Miesiąc: Październik 2007

Nie wiem, o czym mówię

Często spotykanym podczas prezentacji błędem jest ogłaszanie przez prelegenta swojej niekompetencji w temacie, który będzie omawiał. „Co prawda nie znam się zbyt dobrze na działaniu silników spalinowych, ale w mojej prezentacji chciałbym przedstawić Państwu zalety jednostek napędowych stosowanych w pojazdach produkowanych przez naszą firmę”. Po takim wstępie wszyscy słuchacze powinni wyjść z sali, a jeśli tego nie robią, to chyba tylko z grzeczności i z racji własnych obowiązków zawodowych.

Nigdy nie mów, że nie znasz się na tym, o czym mówisz. A jeśli rzeczywiście nic o tym nie wiesz, to znalazłeś się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie.

Nie przepraszaj

Występując publicznie, nigdy nie przepraszaj, gdy popełnisz błąd. Napraw błąd i natychmiast zapomnij o wpadce. Kontynuuj wygłaszanie przemówienia, ponieważ tego oczekuje od ciebie audytorium. Jeśli nie jesteś kompletnym idiotą i nie pleciesz oczywistych bzdur, słuchacze oczekują od ciebie tylko skorygowania nieścisłości, a nie rozpraszania ich przepraszaniem. Skup się na nich, a nie na sobie.

Ćwicz przed występem

Wiele osób ogranicza swoje przygotowania do występu publicznego do sporządzenia zestawu slajdów w PowerPoincie. Najczęściej robią to w ostatniej chwili, sklejając na chybił trafił fragmenty starych prezentacji znalezionych na dysku komputera (efekt takich działań najczęściej swoją urodą przypomina ciało potwora stworzonego przez doktora Frankensteina).

Nieliczni zdążają przed występem przejrzeć te slajdy, „przepowiadając” sobie w duchu: „tu powiem o naszej strategii marketingowej”, „tu wspomnę o wynikach sprzedaży”, „ten slajd będzie tłem dla anegdoty o pijanym zającu”.

Powiem wam krótko: przygotowując się w ten sposób, oszukujecie samych siebie i swoich słuchaczy. Wasze wystąpienie będzie miało taki sam efekt, jak przesłanie zestawu slajdów pocztą elektroniczną.

Istotą biznesowych prezentacji publicznych jest opowiedzenie historii, która przeprowadzi słuchaczy od stanu nieświadomości lub nawet sceptycyzmu w stosunku do twoich pomysłów do stanu gotowości do działania zgodnie z twoimi oczekiwaniami. Żeby to zrobić, musisz starannie przygotować zestaw slajdów, a następnie wielokrotnie przećwiczyć wygłaszanie przemówienia. I ćwiczenia te nie mogą polegać na „przepowiadaniu” sobie, co kolejno zostanie powiedziane, lecz na powiedzeniu tego tak, jakby odbywało się to naprawdę. Jeszcze nikt nie wygrał meczu tenisowego, ograniczając swoje przygotowania do rozmyślań, jakie wykona zagrania. Te zagrania należy doprowadzić do doskonałości, sprawdzić ich skuteczność ze sparingpartnerem i dopiero wtedy można z wiarą w zwycięstwo wyjść na kort centralny.

Praca wypełnia czas

Każde zadanie zajmie ci tyle czasu, ile sobie dasz na jego wykonanie. Oczywiście nie jest fizycznie możliwe przebiegnięcie maratonu (ponad 40 kilometrów, jeśli ktoś jeszcze nie wie) w 15 minut. Jeśli jednak założysz, że zajmie ci to 24 godziny, to z pewnością tak będzie. Nie będziesz się spieszył ze startem, tu przystaniesz pogadać, tam wpadniesz do baru na piwko i czas jakoś zleci…

Jeśli chcesz wykonać jakąś pracę, wyznacz sobie nieprzekraczalny termin jej rozpoczęcia i zakończenia.

Uwaga: wyznaczenie tylko terminu zakończenia nie redukuje stresu!

Przykład: masz sporządzić prezentację biznesową na przyszły piątek. Jeśli postąpisz tak jak 95% osób, to przez cały tydzień twój umysł będzie wirtualnie obciążony wiszącym nad tobą zadaniem, a w nocy z czwartku na piątek sklecisz jakieś „byle co” z fragmentów innych, wcześniej opracowanych prezentacji. I nie zajmie ci to więcej niż dwie godziny. No może trzy, bo będziesz bardzo zestresowany i zmęczony.

Czy nie lepiej zatem, przejrzawszy terminarz, wyznaczyć sobie trzygodzinne „spotkanie z prezentacją” – na przykład we wtorek od 14:00 do 17:00? I traktować ten czas jako zarezerwowany tak samo, jak inne spotkania biznesowe?

Gwarantuję, że takie podejście zapewni ci znacznie lepsze efekty przy znacznie mniejszym wysiłku.

Klapki na oczach

Ludzie, którzy odnoszą wielkie sukcesy, mają jedną rzecz wspólną: klapki na oczach.

Dzięki temu nie rozpraszają ich tysiące pokus czających się na poboczu drogi, która wiedzie ich do celu. Mogą skupić się na przemierzaniu kolejnych metrów i kilometrów, na konsekwentnym realizowaniu swoich zamierzeń.

Głupcy też mają klapki na oczach, lecz sukcesów nie odnoszą. Jeśli spytasz mnie dlaczego, odpowiem:

Człowiek mądry co pewien czas się zatrzymuje, zdejmuje klapki z oczu i rozgląda uważnie, sprawdzając, czy porusza się w dobrą stronę, czy nie zbliża się do skrzyżowania lub niebezpiecznego zakrętu i czy nie należy odpocząć, żeby nabrać sił do dalszej drogi.

Warto mieć zatem klapki na oczach, ale trzeba też potrafić zdejmować je w odpowiednich momentach.