Miesiąc: Luty 2008

Zrób dziś 3 rzeczy!

Leo Babauta proponuje:

  1. Wybierz na dziś tylko 3 rzeczy do zrobienia.
  2. Niech to będą sprawy istotne, a nie pilne.
  3. Wybierz je poprzedniego wieczoru.
  4. Zacznij dzień pracy od pierwszej z tych spraw.
  5. Nie siadaj do internetu przed jej załatwieniem.
  6. Wybierz dodatkową, czwartą rzecz do zrobienia – jeszcze ważniejszą i od dawna odkładaną na później. Umieść ją na szczycie swojej listy. Nie mogąc się do niej zabrać, zajmiesz się pozycją 2, 3 lub 4. I o to chodzi! A na tę odwlekaną sprawę przyjdzie czas, gdy pojawi się coś jeszcze gorszego. :-)
  7. Rób krótkie przerwy w pracy dla zregenerowania sił.
  8. Gdy załatwisz wszystkie trzy sprawy, zdrzemnij się nieco w nagrodę.
  9. Mniejsze rzeczy, które zgromadziły się w ciągu dnia, obsłuż po południu. W celu usprawnienia pracy pogrupuj je według podobieństwa.
  10. Czego nie zdążyłeś zrobić dzisiaj, odłóż na jutro. Świat z pewnością się od tego nie zawali.

Na podstawie „Lazy Productivity: 10 Simple Ways to Do Only Three Things Today”.

Gdy Trzeba Decydować

Gdy Trzeba Decydować – takie dziś wymyśliłem polskie rozszyfrowanie skrótu GTD (Getting Things Done) Davida Allena. Bo właśnie ten bezwzględny nakaz wstępnego decydowania o losie każdej sprawy, która do nas trafia, jest moim zdaniem najtrudniejszym elementem całej metody. Aby pozbyć się nieokreśloności w życiu, nieokreśloności, która jest głównym źródłem stresu, trzeba zająć wobec tej nieokreśloności aktywne stanowisko. Zdefiniować swoją reakcję na każdy jej element. Tu i teraz. W świecie GTD nie istnieją wymówki i przerażające zaułki okryte mrokiem niezdecydowania.

Oczywiście są sprawy, które przed podjęciem decyzji wymagają głębszego przemyślenia. W tych przypadkach należy wpisać zagwozdkę na listę „do przemyślenia”. To dopuszczalna forma postępowania, o ile taką listę traktujemy poważnie i zajmujemy się po kolei jej pozycjami, a wyniki przemyśleń służą formułowaniu ostatecznych rozstrzygnięć.

Ile warta jest darmocha?

Coraz częściej pojawiają się opinie, że nie da się ochronić treści elektronicznych przed nielegalnym kopiowaniem. Ostatnio z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Kevina Kelly, gdzie zdefiniowane zostały atrybuty treści elektronicznych, za które w przyszłości klienci będą chcieli zapłacić:

  • bezpośredniość i natychmiastowość – treści z pierwszej ręki przekazywane w czasie rzeczywistym;
  • indywidualizacja – treści „skrojone na miarę”, przeznaczone dla konkretnej osoby;
  • interpretacja – treści interpretujące informacje, które są przedstawione w sposób nieczytelny dla przeciętnego użytkownika (dobrym przykładem mogą tu być podręczniki wyjaśniające, jak za pomocą oprogramowania Microsoft Office uzyskać oczekiwany rezultat);
  • autentyczność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących oryginalność, legalność i najwyższą jakość;
  • dostępność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących ich dostępność dzięki elastycznemu i wszechstronnemu systemowi dystrybucji;
  • ucieleśnienie – reprezentacja treści elektronicznych w świecie rzeczywistym (luksusowo wydana książka w skórzanej oprawie, koncert zespołu muzycznego);
  • mecenat – odbiorcy CHCĄ płacić twórcom, których kochają (udowodniła to ostatnio grupa Radiohead, nie określając ceny opublikowanych w Internecie utworów; ludzie płacili, mimo że nie musieli);
  • odnajdywalność – w przepastnych otchłaniach internetu to, czego nie można znaleźć, jest nic niewarte, zatem użytkownicy będą skłonni zapłacić za skuteczne mechanizmy docierania do pożądanych treści.

Na podstawie „Better Than Free”.