Tag: biznes

Syndrom zgrabnej sterty papierów

Zgrabna Sterta Papierów

Tak! Niestrudzenie namawiam wszystkich do porządkowania swojego otoczenia, usuwania rzeczy niepotrzebnych, a dla tych potrzebnych znajdowania należnego im, godnego miejsca. Jest tylko jedno ale…

Porządkowanie nie może stać się istotą twojego życia, jeśli nie jest ono pracą, którą wykonujesz zawodowo.

Tymczasem porządkowanie bardzo często zastępuje właściwe działanie. To jeden ze sztandarowych sposobów odwlekania przez udawanie, że się jest zajętym.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś prezesem, dyrektorem albo kierownikiem, a twoim głównym zajęciem jest przeprowadzanie niekończących się reorganizacji.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś kierownikiem projektu, a twoim głównym zajęciem jest uaktualnianie tabelek, harmonogramów i wykresów oraz dbanie o to, żeby segregatory z dokumentacją miały właściwe kolory.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś programistą, a twoim głównym zajęciem jest formatowanie kodu i korekta stylistyczna obszernych komentarzy, którymi ten kod opatrzyłeś.

Pomyśl o tym, jeśli na twoim biurku rośnie sterta nieprzeczytanych listów, pism i dokumentów, a twoim głównym zajęciem jest dbanie o to, żeby ta sterta się nie przewracała i miała zgrabny, strzelisty kształt.

Te wszystkie przypadki są objawem syndromu zgrabnej sterty papierów, na który cierpisz. Ale nie martw się, z tego można się wyleczyć. Musisz tylko zdobyć się na pierwszy krok:

Przestań zaprzeczać, że cierpisz na syndrom zgrabnej sterty papierów!

Przestań się oszukiwać, że działanie polega na „byciu zajętym”. Nie! Działanie polega na wyznaczaniu sobie, swojemu zespołowi i swojej organizacji celów i ich osiąganiu. Porządek w tym pomaga, ale nie może być celem samym w sobie!

Czy jesteś gotowy podjąć to wyzwanie?

Czy jesteś gotowy do walki z syndromem zgrabnej sterty papierów, który pożera twoją energię i sprawia, że stoisz w miejscu, zamiast dziarsko osiągać kolejne sukcesy?

Spróbuj! Wierzę, że ci się uda!

Nie lekceważ słonia!

Widzisz słonia?

Tam, daleko?

Nieduży jest. Mniejszy od kota. Prawie taki mały jak mysz.

Ale nie daj się zwieść pozorom.

Z daleka wszystko wydaje się małe. Ale im bardziej się zbliża, tym realniejszym staje się zagrożeniem.

Tak samo jest z problemami. Gdy są daleko, wcale nie są mniejsze, tylko sprawiają takie niepozorne wrażenie.

Dlatego zajmij się nimi, zanim w niepohamowanym pędzie skierują się w twoją stronę i… cię stratują.

Nie lekceważ słonia tylko z tego powodu, że jest daleko…

Nie ufasz mi?

Uwielbiam „Rybkę zwaną Wandą”.

Podczas montażu każdego filmu reżyserzy zwykle rezygnują z szeregu nakręconych scen, ponieważ byłyby one tylko gustownymi ornamentami niewzbogacającymi głównego wątku opowieści. Na przykład do „Rybki… ” nie został włączony następujący dialog:

Wanda: Nie ufasz mi?

Otto: Nie.

Wanda: Och, cóż za „miłe” oświadczenie z rana! Bardzo, bardzo „miłe”!

Otto: Hej, to nic osobistego. Nie ufam nikomu i nie chcę, żeby ktokolwiek mnie obdarzał zaufaniem. Nie poradziłbym sobie z tym. Czy wiesz, dlaczego tak wiele związków się rozpada? Przez zaufanie! Zaufanie! Ludzie nie mogą znieść tej presji. Znika spontaniczność…

Ta sarkastyczna i gorzka w swojej wymowie scena nie daje mi spokoju. Z jednej strony to wspaniałe, gdy masz w swoim otoczeniu ludzi, którym ufasz. Ale z drugiej strony takie pragnienie rozbudza twoje oczekiwania wobec rzeczywistości. Przestajesz być wdzięczny za to, co masz, i wystawiasz się na ciosy, kiedy ludzie cię zawodzą.

Może rzeczywiście lepiej nie ufać nikomu? W takim sensie, w jakim robi to Otto: po prostu jako standardowe podejście do bliźnich, a nie coś dramatycznie osobistego?

Jeden z ludzi sukcesu powiedział mi ostatnio, że nie ufa nikomu i wcale mu to nie przeszkadza w efektywnej współpracy z podwładnymi, klientami i konkurentami. Twierdzi, że jego pole działania jest w ten sposób oczyszczone z nieuzasadnionych oczekiwań rodzących niepotrzebne emocje.

A ty? Co o tym sądzisz?

Czy jesteś wystarczająco silny, żeby nikomu nie ufać?