Kategoria: x-a-propos

SPiER: jak się lenić i odnieść sukces w korpo

Ze względu na charakter tego wpisu już na wstępie informuję, że:

  1. Metoda SPiER jest nieetyczna. Nie usprawiedliwiaj swojego lenistwa żadnymi czynnikami zewnętrznymi. Twoje lenistwo jest twoje i tylko twoje. Stanowi wyraz postawy życiowej, którą pielęgnujesz w swoim sercu i umyśle.
  2. Jeśli nie lubisz swojego szefa, swoich kolegów albo swojej firmy, zmień pracę.
  3. Metoda SPiER jest skuteczna tylko w dużych organizacjach stosujących zasadę obsadzania stanowisk kierowniczych ludźmi niekompetentnymi.
  4. Córki, synowie, małżonkowie oraz inni członkowie rodzin, a także bliscy znajomi Właściciela, Prezesa i Członków Zarządu nie muszą stosować metody SPiER. Przywilej lenistwa prowadzącego do awansu przysługuje im z urzędu, zgodnie z odwiecznymi prawami natury oraz folwarcznym obyczajem i etyką.

Jeśli jesteś zwykłym, szeregowym pracownikiem korporacji lub urzędu, zapewne zauważyłeś, że im lepiej pracujesz, tym więcej zadań dostajesz do wykonania. Im bardziej się urabiasz po łokcie, tym więcej masz do zrobienia. Im jesteś wydajniejszy, tym bardziej musisz się spieszyć. A w tym samym czasie inni awansują, mimo że nie są tak zaharowani jak ty.

Jak to możliwe?

Otóż stosują oni metodę SPiER – Szyfrowanie Pracy i Efektowna Reanimacja.

Skąd się bierze niezwykła skuteczność metody SPiER? Na czym polegają jej dwa kluczowe elementy, które pozwalają leżeć w pracy do góry brzuchem albo siedzieć na fejsbuczku, albo romansować na potęgę i jednocześnie wspinać się po korporacyjnej drabinie sukcesu?

Oto cała tajemnica:

  1. SP – Szyfrowanie Pracy to proceder oparty na podstawowej zasadzie znanej każdemu kryptologowi. Nie musisz być jednak kryptologiem, żeby ją zrozumieć i z łatwością zastosować. Otóż zasada ta mówi, że zaszyfrowanie i odszyfrowanie danych powinno być łatwe dla ich właściciela, a niewiarygodnie trudne dla wścibskiego przeciwnika.
    Jak to się ma do twojej pracy?
    Otóż w przypadku każdego otrzymanego zadania znajdź w nim (lub wymyśl) element, który wymaga współpracy kolegi z twojego zespołu lub osób z innego działu firmy. Najlepiej jakieś dodatkowe „niezbędne” dane albo „kluczowe” podzadanie do wykonania. Następnie skomplikuj szczegółowość tych „niezbędnych” danych lub tego „kluczowego” podzadania tak, żeby kolega lub inny dział miał jak najwięcej pracy i kłopotu z udzieleniem ci „wsparcia”.
    Delegowanie tych prac skrupulatnie dokumentuj, żebyś mógł skutecznie zwalać winę za opóźnienia na innych. Gdy oni będą się zmagali z zaszyfrowanym przez ciebie problemem, ty będziesz mógł się oddać słodkiemu lenistwu, jednocześnie nabierając sił do wkroczenia do akcji w ramach drugiego elementu metody SPiER.
  2. ER – Efektowna Reanimacja to proceder będący nieuniknioną konsekwencją stosowania przez ciebie SP – Szyfrowania Pracy oraz ogólnej niewydolności wszystkich organizacji kierowanych przez niekompetentnych szefów. W takich okolicznościach, na kilka dni przed terminem każde przedsięwzięcie zamiast zbliżać się do szczęśliwego finału, staje na krawędzi przepaści, a organizacja na skraju ostatecznej zapaści.
    I wtedy pojawiasz się ty. Pełen energii i zapału zbawca, który swoją gotowością do poświęceń motywuje pozostałych pracowników do przeprowadzenia skutecznej reanimacji i osiągnięcia wyznaczonego celu. Po tygodniach leniuchowania jesteś wypoczęty i gotowy do działania nawet przez 24 godziny na dobę. Oczywiście mówię tu o ostatniej dobie przed terminem – nie wychylaj się wcześniej, bo się zmęczysz. Przez te 24 godziny musi cię być WIDAĆ. Wszędzie. To jest moment, w którym zostajesz autorem sukcesu, ratujesz swojemu szefowi tyłek i zbierasz cenne punkty do awansu.
    Później, gdy zapadniesz w kolejny letarg, nie zapominaj o okresowym wybudzaniu się, żeby przypominać wszystkim o twoim paśmie sukcesów, o tych wszystkich ER – Efektownych Reanimacjach, które skutecznie przeprowadziłeś.

