Miesiąc: Październik 2008

Metadane, drogi Watsonie

Metadane są to dane opisujące dane. Co prawda nie są nośnikiem głównych treści, ale mogą nam wiele o tych treściach powiedzieć, a nawet stać się głównym czynnikiem kształtującym nasz stosunek do tych treści. Na przykład:

  • Główną treścią każdej książki jest zawarty w niej tekst. Metadane to między innymi stopka redakcyjna (zamieszczona zwykle na odwrocie strony tytułowej), układ stron, podział na rozdziały oraz sposób oprawy. Data wydania książki zawarta w stopce redakcyjnej może całkowicie zmienić nasz odbiór zamieszczonego w niej tekstu.
  • Główną treścią pliku JPG zawierającego zdjęcie z imprezy są wybałuszone oczy Moniki, która właśnie zakrztusiła się szampanem. Ale gdy otworzymy okienko właściwości tego pliku, ukażą nam się zapisane w nim metadane, z których możemy dowiedzieć się między innymi, kiedy i jakim aparatem zrobiono to zdjęcie. Niektóre aparaty wyposażone są już w możliwość automatycznego zapisywania miejsca zrobienia zdjęcia na podstawie danych pozyskiwanych z odbiornika nawigacji satelitarnej.
  • Główną treścią pliku MP3 są dźwięki – na przykład te, które wydała z siebie piosenkarka Doda ze swoim zespołem. Ale plik ten zawiera również informacje o tytule piosenki i płyty, autorach i wykonawcach utworu, roku wydania itp.

Metadane nie są jedynie domeną mediów (tradycyjnych i cyfrowych). Występują także w życiu codziennym. Zdolności dedukcyjne Sherlocka Holmesa w dużej mierze opierały się właśnie na umiejętności dostrzegania tych dodatkowych informacji towarzyszących ludziom, z którymi się spotykał, i niezwykłym zdarzeniom, które były związane z rozwiązywanymi przez niego zagadkami.

Zwróć zatem uwagę na metadane, które towarzyszą przekazywanym przez ciebie informacjom. Zastanów się, jak się ubierasz, jak mówisz i czego można się o tobie dowiedzieć z całej otoczki towarzyszącej twojemu przekazowi.

Alex W. Barszczewski w jednym ze swoich ostatnich wpisów „Właściwy adresat” zwrócił uwagę na konieczność odpowiedniego adresowania przekazywanych informacji. Podał tam przykład pracownika, który rozmawia na temat problemów z przełożonym z kolegami i rodziną, zamiast przede wszystkim z tym przełożonym. Oprócz oczywistej nieskuteczności takich rozmów, towarzyszą im również niewypowiedziane metadane. Kiedy w przypadkowy (lub nieprzypadkowy) sposób przełożony ów dowie się od kogoś o żalach tego pracownika, dodatkową informacją będzie fakt, że pracownik nie ma do niego zaufania, obgaduje go za plecami i w związku z tym prawdopodobnie nie jest godny zaufania.

Jednym słowem:

Dbaj o metadane, drogi Watsonie, ponieważ każdy jest na swój sposób Sherlockiem Holmesem i wyciąga wnioski z faktów, które sam uznaje za najistotniejsze. Niekoniecznie są to te same fakty, które ty uważasz za kluczowe.

Liczy się każda sekunda

Sekunda mija za sekundą, minuta za minutą, godzina za godziną, dzień za dniem…

Czy wiesz kiedy będziesz świętował (lub kiedy świętowałeś) miliardową sekundę swojego życia?

A dziesięciomilionową minutę?

Trzystutysięczną godzinę?

Dziesięciotysięczny dzień?

Tysięczny tydzień?

Te wszystkie bezużyteczne informacje znajdziesz na stronie „Useless dates related to your birthday”.

Tylko… Czy warto na to tracić czas?

Jest tyle pożyteczniejszych rzeczy do zrobienia. Do dzieła! Wykorzystaj każdą sekundę do imentu!

Klepacze

Brałem ostatnio udział w konferencji naukowej na zacnej polskiej uczelni wyższej. Wysłuchałem wszystkich wystąpień i ręce mi opadły. Na szczęście były podłokietniki, więc nie musiałem na koniec zbierać moich kończyn przednich z podłogi.

Jedni prelegenci odczytywali treść swoich wystąpień z wyświetlanych slajdów, inni w miarę płynnie i synchronicznie ze slajdami robili to z kartki. Był też jeden, który nic nie miał do wyświetlenia. Żaden profesor, doktor, docent, prezes, dyrektor czy nawet inżynier nie mówił z głowy.

Wnikliwa analiza naukowa tego zjawiska doprowadziła mnie do dwóch hipotez roboczych:

  • występuje problem z zawartością głów;
  • nikogo to wszystko nie obchodziło i wszyscy marzyli jedynie o jak najłatwiejszym i najszybszym odklepaniu swoich wystąpień, żeby przed korkami wymknąć się z Warszawy na działkę (był to słoneczny, wrześniowy piątek).

I smutno mi trochę, ponieważ moim zdaniem prawdziwy profesjonalista potrafi godzinami ciekawie rozprawiać o uprawianej przez siebie dziedzinie, naświetlać problematykę z wielu stron, rozpatrując wszystkie „za” i „przeciw”, oraz być gotowym na konfrontację z dociekliwymi słuchaczami zadającymi podchwytliwe pytania. Najlepsi potrafią dostosować poziom szczegółowości przekazu do możliwości percepcyjnych audytorium oraz wplatać obrazowe przykłady i przykładowe obrazy.

Szkoda, że tylu jest klepaczy nie przejawiających zbytniego zainteresowania tym, co klepią.

A ty? Jesteś klepaczem czy profesjonalistą? Czy twoi słuchacze mają poczucie straconego czasu, czy wręcz przeciwnie – odnoszą wrażenie, że uczestniczyli w niezwykłym, niepowtarzalnym spektaklu intelektualnym?