Tag: lektury

Rozebrałem się do naga

Kiedyś, gdy miałem szesnaście lat i nikogo nie było w domu, rozebrałem się do naga, stanąłem przed dużym lustrem i obejrzałem się od stóp do czubka głowy. Oglądając siebie w taki sposób, sporządziłem listę wszystkich swoich niedoskonałości, a przynajmniej tego, co za nie uznawałem. Na przykład (a to tylko przykład), miałem za gęste brwi i dziwny kształt paznokci u rąk – były to tego rodzaju rzeczy. Gdy, o ile dobrze pamiętam, doszedłem do dwudziestej siódmej niedoskonałości, zrobiło mi się niedobrze i zrezygnowałem. Oto, co wówczas pomyślałem: Jeśli tyle widocznych części mojego ciała odbiega od tego, co jest normą, kiedy zacznę roztrząsać inne swoje atrybuty – charakter, inteligencję, wytrzymałość i tym podobne – lista będzie nieskończenie długa.

Bycie szesnastolatkiem to bardzo kłopotliwy stan. Człowiek zamartwia się drobiazgami i nie potrafi określić obiektywnie, gdzie się akurat znajduje; staje się biegły w dziwnych, bezsensownych rzemiosłach i popada w niewolę niewytłumaczalnych kompleksów. Dorastając, uczy się metodą prób i błędów dostać to, czego chce, i odrzucać to, co niepotrzebne. Gdy zaczyna się rozpoznawać własne wady i godzić z faktem niemal nieskończonej liczby niedoskonałości, najlepiej zająć się swoimi mocnymi stronami i nauczyć żyć z tym, co się ma.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (161-162)

Powinieneś napisać powieść

Potrafię dokładnie odtworzyć moment, w którym pomyślałem po raz pierwszy, że zdołałbym napisać książkę. Było to o wpół do drugiej po południu 1 kwietnia 1978 roku. Tego dnia siedziałem samotnie za parkanem pola zewnętrznego stadionu Jingu, pijąc piwo i przyglądając się grze. Stadion Jingu znajdował się blisko miejsca, w którym wówczas mieszkałem, a ja byłem stosunkowo wiernym kibicem drużyny Yakult Swallows. Był przepiękny wiosenny dzień, na niebie ani jednej chmurki, wiał ciepły wiatr. W tamtym czasie za polem zewnętrznym boiska nie było żadnych ławek, tylko trawiasty stok. Leżałem na trawie, sączyłem zimne piwo i zerkając raz po raz ku niebu, delektowałem się leniwie meczem. Spotkania Swallows nie przyciągały zazwyczaj wielu kibiców. Był to pierwszy mecz sezonu, a Swallows gościli drużynę Hiroshima Carp. Pamiętam, że miotaczem Swallows był Yasuda – niski, przysadzisty gracz sprytnie podkręcający piłkę. Z łatwością doprowadził do trzech nieudanych odbić w pierwszym półinningu, a w drugim pierwszym odbijającym Swallows był Dave Hilton, młody amerykański gracz występujący od niedawna w drużynie. Hilton posłał piłkę ku lewej linii pola. Trzask kija uderzającego piłkę w czuły punkt odbił się echem po stadionie. Hilton bez problemu obiegł pierwszą bazę i podciągnął do drugiej. I właśnie w tamtej chwili uderzyła mnie taka myśl: „Wiesz, co? Powinieneś napisać powieść”. Wciąż pamiętam bezkresne niebo, dotyk świeżej trawy i radosny trzask kija. Coś spadło wówczas z przestworzy i cokolwiek to było, przyjąłem ten dar.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (33)

O czy myśli Murakami?

Dla odmiany (lecz czy jest to naprawdę odmiana?) czytam pamiętnik Haruki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Książka ta dokumentuje przygotowania autora do maratonu w Nowym Jorku w 2005 roku, ale nie tylko. Jest też pretekstem do przedstawienia drogi człowieka od niepisania do pisania, od niebiegania do biegania oraz pokrętnych ścieżek, jakimi chadza ludzka motywacja. Jeśli biegasz, książka ta przypadnie ci do gustu. Jeśli nie biegasz, być może przekona cię do biegania. Jeśli palisz papierosy, niewykluczone, że po jej lekturze rzucisz ten cuchnący nałóg. Zachęcam cię do sięgnięcia po tę krótką, ale ważną książkę. Oto cytat, który pozwoli ci wyrobić sobie zdanie na temat zgodności światopoglądu Murakamiego z twoimi przekonaniami:

O czym myślę, biegnąc? Zazwyczaj zadają mi to pytanie ludzie, którzy nigdy nie biegali na długich dystansach. Zawsze zastanawiam się nad nim głęboko. O czym dokładnie myślę, kiedy biegnę? Nie mam zielonego pojęcia.

Kiedy jest zimno, chyba myślę o tym, że jest mi zimno. I o tym, że jest mi gorąco w gorące dni. Kiedy jestem smutny, myślę trochę o smutku. Kiedy jestem wesół, myślę trochę o radości. Jak już wspomniałem wcześniej, wracają też do mnie przypadkowe wspomnienia. A bardzo rzadko – tak rzadko, że szkoda o tym mówić – wpadam na pomysł, który wykorzystuję w powieści. Mówiąc szczerze, kiedy biegnę, nie myślę o niczym wartym zapamiętania.

Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, żeby osiągnąć pustkę. Ale jak można się spodziewać, w takiej pustce myśli kryją się naturalnie. To oczywiste. W ludzkim umyśle nie może istnieć całkowita pustka. Emocje ludzkie nie są wystarczająco silne ani zintegrowane, żeby dać sobie radę z prawdziwą nicością. Chodzi mi o to, że myśli i idee, które wpływają na moje emocje, gdy biegnę, są podporządkowane pustce. Ponieważ brakuje im treści, są przypadkowymi myślami gromadzącymi się wokół pustki znajdującej się w środku.

Myśli, które przychodzą mi do głowy, kiedy biegnę, są jak chmury na niebie. Chmury o najrozmaitszych kształtach. Przychodzą i odchodzą, a niebo pozostaje zawsze takie samo. Chmury są tylko gośćmi na niebie, przepływają przez nie i znikają na zawsze, zostawiając za sobą niebo. Niebo jednocześnie istnieje i nie istnieje. Jest namacalne i nie jest. A my akceptujemy ten wielki ogrom i chłoniemy go.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (23-24)

Jako niestrudzony propagator GTD (metody Getting Things Done Davida Allena), czuję się w obowiązku dodać, że co istotniejsze chmury jesteś w stanie ocalić od zapomnienia, jeśli masz przy sobie jakieś urządzenie od zapisywania nawiedzających cię myśli. Szkoda, żeby ludzkość zmagała się latami z problemem, którego rozwiązanie rozbłysło w twojej głowie na szóstym kilometrze porannej przebieżki!

Kajakowe dżu-dżitsu

Musisz nauczyć się sterować kajakiem na sposób dżu-dżitsu. Rozpoznawać, jakie zamiary ma wobec ciebie rzeka, i na tej podstawie oceniać, w jaki sposób możesz je wykorzystać. Przyjmuj jej siłę i staraj się przekierowywać ją zgodnie z twoimi potrzebami. Nawet dysponując szybkim i zwinnym kajakiem, nie jesteś ani szybszy, ani silniejszy od rzeki. Możesz ją pokonać tylko wtedy, gdy ją zrozumiesz.

Norman Strung, Sam Curtis, Earl Perry „Whitewater!”