego pozycję zawodową, o przyszłość jego rodziny i o poczucie własnej wartości. Stajesz się zagrożeniem, które należy zniszczyć.

Oczywiście występują przypadki, kiedy machina urzędnicza z zasady działa wadliwie lub gdy posiadane uprawnienia są wykorzystywane do uzyskiwania korzyści osobistych. Takie sytuacje należy ujawniać i tępić w ramach istniejącego porządku prawnego, ale nie tego marginesu spraw dotyczy niniejszy wpis.

Chodzi mi o znacznie większą liczbę kontaktów urzędowych owocujących niepotrzebną eskalacją konfliktu, którego w ogóle mogłoby nie być.

Moje podejście jest następujące:

  1. Po pierwsze zakładam, że urzędnik chce pozytywnie załatwić moją sprawę.
  2. Po drugie zawsze mówię mu „dzień dobry”, ponieważ jest człowiekiem, a nie elementem wyposażenia urzędu.
  3. Po trzecie dziękuję mu za pozytywne załatwienie sprawy.
  4. Jeśli zaś sprawa skręca na niewłaściwe tory, zamiast obnażać niekompetencję urzędnika, pomagam mu znaleźć honorowe, a jednocześnie korzystne dla mnie wyjście. I oczywiście dziękuję mu za pozytywne załatwienie sprawy. Wymaga to pewnej zręczności i zagłębienia się w obowiązujące akty prawne, ale to moja inwestycja, która zawsze procentuje, bo cóż jest lepszego niż „BIZNES BEZ STRESU”! :-)

Najinteligentniejszy człowiek na świecie

Zig Ziglar opowiedział kiedyś następującą anegdotę:

Pewnego razu spotkały się dwie damy:

– Wiesz – powiedziała pierwsza. – Spotkałam wczoraj Abackiego i po rozmowie z nim wiedziałam, że jest najinteligentniejszym i najbłyskotliwszym człowiekiem na świecie.

– A ja spotkałam Babackiego – odparła druga. – I po chwili konwersacji poczułam, że jestem najinteligentniejszą i najbłyskotliwszą osobą na świecie.

A ty kim jesteś? Abackim czy Babackim?

W jaki sposób rozmawiasz z ludźmi?

Jakie wrażenie po spotkaniu z tobą pozostaje w umyśle twojego rozmówcy?

Machanie łopatą

Według Ziga Ziglara rozwój każdego człowieka jest podobny do poszukiwania złota. Musisz przerzucić wiele ton ziemi i skał, żeby znaleźć niepozorną, ale jakże drogocenną grudkę kruszcu. Najważniejsze jest jednak to, na czym skupiasz się machając łopatą. Czy na ziemi i skałach, czy na złocie, które jest twoim prawdziwym celem.

Pamiętaj, że najprawdopodobniej znajdziesz to, co najbardziej zaprząta twój umysł. Myśląc tylko o ziemi i skałach możesz przeoczyć nieśmiały błysk pod łopatą.

Zatrzymaj się zatem co pewien czas i zastanów, po co machasz łopatą.

Co, gdzie i jak

„W metodzie Getting Things Done (GTD) termin Najbliższe Działanie nie oznacza czynności zajmującej niewiele czasu. Oznacza jedynie, że dokładnie wiesz, co, gdzie i jak masz zrobić. Żeby zrealizować Najbliższe Działanie możesz czasami potrzebować nawet 20 godzin, ale musi być dla ciebie jasne, że do jego wykonania jest na przykład potrzebny dostęp do komputera, a nie wizyta w sklepie z narzędziami ogrodniczymi.” – David Allen