Pamiętaj tylko o jednym: metoda SPiER nie jest dla mięczaków. Musisz być silny psychicznie, cyniczny i pozbawiony skrupułów. I oczywiście możesz ją stosować tylko w organizacjach, których los nie obchodzi ani ciebie, ani twoich szefów.

Znacznie przyjemniej pracuje się w firmach, które mają jasny cel swojego działania, cel zgodny z twoimi przekonaniami, cel wyrażany przez kompetentnych szefów i podzielany przez pozostałych członków zespołu.

Myślisz, że to niemożliwe? Możliwe, możliwe. Musisz tylko chcieć znaleźć taką oazę inspiracji, a potem wspierać ją swoimi talentami. Wtedy poczujesz, że i ty możesz zmieniać świat na lepsze. A świat to zauważy i w twoimi życiu nagle zaczną się pojawiać nieoczekiwane, pozytywne zmiany, których żaden bezczelny cynik nigdy nie doświadczy.

Skuteczna prośba o akceptację

Większość dokonań ludzkości powstaje w wyniku pracy zespołowej. Zadania dzielimy według kompetencji i możliwości wykonawczych poszczególnych realizatorów przedsięwzięcia. W związku z tym często zachodzi konieczność skonsultowania pewnych koncepcji z inną osobą lub uzyskiwania od niej akceptacji konkretnych rozwiązań projektowych. Nierzadko jest to długi i bolesny proces beznadziejnego oczekiwania na odpowiedź lub decyzję – czy to z powodu przepracowania, czy strachu przed odpowiedzialnością, czy zwykłego roztargnienia.

Jak temu zapobiec?

Stosując metodę od dawna wykorzystywaną przez banki i inne instytucje świadczące usługi na podstawie regulaminów, które są załącznikami do zawieranych z klientami umów.

Gdy bank, dostawca energii lub operator telekomunikacyjny zamierza coś zmienić w regulaminie, przesyła ci list z propozycją tej zmiany i informacją, że jeżeli się na nią nie zgadzasz, możesz w terminie 14 dni odstąpić od umowy świadczenia danej usługi. W przeciwnym przypadku – to znaczy, jeśli nie zrobisz nic – zmiana automatycznie wchodzi w życie w proponowanym brzmieniu.

Ty też możesz stosować tę metodę, żeby skutecznie uzyskiwać informację zwrotną od swoich współpracowników. Na przykład tak:

Jarku,
W załączeniu przesyłam Ci projekt naszej nowej strony internetowej, którą zamierzamy uruchomić w najbliższą środę (2016-04-20).
Jeżeli do poniedziałku nie zgłosisz żadnych uwag, dam zielony sygnał działowi IT i zostanie ona wdrożona w proponowanym kształcie.
Pozdrawiam,
Krzysztof

Określając, co się stanie, gdy nie otrzymasz odpowiedzi, jednocześnie mobilizujesz adresata do zastanowienia się nad problemem i definiujesz swoje zachowanie w przypadku braku informacji zwrotnej.

Proste!

Jak blisko śmierć…

TIR grozy

Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
By człowiek zrozumiał swój los?

To pytanie zadał Andrzej Bianusz w polskim tłumaczeniu tekstu słynnego przeboju Boba Dylana „Blowin’ in the Wind”.

Ja też sobie je ostatnio zadałem, gdy o sekundę spóźniłem się na spotkanie z łamiącym wszelkie przepisy i zdrowy rozsądek, rozpędzonym tirem. Na animacji, którą widzisz powyżej, jadę zielonym samochodem po swoim pasie, a czerwony tir mknie na wprost, nie zważając, że jego pas ruchu się w tym miejscu kończy. Gdybym był odrobinę szybszy, zostałbym staranowany albo zrolowany pod jego naczepą…

Na szczęście tak się nie stało i bezpiecznie wróciłem do domu. A tam odkryłem niezwykły, szokujący, brytyjski serial „Black Mirror”, który podrzuca do przemyślenia dylematy etyczne związane z kierunkiem rozwoju naszej cywilizacji.

Odcinek „Be Right Back” prowokuje do rozważań, co by było, gdyby zaoferowano usługę kontaktu ze zmarłymi osobami. A właściwie nie ze zmarłymi osobami, ale z ich symulatorami stworzonymi na podstawie wszystkich materiałów, które te osoby zamieściły w internecie. Na ile odtworzony sposób wyrażania się i tembr głosu dawałaby wrażenie obecności tych, którzy odeszli na zawsze? Na ile rozmowa z nimi pomagałaby ukoić żal po stracie ukochanych i odczuwać ich wsparcie w trudnych chwilach?

Fascynujące, nieprawdaż?

A puenta? Puenta tego wpisu jest taka, że gdyby tirami kierowały komputery, a nie ludzie, to mniejsze byłoby prawdopodobieństwo, że moje życie zawisłoby na włosku. Dlaczego? Bo choć czasami maszyna może ulec uszkodzeniu, to przynajmniej nie jest głąbem z kompleksami!

Marsjanie i nadludzie

„Przestaliśmy rozmawiać z ludźmi” – tak Platforma Obywatelska zdiagnozowała swoją porażkę w wyborach parlamentarnych. Kurczę blade! A w tym rządzie i tej partii to kto był? Marsjanie? Totalny odlot międzyplanetarny!

Obecny prezydent oparł swoją kampanię wyborczą na spotkaniach ze zwykłymi ludźmi. Głównym przesłaniem medialnym rządu Prawa i Sprawiedliwości jest „rozmowa ze zwykłymi ludźmi” i rozwiązywanie ich problemów. Dobra zmiana sprawiła więc, że Marsjanie przeszli do opozycji, a władzę przejęli nadludzie.

Bo czyż mówiąc „porozmawiam z tobą, zwykły człowieku”, nie sugerują oni, że sami są niezwykli? Czy nie stawiają się na piedestale?

Tymczasem każdy z nas jest na swój sposób niezwykły, a wielu mogłoby łatwo wykazać swoją wyższość nad osobami, które dziwnym zbiegiem okoliczności zostały wybrane lub mianowane na różne stanowiska. Ale nie to jest najważniejsze.

Problem w tym, że ci Marsjanie i nadludzie nie przyjmują do wiadomości tego, iż w państwie demokratycznym są tylko pracownikami zatrudnionymi przeze mnie, przez ciebie i przez wszystkich obywateli do administrowania naszym wspólnym majątkiem i naszymi sprawami. To, z całym szacunkiem dla tego zawodu, tylko zwykli administratorzy, z którymi podpisaliśmy umowy o pracę na czas określony.

Drodzy administratorzy! Nie wyjeżdżajcie mi tu z gadkami o rozmawianiu ze zwykłymi ludźmi, tylko bierzcie się do roboty, za którą wam płacę! Dbajcie o to, żebym miał dobry zwrot z kapitału, który wam powierzam w postaci podatków!